fbpx

Kryzysy i walka duchowa


„Nieustannie stykamy się, jeśli nie poprzez doniesienia mediów, to we własnych kontaktach, z kryzysem wspólnoty. W pewnym momencie osoba uświadamia sobie, że rodzina, wspólnota, do której należy, za którą jest odpowiedzialna, którą współtworzy, przestaje być dla niej samej czymś ważnym, istotnym, czemu warto nadal się poświęcać. Człowiek przechodzący przez tego typu kryzys zaczyna poszukiwać innych wspólnot, grup, w których jak mu się wydaje będzie mógł faktycznie zaistnieć i w pełni okazać swoją wartość. Ulega wtedy pokusie poszukiwania tzw. innej świętej przestrzeni, „ziemi” i trudno mu jest zaakceptować fakt, że tą prawdziwą święta przestrzenią, ziemią jest ta gdzie jest postawiony, gdzie tu i teraz żyje.”

Wszystkie wspólnoty podlegają charakterystycznym przemianom wg zasad życia duchowego i praw psychologii rządzących grupą. Dlatego trzeba wierności natchnieniom Ducha Świętego i wiedzy dotyczącej psychologicznych etapów rozwoju grupowego. W rzeczywistości te etapy bardzo często nakładają się na siebie, a nawet jeśli wspólnota przejdzie już na etap bardziej zaawansowany, zdarza się, że przez jakiś czas pozostaje w stagnacji lub cofa się do wcześniejszego. Dzieje się tak, ponieważ wspólnota nie rozpoznaje Bożego prowadzenia, bądź nie jest mu wierna. Poza tym, grzechy i słabości jej członków opóźniają ją w kroczeniu po Bożych drogach. Bóg jednak oczyszcza każdą wspólnotę, tak, jak Izraela, by uczynić z niej swój lud.

Konflikty wspólnotowe

„Kiedy grupa osób skupionych wokół pewnego celu spotyka się po raz pierwszy, uczestnicy takiego spotkania testują sytuację i zapoznają się ze sobą z ogromną dozą ostrożności, podejmując jedynie niewielkie ryzyko. Wśród uczestników pojawiają się pytania o akceptację ich osoby wśród reszty, co sprzyja okazywaniu wzajemnego szacunku, postawie (niekiedy pozornej) tolerancji i zgody, empatii, uwagi i reagowania na siebie. To etap, w którym my - nowi - uczymy się, jak się komunikować z resztą, jak okazywać emocje, aby były akceptowane, jak wchodzić w interakcje. Wszystko jest ładne, różowe, przyjemne, ale większość członków nowej grupy czuje skrępowanie, obawy, lęk. Przedstawiamy się powierzchownie, chcemy wypaść jak najlepiej, jesteśmy akceptowani i witani z otwartymi ramionami, ale coś nie gra.

Zatem łagodnie lub burzliwie grupa musi powędrować dalej. Zaczyna się stadium przejściowe, stadium kryzysu. Nie jest już tak różowo. Chcemy być sobą, ale nadal towarzyszy nam lęk. Pojawiają się wyraźnie zaznaczone role, ktoś nagle jest liderem, inni atakują, ktoś przestaje się angażować lub zagaduje resztę. Klasycznym wydarzeniem w tej fazie rozwoju grupy jest atak wobec osób prowadzących, krytyka dotychczas nieskazitelnie postrzeganych liderów, walka o nową władzę. Powszechny jest lęk i frustracja, lęk przed osądzeniem, ośmieszeniem się, odrzuceniem, obawa przed odkryciem powierzchowności i pustki. Głównym tematem podejmowanym przez członków grupy staje się kwestia władzy i odpowiedzialności: czy liderzy mają rację? Kto ponosi odpowiedzialność za kryzysy? Komu przypisać winę za jawne konflikty? Grupa dzieli się, część czuje złość, inni próbują łagodzić sytuację, ktoś nie zabiera głosu. Ale konflikt jest zauważony przez wszystkich. Liderzy zaczynają złościć się na uczestników. Złoszczą ich ci, którzy niewiele wnoszą i nie entuzjazmują się tak jak wcześniej. Mają obawę czy są kompetentni. Czują niechęć przy rozmowach z niektórymi z uczestników. Pragną zrobić coś, aby pobudzić grupę do działania. Niekiedy pojawia się otwarta wrogość, wywyższanie się, poczucie bycia lepszym od innych. Uczestnicy grupy łączą się w mniejsze frakcje, w których tematyka całej społeczności powraca jak bumerang - często wyłącznie na tym mniejszym forum. Część osób okazuje swoje silne emocje.

Aż wreszcie społeczność wypracowuje nowe formy współpracy. Od teraz cele grupy i cele poszczególnych uczestników stają się jasne i akceptowane. Wszyscy czują się członkami grupy, a outsiderzy są konstruktywnie zachęcani do podejmowania aktywności. Członkowie grupy czują swoją rolę w podejmowaniu decyzji i związaną z tym odpowiedzialność. Są pełni nadziei, bezpośrednio się komunikują, wspierają odmienność i szanują różnice. Po raz pierwszy od dawna w miejsce śmiertelnej powagi pojawia się humor i lekkość w kontaktach, nawet konfliktowych. Odprężenie sprzyja owocnej pracy, grupa doświadcza twórczej synergii aż do następnego kryzysu.”

Zagrożenia i szanse

„Kryzys życia wspólnotowego stanowi zagrożenie, ponieważ burzy koncepcje, plany, dotychczasowe strategie i plany jej rozwoju, do których już się przyzwyczailiśmy i które dają poczucie komfortu i bezpieczeństwa, tak, jak na początku każdego psychologicznego procesu zmiany. Zagrożeniem jest również pozorne uporanie się z kryzysem, ponieważ w efekcie może spowodować jego chroniczność, upośledzając i blokując możliwości rozwoju wspólnoty. Szansa tkwi w tym, że kryzys wydobywa nas z sytuacji, w której byliśmy do tej pory, komfortu i bezpieczeństwa, a która nie była już dla naszej wspólnoty rozwojowa. Sytuacja trudna mobilizuje jej członków do zmiany np. zrewidowania dotychczasowej wizji życia wspólnotowego.”

Koszty i zyski

„Niewątpliwym kosztem istnienia procesu grupowego jest konflikt. W zależności od umiejętności lidera oraz predyspozycji grupy konflikt może wzmocnić grupę lub doprowadzić do jej rozpadu. Konflikty są bowiem nieodłączną częścią procesu grupowego. Umiejętne przejście przez kryzys wzmacnia grupę, sprawia, iż staje się ona bardziej spójna i jednolita. Nieumiejętne natomiast może spowodować eliminację niektórych uczestników grupy poprzez wykształcenie w nich indywidualnej niechęci do funkcjonowania w grupie i powstanie lęku przed wchodzeniem w przyszłe relacje z innymi. Sytuacja taka prowadzi do wycofania. Czasem nieumiejętność poradzenia sobie z konfliktem doprowadza grupę do rozpadu. Nierozerwalnie z konfliktem związane są inne koszty istnienia procesu grupowego odnoszące się do jego płynności i nieuchwytności. Pierwszym jest czas, drugim - uwaga grupy, trzecim - jej emocje. Kiedy zaczynają pojawiać się konflikty, ich rozwiązanie wymaga czasu. To, ile go upłynie, zależy od uczestników grupy i od prowadzącego ją. Dodatkowo konflikt i związane z nim nakłady czasowe mogą powodować, że grupa przestanie koncentrować się nad zadaniem, jakiemu miała wcześniej poświęcać uwagę. To prowadzi do tego, że członkowie grupy mogą przestać kontrolować emocje i zacząć krzywdzić siebie nawzajem.

Gdzie leży granica pomiędzy otwartym wyrażaniem uczuć i pragnień, a wzajemnym kaleczeniem się poszczególnych członków grupy? Jeśli lider nie jest w stanie kontrolować rozwoju wypadków i świadomie ich korygować, cały proces grupowy może wymknąć się spod kontroli. Lider grupy powinien więc ciągle doskonalić swój warsztat pracy z grupą.

Rodzaje kryzysów życia wspólnotowego

Pierwszą przyczyną i sprawcą największej ilości kryzysów w grupie jest z reguły lider. Dzieje się tak dlatego, że lider jest często jedyną osobą w grupie zdającą sobie sprawę z istnienia procesu grupowego. Jego obowiązkiem jest  mieć wiedzę na ten temat. Od niego zależy, co będzie się działo w grupie, na nim spoczywają oczekiwania związane z jej prowadzeniem i dbaniem o to, by funkcjonowanie w niej było bezpieczne dla każdego członka. Często jednak sama świadomość lidera, co do swojej roli w grupie, nie jest wystarczająca do tego, by umiejętnie kierować procesami w niej zachodzącymi. By aktywnie wpływać na proces grupowy należy posiadać odpowiednie kompetencje oraz doświadczenie, czyli nieustannie doskonalić swój warsztat lidera.

Kryzysy powodowane przez lidera

  • boi się samodzielnie prowadzić grupę (efekt braku doświadczenia lub nadmiar złych doświadczeń);
  • działa rozmijając się z potrzebami i oczekiwaniami grupy (konsekwencja niezbadania jej potrzeb);
  • obraża uczestników grupy, wiąże się to z jego kulturą osobistą;
  • tworzy dystans do grupy, „stawia się na katedrze”;
  • ma wyzywający styl liderowania, nadmiernie wymaga i wymusza na grupie określone zadania;
  • ignoruje emocje członków grupy, co wiąże się z nie zwracaniem uwagi na wysyłane przez nią sygnały;
  • ukrywa swoją niewiedzę i konfabuluje.

Jeśli lider potrafi przyznać się do błędu i przedyskutować go z grupą, to bardzo stymuluje jej rozwój. Grupa zaczyna dostrzegać w nim człowieka, uniezależnia się, staje się zwarta i silna.

Kryzysy wewnątrz wspólnoty

  • brak wizji rozwoju i ustalenia zasad jej funkcjonowania – każdy członek wspólnoty powinien być świadomy swoich praw i obowiązków;
  • nieumiejętność radzenia sobie z nowymi osobami w grupie – może powodować jej zamknięcie i stworzenie „towarzystwa własnej adoracji”;
  • zmęczenie grupy - zależne jest od indywidualnych predyspozycji członków, niektórzy np. wolą pracować z przerwami, innym jest to mniej potrzebne;
  • niewyjaśnione sprawy między członkami grupy, tajemnice - przyczyna tworzenia się podgrup i zwalczających się obozów;
  • różnica zdań – jeśli pozostaje niewyjaśniona i wiąże się z trudnością zaakceptowania przez pojedyncze osoby odmiennych opinii;
  • całkowity brak różnicy zdań - kiedy w grupie głoszone są zawsze zgodne opinie i zdaje się ona unikać kwestii drażliwych, może to być efektem ukrywania strachu grupy i niepewności jej członków. Strach ten wynika z obawy przed oceną. Ludzie myślą więc w sposób grupowy, bo zapewnia im to bezpieczeństwo i pozwala utrzymać chwiejną samoocenę;
  • sytuacja porażki grupy w dążeniu do celu - grupa skupia się wokół analizy jej przyczyn i ewentualnego przeformułowania swoich celów.

Pomoc wspólnocie w konstruktywnym wyjściu z kryzysu

Z czym realnie lider musi dać sobie radę? Są dwa typy takich sytuacji. Objawiają się one pasywnymi, bądź aktywnymi zachowaniami grupy. Kryzysy pasywne polegają na biernym zachowaniu grupy, kryzysy aktywne - zachowaniach nieadekwatnych do sytuacji (gadulstwo, dowcipkowanie, agresja). W obydwu sytuacjach lider powinien dać grupie czas i obserwować rozwój sytuacji. Każda grupa ma swoją dynamikę. Zarówno z kryzysami pasywnymi jak i aktywnymi radzić można sobie więc zwracając uwagę grupy na jej zachowanie. Trzeba pozwolić grupie przemyśleć kryzys. Najważniejsze jednak jest ustalenie przyczyn kryzysów, a nie skupianie się na ich formach i objawach.

Kiedy mówimy o dynamice grupy marzymy o stworzeniu perpetum mobile. Ma nim być grupa, która stanie się - poprzez umiejętność rozwiązywania własnych konfliktów, uczenie się na swoich i lidera błędach - sprawna jak maszyna chodząca bez oporu. Cała rzecz wydaje się jednak tkwić w powtórzeniach. Tzn. dobry zespół tworzy się przez doświadczanie prób i błędów, poprzez wdrażanie korekt płynących z grupowo wypracowanych mądrości. Bardzo ważne jest, by na początku organizowania grupy modlitewnej czy diakonii, lub podejmowaniu zadań, jasno i wyraźnie podkreślić, że pracujemy nad zadaniem, ale również nad rozwojem grupy.

Komunikacja - kluczowy czynnik sukcesu w kryzysie

Członkowie wspólnoty zainteresowani jej życiem potrzebują informacji o tym, co się w niej dzieje. Warto stworzyć klarowny i przykuwający uwagę przekaz. Informacje należy przekazywać w sposób zwięzły, zrozumiały i w odpowiednim czasie. Przekazanie informacji nie polega na informowaniu ludzi poprzez zwracanie się do nich z góry, z pozycji siły i przekonania o nieomylności, ale na skupieniu ich uwagi na kilku kluczowych sprawach. Ciągły i spójny przekaz buduje zrozumienie oraz umożliwia pozyskanie wsparcia ze strony większości zainteresowanych lub bezpośrednio zaangażowanych osób.

Błędy najczęściej popełniane przez osoby reprezentujące wspólnotę w sytuacji kryzysowej to: nieprzygotowanie, ukrycie czegoś, brak umiejętności pracy w stresie przy presji czasu i nieradzenie sobie z emocjami. Planując proces komunikacji w sytuacji kryzysowej pamiętajmy, by:

  • mówić jednym głosem - wspólnota nie może mieć wewnętrznego rozłamu;
  • zrozumiale powtarzać wiadomości – to umożliwi osobom zrozumieć skomplikowane sytuacje;
  • używać zróżnicowanych komunikatów;
  • dostosować komunikat do konkretnej grupy odbiorców;
  • znaleźć orędowników i sprzymierzeńców wspólnoty;
  • umożliwić regularny kontakt z dwoma, trzema osobami – rzecznikami wspólnoty odpowiadającymi za komunikację;
  • spowodować, aby komunikacja była dwukierunkowa;
  • wyjaśnić dlaczego wybiera się dane rozwiązanie;
  • określić naturę i wyjaśnić zakres zmian wynikających lub będących konsekwencjami kryzysu.

Liderze – powtarzaj!

Lider powinien powtarzać, jakie są planowane działania, cel wprowadzanych zmian i jak zostanie wykorzystany kryzys do odrodzenia wspólnoty. Zarządzanie kryzysem to nie tylko reagowanie na pojawiające się problemy. Równie ważne jest zarządzanie po kryzysie i wykorzystanie go na wyciąganie wniosków. Pozwoli to w przyszłości lepiej radzić sobie z wyzwaniami. Trzeba korzystać z potencjału wiedzy i doświadczeń członków wspólnoty. Warto wspólnie szukać optymalnych rozwiązań biorąc pod uwagę perspektywę osób, z których każda ma inny punkt widzenia. Wymiana doświadczeń i wiedzy daje szansę na znalezienie rozwiązania, jakiego z poziomu osób decyzyjnych nie widać. Mobilizując członków wspólnoty do szukania rozwiązań, uczymy ich odpowiedzialności za każde podejmowane przez nich działanie, co w rezultacie wpływa na efektywniejsze realizowanie powierzonych im obowiązków. Wprowadzanie takich działań minimalizuje skutki kryzysu oraz wpływa na poprawę sytuacji wspólnoty i jej rozwój.

Zarządzanie sytuacją kryzysową

Większość liderów wspólnot uważa, że ich kryzys nie dotyczy, lub nie wiedzą, że grupy i wspólnoty podlegają prawom rozwoju grupowego. O tym, że są w błędzie przekonują się, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli i wspólnota umiera. Jednak tym liderom, którzy zdają sobie z tego sprawę, którzy podejmują kryzys wspólnotowy jako zadanie, z łaską Bożą udaje się wyjść z niego obronną ręką. Ważne jest przestrzeganie prostych zasad, aby pozytywnie rozwiązać kryzys życia wspólnotowego. Są to:

  • nie ukrywaj prawdy

Członkowie wspólnoty to mądre osoby i możesz wiele się od nich dowiedzieć albo wiele stracić, lekceważąc wagę budowania dobrych relacji;

  • nie nadużywaj zaufania animatorów i członków wspólnoty

Jeśli ogłaszasz program naprawczy lub antykryzysowy, to swoim postępowaniem wspieraj komunikat, nie twórz wyjątków od wyjątków. Brak konsekwencji powoduje, że jesteś niewiarygodny i członkowie wspólnoty nie będą traktowali poważnie twoich apeli o zrozumienie dla trudnego dla wspólnoty okresu; 

  • współpraca nie oznacza pogorszenia sytuacji

Akceptując część roszczeń członków wspólnoty odnośnie, np. lepszego działania różnych diakonii, jasno wyznaczając granice i sposoby oceny wyników ich pracy, możesz spowodować widoczne zwiększenie efektów ich wkładu w rozwój wspólnoty;

  • nieobecni nie mają racji

W kryzysie nie możesz chować głowy w piasek. Z grupą odpowiedzialnych za wspólnotę musisz zebrać wszystkie fakty i być do dyspozycji członków wspólnoty i osób z zewnątrz, np. proboszcza parafii;

  • reakcje natychmiastowe i uwzględniające wartości ponadczasowe (dzieci, osoby niepełnosprawne, starsze, itp.) pomagają wspólnocie wzmocnić swoją wartość;
  • udzielaj informacji

W chwili kryzysu członkowie wspólnoty czekają na informacje; powinni o wszystkim dowiedzieć się pierwsi od ciebie, a nie od osób trzecich;

  • bądź stanowczy

Do dalszego rozwoju w przechodzeniu z jednego etapu do kolejnego potrzebne są kryzysy. Widać to w cyklu rozwoju człowieka oraz w odniesieniu do organizacji. Stosowanie narzędzi i metod zarządzania może pozwolić organizacji przewidzieć nadchodzący kryzys, a jednocześnie łagodnie przejść między kolejnymi etapami wzrostu.

Kryzys jako szansa rozwoju modlitwy

Rozważania nad doświadczeniem kryzysu, byłyby niepełne, gdybyśmy pominęli zagadnienie modlitwy - wpływ kryzysu na dialog, jaki dokonuje się między człowiekiem a Jezusem. Jest to sprawa najwyższej wagi. Pragniemy, by temat modlitwy był czymś, co obejmuje i zawiera w sobie wszystkie wcześniej rozważane aspekty kryzysu. Spoglądamy na kryzys jako szansę dla modlitwy. Szansa wskazuje wyraźnie na coś pozytywnego, co można zdobyć, pozyskać. W przestrzeni wiary doświadczenia naturalne wywierają często skutki odmienne od tych, jakie mogą zobaczyć fizyczne oczy. Doświadczenie kryzysu zawsze jest szansą dla modlitwy, jej pogłębienia jako bardziej intymnej i zażyłej relacji z Jezusem, ku owocniejszej współpracy z Nim nad zbawianiem poszczególnych ludzkich istnień.

Jak się modlić w czasie kryzysu?

Szukając odpowiedzi sięgniemy do osobistego doświadczenia św. Teresy Benedykty od Krzyża i św. s. Faustyny. Taki typ doświadczenia wymaga szczególnej modlitwy. Na pewno nie rozwiąże sprawy kilka minut adoracji, odmówiona litania czy pobożne westchnienie. Dlaczego modlitwa w czasie kryzysu powinna być dłuższa niż zwykle i czemu naznaczona jest trudem? Można wskazać dwa istotne przyczyny takiego stanu. Po pierwsze - kryzys jest sytuacją, z którą Jezus złączył dobro twoje lub kogoś. Nie jakieś małe dobro, ale wielkie, nieraz decydujące o wszystkim, co później nastąpi. Uzyskanie go wymaga większej ofiary i wkładu ofiarniczej miłości. Po drugie, kryzys inicjuje wiele zmian, które potrzebują długiego czasu i modlitewnej asystencji.

W każdym konkretnym przypadku kryzys jest doświadczeniem niepowtarzalnym. Twoja konstrukcja duchowa, psychiczna i fizyczna jest jedyna w swoim rodzaju. Ten fakt każe spojrzeć realistycznie na modlitwę, na duchową aktywność w okresie kryzysu. Św. Teresa Benedykta od Krzyża pisze, że sytuacja psychiczna jest u różnych ludzi różna. Trzeba umieć odkrywać własne sposoby nawiązywania łączności z wiecznością, podtrzymywania jej czy ożywiania. Jest rzeczą ważną umieć znaleźć to, co nam najskuteczniej pomaga, a także umieć z tego korzystać. Modlitwa jest zawsze czymś niepowtarzalnym, tak, jak niepowtarzalny jest człowiek.

Nie ma gotowego modelu modlitwy na czas kryzysu. Przechodząc kryzys, uczysz się dopiero odkrywać sobie właściwy sposób rozmowy z Jezusem. Uczysz się własnych i niepowtarzalnych sposobów „łączności z wiecznością”. Głównym zadaniem, jakie staje w czasie kryzysu jest odkrycie najbardziej odpowiedniego dla siebie sposobu modlenia się. Odkrycie takiej duchowej aktywności, jaka będzie najbardziej pomocna w trudnym czasie doświadczeń. Trzeba także nauczyć się szanować podobną inność bliźnich, przeżywających swoje doświadczenia kryzysu. To, co było dla ciebie dobre i pomocne, nie zawsze musi być skuteczne dla kogoś innego.

Inność, jaką nosimy w sobie w kwestii modlitwy i zachowań w okresie kryzysu, jest wyzwaniem. Cierpiąc i zmagając się, cenną rzeczą jest myśleć o tych, którzy cierpią i zmagają się w większym stopniu niż ja. Wszyscy nosimy tendencję do koncentrowania się na sobie, przeżyciach, trudnościach, doświadczeniach. Dużo i często o nich mówimy, chcemy, by nas wówczas słuchano, by się nami interesowano. Gdy ta tendencja nie jest kontrolowana i staje się normą działania, modlitwa i relacje z ludźmi wykrzywią się. Świat skurczy się do przestrzeni twoich spraw, nie pozwalając zobaczyć innych ludzi i otworzyć się na nich. Tymczasem bliźni jest dla lustrem, w którym możesz się przejrzeć i dużo się o sobie dowiedzieć. Ponadto on też ma prawo, byś ty zainteresował się jego problemem. Wychodzenie poza własne sprawy jest konieczne dla zdrowego funkcjonowania. Problemy twoich bliźnich pozwalają ci nabrać dystansu do osobistych przeżyć.

W czasie kryzysu sytuacja człowieka przestaje być taka jak dawniej. Pojawia się zatem tęsknota, by odzyskać to, co zostało stracone, bo w tamtych realiach czuliśmy się dobrze, znaliśmy je. Modlitwa kryzysu staje się często wyrazem takiej tęsknoty i prosimy Jezusa, by wróciło to, co odeszło. Chociaż nie zawsze mamy tego świadomość, nowy świat, który pojawia się po kryzysie, chcemy uporządkować wg dawnych standardów. Mamy na to swój projekt, który w modlitwie kryzysu chcemy u Jezusa przeforsować. Wobec takich tendencji św. Teresa Benedykta pyta: „Nasze pragnienie pokoju jest na pewno szczere i słuszne, lecz czy pochodzi z serc całkowicie oczyszczonych? Czy się rzeczywiście modlimy w imię Jezusa? – to znaczy nie tylko z Imieniem Jego na ustach, lecz w Jego duchu i usposobieniu, jedynie ze względu na cześć Ojca, bez widoków osobistych”. Częstym problemem modlitwy kryzysu są „widoki osobiste”. Tymczasem trzeba jasno powiedzieć, że kryzysy służą temu, by „widoki osobiste” obumarły. Modlitwa kryzysu musi otworzyć się na zamiar Jezusa. Kryzys służy temu, by przeminęło to, co budowałeś na własnej woli, w oparciu o własne plany, a ujawnił się zamysł Jezusa. Jest on często trudny do zrozumienia, dlatego musi wkroczyć wysiłek ufności.

Kryzys tworzy uprzywilejowane miejsce dla spotkania z Jezusem. Tylko On stanowi właściwą perspektywę dla twojej osoby, problemów, relacji. Nie ma przyszłości dla kryzysu, który przeżywasz bez Niego, poza Nim (Kol 1, 16), więc modlitwa powinna być poszukiwaniem Jego obecności. Tylko On zna sens doświadczanej próby i cel, do którego prowadzi. Tylko On wie, jak próbę przejść. W modlitwie kryzysu powinieneś zawierzać siebie Jezusowi. Tylko z Nim cierpienie ma sens i przyniesie dobro. W kryzysie zawsze najważniejszym pozostanie modlitewny dialog z Jezusem. To od niego w decydującej mierze zależy, czym kryzys się zakończy.”

Rady pomagające twórczo przeżyć kryzys

„Teologia duchowości proponuje „dekalog na czas kryzysu”, czyli dziesięć dobrych rad, których zastosowanie może być bardzo pomocne do właściwego, twórczego przejścia przez kryzys: 

  • realizm - rozpatruj kryzys w jego realnych wymiarach
  • optymizm - pamiętaj, że każdy kryzys może stać się przyczyną wzrostu
  • całościowość - analizuj sytuację kryzysu w kontekście całości swego życia
  • konfrontacja doświadczeń - wykorzystaj dotychczasowe sposoby radzenia sobie
  • przykład innych - wykorzystaj doświadczenia innych ludzi przeżywających kryzys
  • solidarność - szukaj pomocy u drugich bo w jedności siła 
  • asceza - zaakceptować cierpienie i dowartościować ascezę
  • zjednoczenie z Bogiem - czas spotkania z Bogiem, a nie odejścia od Niego
  • modlitwa - uczyń doznawany kryzys przedmiotem swojej modlitwy;
  • ufność - oczekuj w postawie ufności i zawierzenia Bogu.”

Apla:

Wspólnota, w której żyjesz, powinna uczyć się szacunku i cierpliwości do tego, jak przeżywasz swój kryzys. Ty z kolei powinieneś przeżywać go tak, by nie blokować normalnego funkcjonowania wspólnoty. Sprawy nie biegną normalnym torem, gdy z doświadczenia kryzysu robisz największy problem wspólnoty. Doświadczając go, bez wątpienia potrzebujesz dzielić go z innymi, pytać się, poszukiwać. Jednak wciąż aktualnym pozostaje wymóg przeżywania trudnego doświadczenia przede wszystkim z Jezusem, na poziomie własnego serca. Kryzys powinien być uzewnętrzniany w rozsądnych proporcjach, tak by był poszukiwaniem rozwiązań, ale nigdy zatruwaniem życia bliźnich. (J. Marszewska. Kryzys czy okazja do sukcesu)

Napełnienie Duchem Świętym i doświadczenie żywej, radosnej wspólnoty chrześcijańskiej, jakie staje się udziałem wielu osób w grupach i wspólnotach Odnowy Charyzmatycznej, wprowadza w nowy wymiar życia chrześcijańskiego. Dominuje w nim radość wiary, wynikająca z osobistego doświadczenia Bożej miłości. W Duchu Świętym rozpoznajemy Boga jako kochającego Ojca, który z miłości do nas, posłał na świat Jezusa Chrystusa, aby ukazał nam miłość największą z możliwych, oddając życie dla naszego zbawienia. W tej perspektywie nasze życie nabiera kolorów, wszystko staje się proste i oczywiste, i nie ma rzeczy niemożliwych. Takie doświadczenie jest wspaniałym darem Boga, ale w naszej ziemskiej rzeczywistości stan emocjonalnego uniesienia i entuzjazmu nie trwa wiecznie.

To, co przeżywamy w sferze emocjonalnej podlega zmienności. Dlatego czymś normalnym jest, że po okresie entuzjazmu przychodzi konfrontacja z trudnościami życia codziennego. Dają one o sobie znać w różny sposób i na różnych płaszczyznach: osobistej, rodzinnej, zawodowej, wspólnotowej, religijnej, zdrowotnej, itp. Okazuje się także, że pogłębiona więź z Chrystusem, intensywniejsza modlitwa i uczestnictwo we wspólnocie modlitewnej nie zabezpieczą przed trudnościami, a zwłaszcza przed cierpieniem. W dodatku także nasze wzajemne relacje też nie osiągają nagle doskonałości i idealnej harmonii. Pojawiają się w nich tarcia, konflikty, a na różnych płaszczyznach sytuacje określane modnym słowem „kryzys”. W tym kontekście dość często odwołujemy się do krzyża, nazywając tak rozmaite spotykające nas trudności. W ten sposób pragniemy powiązać spotykające nas trudności ze zbawczym cierpieniem Chrystusa. Czy jednak każde cierpienie samo przez się stanowi krzyż? Czy każdy kryzys sam w sobie jest krzyżem?

Od cierpienia do krzyża

Doświadczenie cierpienia i poszukiwanie sposobów jego wyjaśnienia to jedno z najtrudniejszych zagadnień, z jakim zmaga się ludzkość. Autor Księgi Rodzaju wskazuje, że źródłem cierpienia, trudu i umierania jest niewierność człowieka wobec Boga i poszukiwanie szczęścia poza Nim (por. Rdz 3, 16-19). W świetle słowa Bożego cierpienie nie należało do Bożego planu wobec człowieka, dlatego jest postrzegane jako przeszkoda w osiągnięciu szczęścia, zagrożenie, czy wręcz przekleństwo i kara za grzech. Jan Paweł II stwierdził wprost, że „cierpienie samo w sobie jest doznawaniem zła” (List apostolski Salvifici doloris, 26). Nic dziwnego, że człowiek instynktownie się przed nim broni i czyni wszystko, by go uniknąć. Mimo to, cierpienie należy do najbardziej powszechnych doświadczeń. Pismo św. potwierdza doświadczenie powszechności cierpienia, przed którym nikt nie może się zabezpieczyć, choć dosięga ono ludzi z różną intensywnością i różnie jest przeżywane. Autor Księgi Koheleta, w pesymistycznym odnotował: Bo wszystkie dni [człowieka] są cierpieniem, a zajęcia jego utrapieniem. Nawet w nocy serce jego nie zazna spokoju. To także jest marność (Koh 2,23). Mimo dysproporcji w ilości i jakości cierpienia przypadającego na poszczególnych ludzi, możemy za Janem Pawłem II przyznać, że „w takiej lub innej postaci cierpienie zdaje się być - jest - prawie nieodłączne od ziemskiego bytowania człowieka” (Salvifici doloris, 3).

Cierpienie kojarzymy z chorobą i bólem fizycznym. Zdajemy sobie jednak sprawę, że nie jest to ani jedyna, ani najdotkliwsza jego postać. Oprócz cierpienia fizycznego dotyka nas także psychiczne oraz duchowe, i trudno jest porównywać dotkliwość tych różnych rodzajów.

Można rozróżnić cierpienie zawinione oraz niezawinione, w zależności od tego, czy jest on skutkiem naszych działań i wyborów, czy też dotyka nas ono w efekcie działań innych ludzi lub też niezależnie od jakichkolwiek działań ludzkich (np. choroba, katastrofy naturalne, etc.). Mentalność starotestamentalna wiązała cierpienie z grzechem, widząc w nim jego następstwo, a nawet karę za grzech (por. J 9,2). Natomiast chrześcijaństwo wiąże je z krzyżem i to do tego stopnia, że każde cierpienie, trudność czy przeciwności skłonni jesteśmy określać mianem krzyża. Jednak, czy rzeczywiście każde cierpienie możemy nazwać krzyżem?

Z pewnością stosunek Jezusa do cierpienia i krzyża budził zdziwienie i zgorszenie Apostołów. Piotr nawet upominał Mistrza, gdy Ten otwarcie mówił o czekającej Go w Jerozolimie męce i śmierci (por. Mt 16,22). Dla Jezusa męka, cierpienie i śmierć na krzyżu nie były przypadkowe i nie był efektem porażki w starciu z przeciwnikami religijnymi i politycznym, ale konsekwencją wolnej decyzji, by odkupić ludzkość z grzechu. Była to decyzja Syna Bożego, by - wypełniając wolę Boga Ojca - przyjąć ludzką naturę podległą cierpieniu i śmierci, a w ten sposób przyjąć na siebie skutki grzechu w ludzkiej naturze; aby przyjąć krzyż i w ten sposób wyprowadzić człowieka z przekleństwa cierpienia.

Bardziej szokująco musiało brzmieć w uszach uczniów stanowcze wezwanie do naśladowania Jezusa właśnie przez przyjęcie i niesienie swego krzyża: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! (Łk 9,23). Wg św. Mateusza to właśnie konfrontacja z krzyżem weryfikuje uczniów Chrystusa do tego stopnia, że odmowa akceptacji krzyża oznacza zerwanie łączności z Nim: Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien (Mt 10,38). Uczeń Chrystusa może zjednoczyć się z Nim w przyjmowaniu cierpienia, ponieważ On pierwszy zjednoczył się z każdym cierpiącym człowiekiem przyjmując na siebie każde ludzkie cierpienie i wypełniając je miłością. Dlatego św. Paweł mówił: Razem z Chrystusem jestem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie (Ga 2,19-20).

Doświadczenie cierpienia w wymiarze wiary, w przeżywaniu relacji z Jezusem jest zaproszeniem do udziału w Jego krzyżu. Nie jest więc krzyżem samo w sobie, ale może stać się krzyżem, gdy świadomie, przez wiarę i miłość, jednoczymy się z Chrystusem i naśladujemy Go w przyjmowaniu i przeżywaniu cierpienia. Taka postawa nie ma nic wspólnego z biernością i cierpiętnictwem. Przeciwnie, oznacza możliwość przezwyciężenia cierpienia nie przez jego likwidację, ale przez odwołanie się do miłości, z jaką Chrystus przyjął cierpienie dla nas. To miłość, aż po oddanie życia, nadaje ostateczny sens ludzkiemu cierpieniu i wpisuje je w zbawczy wymiar Chrystusowego krzyża (por. Salvifici doloris, 14-18). Nikomu nie uda się uniknąć cierpienia fizycznego, psychicznego, czy duchowego. Nie jest też ideałem tłumienie odczuwania, znieczulenie, bo wrażliwość, intensywność odczuwania, stanowi o bogactwie człowieczeństwa. Brak wrażliwości i życie w znieczuleniu może doprowadzić do obojętności, która deformuje i okalecza człowieczeństwo. Natomiast wiara w Chrystusa otwiera dostęp do Jego miłości, która najpełniej wyraża się w krzyżu i pozwala cierpienie włączyć w Jego krzyż, a przez to pozbawić je niszczącej mocy przekleństwa, przemienić błogosławieństwo i uczestnictwo w dziele zbawienia. W 1 Liście św. Piotra Apostoła jest synteza chrześcijańskiego spojrzenia na cierpienie i wskazanie właściwego sposobu jego przeżywania: to się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia. Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami. On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie. On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości - Krwią Jego zostaliście uzdrowieni (1P 2,20-24). Chrześcijanin, zjednoczony z Chrystusem jest członkiem Jego Ciała – Kościoła. W nim staje się uczestnikiem zbawczego cierpienia Chrystusa i oddaje swoje cierpienia przeżywane w jedności z Panem, dla dobra wspólnoty.

Pytanie o sens cierpienia i jego wartość powraca w naszych wspólnotach szczególnie w kontekście modlitwy o uzdrowienie, posługi osobom chorym oraz zmagania się z różnymi rodzajami cierpienia. Duch Święty przynagla wierzących do tego, by wzorem Mistrza, otaczać wszystkich cierpiących pełną miłości troską, nieść im ulgę i pociechę w imię Pana. Także do nas odnoszą się słowa Jezusa, który swoim uczniom, wysyłanym na misję głoszenia Ewangelii polecił nakładać ręce na chorych, by odzyskali zdrowie. W grupach Odnowy w Duchu Świętym posługa modlitwą o uzdrowienie wydaje się być szczególnym wezwaniem i narzędziem ewangelizacyjnym. Cierpiący bowiem, przez posługę braci i sióstr, mają możliwość doświadczenia osobistego spotkania z Chrystusem w mocy Jego Ducha. Łaska uzdrowienia fizycznego czy wewnętrznego jest zawsze darem i wyzwala w uzdrowionym i we wspólnocie postawę gorliwego i głębokiego uwielbienia. Trzeba jednak pamiętać, że nawet wskrzeszony przez Jezusa Łazarz nie przestał być człowiekiem poddanym prawu cierpienia i umierania. Uwolnienie od cierpienia, poprawa zdrowia nie jest celem samym w sobie, lecz jest podporządkowane wzbudzeniu, ożywieniu i pogłębieniu wiary, osobistej relacji z Chrystusem. Jedynie w Nim ostatecznie zostaje przezwyciężone przekleństwo cierpienia, a ono samo staje się narzędziem odkupienia.

Przyjęcie Bożej obecności w cierpieniu nie jest automatyczne ani oczywiste. Niestety jest ono także obszarem szczególnej aktywności złego ducha, który chce wykorzystać cierpienie, by podkopać ufność do Boga i zwrócić nas przeciw Niemu (por. Hiob). Jeśli jednak łączymy nasze cierpienie z krzyżem Chrystusa, to stajemy się równocześnie uczestnikami Jego zwycięstwa nad szatanem.

Krzyż w kryzysie

Termin kryzys odmieniany jest przez wszystkie przypadki w odniesieniu do wszystkich dziedzin życia. Sytuacje określanie mianem kryzysu nie omijają także życia duchowego. Ponieważ zwykle są to sytuacje trudne i bolesne bywają określane także mianem krzyża. 

Ciekawe uwagi na temat kryzysu można znaleźć w internetowej Wikipedii. Określa ona kryzys jako „nagłe lub narastające zdarzenie, zagrażające życiu, zdrowiu, mieniu lub środowisku człowieka. Sytuację zagrożenie podstawowych wartości, interesów i celów partii, grup społecznych, organizacji”. Odnosi też kryzys do konfliktów w różnych dziedzinach życia społecznego. „Konflikty te są wszechobecne, nieuniknione, tkwią bowiem w strukturze społeczeństwa”. Tych, których słowo ‘kryzys’ niepokoi uspokaja twierdząc, że „kryzys jest częścią naszego życia, dotyczy nas wszystkich, co ważne jest spodziewany, a nawet pożądany. Wymaga od nas zmian i podejmowania nowych wyzwań i zadań”. Niestety, reakcja na kryzys nie zawsze musi być pozytywna. Może on powodować utrwalanie stereotypów oraz agresywny krytycyzm, czyli swoisty mechanizm obronny przed koniecznością zmian we własnych zachowaniach. O ile z łatwością możemy się zgodzić z powszechnością występowania kryzysów, to o wiele trudniej przyjąć jego pozytywny wymiar.

W życiu wspólnot Odnowy w Duchu Świętym chętnie odwołujemy się do obrazu zawartego w Dziejach Apostolskich: Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne (Dz 4,32). Jest on odpowiedzią na nasze najgłębsze tęsknoty i oczekiwania, wynikające z tego, że jesteśmy stworzeni do szczęścia we wspólnocie z Bogiem i bliźnimi. Niechętnie dostrzegamy konflikty i kryzysy we wspólnocie apostolskiej czy w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich. A przecież Pismo św. mówi o nich szczerze i realistycznie. I tak Apostołowie, w obecności Jezusa, kłócą się o to, kto z nich jest najważniejszy (por. Łk 22,24). Wkrótce po zesłaniu Ducha Świętego, we wspólnocie jerozolimskiej dochodzi do kryzysu związanego z posługa charytatywną. Chrześcijanie pochodzenia helleńskiego czują się dyskryminowani. Wśród chrześcijan w Galacji dochodzi do takich sporów i konfliktów, że Apostoł Narodów pisze: A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli (Ga 5,15). Na tle stosunku chrześcijan do Prawa Mojżeszowego dochodzi do konfliktu nawet między Szymonem Piotrem a Pawłem (por. Ga 2,11-14). Kryzys posługi charytatywnej u samych początków życia wspólnoty jerozolimskiej zaowocował ustanowieniem diakonów i zdynamizowaniem życia wspólnoty, a kryzys wokół stosunku chrześcijan do Prawa Mojżeszowego prowadzi do postawienia pytań o tożsamość wspólnoty chrześcijańskiej. Kryzys staje się jednak drogą wzrostu i miejscem doświadczenia wyraźnego prowadzenia Ducha Świętego (por. Dz 15,28).

Sytuacje kryzysowe są bolesne, dlatego łatwo można ulec pokusie uniku, czy ucieczki przed trudnością i cierpieniem. Niestety, sposobem takiego uniku może być fałszywe odnoszenie kryzysu do krzyża. Dochodzi do tego wówczas, gdy krzyż jest traktowany jako coś, co należy bezwzględnie przyjąć tak, jak jest, a wszelkie próby zmiany i poszukiwanie rozwiązań traktowane są jako odrzucanie krzyża. Innymi słowy: „Skoro to krzyż, to tak musi być, nic tu nie można zrobić”. Trudności związane z sytuacją kryzysową mogą też powodować chęć ukrywania lub udawania, że wszystko jest w porządku i nie ma problemu. Ucieka się przed kryzysem, bo wzbrania się wejrzeć w siebie, stanąć twarzą w twarzą z niepokojem we własnym sercu. Ponieważ nie chce reformować siebie samego. Lęk w sytuacji kryzysu może prowadzić do izolowania się od innych i konfrontacji z osobami, które mogą mieć odmienne zdanie.

Gdzie rzeczywiście można odnaleźć krzyż w kryzysie? Otóż kryzys, dla właściwego rozwiązania, wymaga rewizji własnych zachowań i postępowania, dopuszczenia, że ja robię coś złego lub popełniam błędy. W sytuacji kryzysu narażana zostaje na „śmierć” moja duma, poczucie własnej nieomylności, dobre mniemanie o sobie. Zaakceptowanie takiego „umierania” możliwe jest jedynie w imię większej miłości. Trzeba umiłować bardziej Chrystusa i bliźniego niż siebie samego. Chodzi tu o miłość gotową posunąć się w naśladowaniu Jezusa aż „do końca”, do zaparcia się siebie. Jest to właśnie miłość wyrażona w krzyżu. Bez tej miłości niemożliwe jest twórcze przeżycie kryzysu. Kiedy Bóg dopuszcza kryzys to po to, aby przemienić, wyzwolić ze schematów, przyzwyczajeń, otworzyć nowe horyzonty, otworzyć na innych ludzi.

Sytuacja niebezpieczeństwa, zagrożenia, może okazać się drogą ku nowym rozwiązaniom. Kluczem wydaje się być postawienie na pierwszym miejscu Chrystusa i szukanie Jego woli bardziej niż forsowanie własnych rozwiązań i koncepcji. Kryzys zawsze niesie w sobie coś z doświadczenia umierania. Domaga się odejścia od utartych schematów czy przyczajeń, które dawały poczucie bezpieczeństwa. Kryzys jest po coś. Bóg dopuszcza go dla naszego dobra: oczyszczenia, uporządkowania relacji wartości, itp. Owocne przeżycie kryzysu możliwe jest wówczas, gdy będzie on czasem autentycznego spotkania z Chrystusem. Przyjęcie Chrystusowego krzyża okaże się kluczem do przeżycia kryzysu w sposób twórczy.

Doświadczenia cierpienia i kryzysu, nieodłączne od naszej ludzkiej kondycji, w tajemnicy Chrystusowego krzyża znajdują swoje ostateczne wyjaśnienie. Na takie właśnie sytuacje Duch Święty udziela daru mądrości, która nie jest mądrością tego świata, lecz mądrością krzyża.

Nieustannie toczy się walka duchowa o Boże życie w nas. Jej miejscem jest człowiek z wewnętrznym światem ducha, systemem wartości oraz tym, co wchodzi w zakres moralności chrześcijańskiej. „Walka jest duchowa, bo nasz przeciwnik to byt duchowy, więc choć do tej walki wykorzystuje on nie tylko nasz wymiar duchowy, lecz bardzo chętnie również emocjonalny i cielesny, to jednak nasze zwycięstwo czy porażka w tej walce zależy od mocy naszego ducha, opartego na Bożym Duchu, na Duchu Świętym” - podkreśla o. Tadeusz Hajduk SJ. Jej pochodzenie tłumaczy Katechizm Kościoła Katolickiego, w którym czytamy: „Przez grzech pierwszych rodziców diabeł uzyskał pewnego rodzaju panowanie nad człowiekiem, chociaż człowiek pozostaje wolny. Grzech pierworodny pociąga za sobą niewolę pod panowaniem tego, który ma władzę śmierci, to jest diabła (por. Hbr 2,14). Nieuwzględnianie tego, że człowiek ma naturę zranioną, skłonną do zła, jest powodem wielkich błędów w dziedzinie wychowania, polityki, działalności społecznej i obyczajów” (KKK 407).

„Ta dramatyczna sytuacja świata, który cały... leży w mocy Złego (1J 5, 19), sprawia, że życie człowieka jest walką: w ciągu bowiem historii ludzkiej toczy się ciężka walka przeciw mocom ciemności; walka ta zaczęta ongiś u początku świata trwać będzie do ostatniego dnia, według słowa Pana. Wplątany w nią człowiek wciąż musi się trudzić, aby trwać w dobrym, i nie będzie mu dane bez wielkiej pracy oraz pomocy łaski Bożej osiągnąć jedności w samym sobie” (KKK 409). Trzeba pamiętać, że sami w tej walce nie zwyciężymy, ponieważ „zło, o którym mówi prośba (w Modlitwie Pańskiej), nie jest jakąś abstrakcją, lecz oznacza osobę, szatana, złego, anioła, który sprzeciwił się Bogu. ‘Diabeł’ (diabolos) jest tym, który przeciwstawia się zamysłowi Boga i Jego dziełu zbawienia wypełnionemu w Chrystusie (KKK 2851). Żeby podjąć walkę ze złym, trzeba najpierw pokazać, kim on jest, jakie ma możliwości, jaką stosuje broń i strategie działania, by potem zobaczyć, jakim my możemy dysponować orężem do walki. To wszystko chce nam pokazać Bóg w swoim Słowie, do którego musimy się odnieść”.

Świadomość działania

Aby odnosić zwycięstwa w duchowej walce, konieczne jest posiadanie umiejętności rozeznawania wewnętrznych natchnień i taktyki działania duchów. Trzeba mieć świadomość, w jaki sposób szatan oddziałuje na ludzi i rzeczy z nimi związane. Owo oddziaływanie jest różnorodne: od kuszenia do zła i prowadzenia do grzechu, poprzez działanie bardziej ukierunkowane, aż do opętania człowieka. „Wymienione wrogie wobec człowieka działania złego ducha sięgające opętania są dowodem przewrotnej natury diabelskiej skazanej na szkodzenie człowiekowi z zamiarem odrywania ludzi od Boga. Jednakże człowiek może sam ułatwiać mu to działanie poprzez otwierania furtki do swego wnętrza, a dzieje się to często ze zwykłej naiwności. Sprzyjającą atmosferę stwarzają mu dzisiejsze źle wykorzystane środki masowego przekazu z nieograniczoną wolnością do pokazywania wszystkiego, co się komu podoba. Sprzyja też wejściu na drogę kontaktu ze złym duchem liberalizm poglądowy i moralny, wyrażający się w poszukiwaniu czegoś nowego, zaskakującego, podnoszącego wydzielanie adrenaliny z pomijaniem zachowania przyzwoitości, z łamaniem prawa Bożego. Można jednak konkretnie wymienić niektóre szczególne czynniki sprzyjające oddziaływaniu złego ducha. A są to praktyki okultystyczne i wróżbiarstwo, zapożyczone ze Wschodu techniki medytacji, w których bardziej chodzi o człowieka niż o Boga; uzależnienie psychiki od środków odurzających, zwłaszcza narkotyków i alkoholu, a także lekomania czy prowadzenie do przeżyć pod wpływem podnoszenia poziomu adrenaliny; wszelkiego rodzaju dewiacje seksualne; urazy psychiczne doznane w dzieciństwie lub młodości”.

Jak ustrzec się przed wpływami złego ducha?

1. Prowadzenie chrześcijańskiego życia opartego na wierze w Boga, w Jezusa Chrystusa Pana i Zbawiciela w mocy Ducha Świętego.

„Trzeba  być wolnym od nałogów oraz pogłębiać swoją wiedzę religijną i żyć zgodnie z zaleceniem św. Pawła: Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianiu umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe (Rz 12, 2). Człowiek wierzący, żyjący w obecności Boga i prowadzący gorliwe życie chrześcijańskie, może liczyć na nieustanną pomoc aniołów i świętych, na opiekę Matki Bożej. Bardzo ważne jest zapewnienie Boga o Jego opiece nad nami, przekazane przez św. Jana Apostoła: „Wiemy, że każdy, kto się narodził z Boga, nie grzeszy, lecz Narodzony z Boga strzeże go, a Zły go nie dotyka (1 J 5, 18).”

2. Sakrament pokuty i pojednania

Spowiedź to pierwszy i podstawowy dla wszystkich chrześcijan egzorcyzm. Grzech ciężki zawsze oddziela od Boga, dlatego zły duch nie lubi spowiedzi, która jest bramą powrotu do Stwórcy. Bóg podarował nam ten sakrament jako widzialny znak swojej miłości do zagubionych w życiu, odchodzących od Niego dzieci. On stale  wygląda na nas na progu konfesjonału jak ojciec marnotrawnego syna na progu domu. Korzystajmy więc jak najczęściej z łaski tego sakramentu, aby nasza dusza żyła stale w Bogu, byśmy stale mogli „przebywać w Jego domu”, żyć bezpieczni w prawdziwym świecie – świecie Jego Miłości ponad wszelką miłość. Aby jednak sakrament pokuty i pojednania mógł być dla nas wybawieniem, konieczne jest, by był przeżyty godnie i z zachowaniem wszystkich warunków dobrej spowiedzi. Rozgrzeszenie jest ważne dopiero wtedy, kiedy wypełnione zostaną wszystkie te warunki.

3. Sakramentalia

Ogromną pomoc w walce z mocami ciemności mają sakramentalia. Nie można ich jednak używać jak okultystycznych amuletów i talizmanów. Sakramentalia to znaki święte, które z pewnym podobieństwem do sakramentów oznaczają przede wszystkim duchowe skutki, a osiągają je przez modlitwę Kościoła. Wśród sakramentaliów można wymienić: Różaniec, egzorcyzmowana woda, olej, sól, i kadzidło, krzyż św. Benedykta,  szkaplerz, medalik św. Katarzyny (informacje nt. sakramentaliów w Katechizmie Kościoła Katolickiego można znaleźć pod numerami: 1667, 1668, 1669, 1670 i 1671). Poza nimi, widzialnymi znakami, przez które „wyraża się i w sposób właściwy poszczególnym znakom urzeczywistnia” uświęcenie ludzi w Chrystusie oraz uwielbienie Boga, które stanowią cel, do jakiego zmierzają wszystkie inne dzieła Kościoła” są błogosławieństwa ustanowione przez Kościół.

4. Rozeznawanie 

Kiedy żołnierze wyruszają na wojnę uczą się reguł sztuki wojennej, m.in. poznają taktykę działania wroga. My żyjemy w stanie ciągłej wojny z zastępami złych duchów, konieczna jest więc dla nas wiedza na temat ich działania w świecie. W pismach Ojców Kościoła  można znaleźć wiele wiedzy na ten temat. Jednak najbardziej znane i powszechnie używane w Kościele są reguły rozeznawania duchów żyjącego w XVI w św. Ignacego Loyoli. Św. Ignacy nazywa je regułami służącymi do odczucia i poznania w pewnej mierze różnych poruszeń, jakie występują w duszy: dobrych po to, żeby je przyjąć, a złych, żeby je odrzucić. Proponuje dwa rodzaje reguł. Pierwsze są stosowne dla osób, które walczą z widocznym złem w swoim życiu, które przeciwstawiają się grzechom ciężkim i chcą na serio rozpocząć życie z Bogiem, zaś drugie - dla osób, które w swoim życiu postępują „od dobrego ku lepszemu”, które już tak łatwo nie nabiorą się na działanie złego, dlatego działa on podstępem, wykorzystując ich słabe strony. 

5. Modlitwa o uwolnienie 

Powszechnie wiadomo, jak ważna jest modlitwa o uwolnienie, ale często nie wiemy, jak i kiedy jej używać. Trzeba koniecznie poznać jej zasady, zwłaszcza posługując w zespole modlitwy o uwolnienie. To podstawowy warunek takiej posługi, inaczej narazimy się na niebezpieczeństwo działania złego. Konieczna jest także wiedza, czym jest i jak powinna być prowadzona modlitwa o uwolnienie. Zanim przystąpimy do takiej modlitwy, jej zasadność i konieczność trzeba rozeznać z kapłanem!

a). modlitwa osobista

W Konstytucji o Liturgii Sacrosanctum Concilium (nr 6) czytamy: „Syn Boży swoją śmiercią i zmartwychwstaniem wyrwał nas z mocy szatana”, dlatego tylko w Chrystusie jest nasze wybawienie i On jest naszą mocą. To ważne, gdyż bez względu na to, jakimi słowami będziemy się posługiwać przy modlitwie o uwolnienie, należy pamiętać, by najpierw uwielbiać Chrystusa, a następnie w Jego mocy podjąć konkretny akt walki duchowej. Akt ten zawiera trzy podstawowe elementy:

- stanięcie do modlitwy o uwolnienie w imię Jezusa Chrystusa

- skierowanie wezwania do złego ducha, określające jego sposób działania i nakazujące mu odejść od siebie

- zabronienie złemu duchowi powrotu do siebie.

Te trzy rzeczywistości stanowią tzw. kręgosłup osobistej modlitwy o uwolnienie, wokół którego można budować poszczególne formuły modlitewne. Winniśmy pamiętać, by w czasie modlitwy koncentrować się na Jezusie Chrystusie, a nie na swoich własnych słabościach lub złym duchu. Jako rycerze Chrystusa z powagą i roztropnością mamy prowadzić modlitwę. Wielu chrześcijan podejmuje modlitwę o uwolnienie nie ze względu na potrzebę powrotu do Ojca, ale z chęci pozbycia się cierpienia, zrzucenia ciężaru, który jest wielkim i niewygodnym duchowo, fizycznie i psychicznie balastem. Traktowanie modlitwy tylko jako środka na powrót do dobrego samopoczucia, bez dokonania metanoi jest nieporozumieniem. Motywacja musi być klarowna: pragnę nadać nowy sens historii mojego życia przez przylgnięcie do Boga i życie w łasce uświęcającej. Zniewolenie duchowe często powstaje z powodu braku naszego czuwania, bądź nawet za naszą zgodą, kiedy świadomie idziemy za szatańską pokusą, trwamy w nałogach czy grzechach ciężkich. Dlatego potrzebne jest uświadomienie sobie własnego zaniedbania i wkroczenie na drogę naśladowania Chrystusa.

b). modlitwa w grupie

Modlitwa w zespole nad osobą zniewoloną winna być prowadzona tylko w obecności księdza i tylko wówczas, gdy osoby służące tą modlitwą są dojrzałe w wierze, roztropne, nie doszukują się wszędzie diabła, lecz potrafią rozpoznać faktyczny jego wpływ i obecność oraz są aktualnie w stanie łaski uświęcającej. Podstawowymi cnotami u takich wstawienników winny być pokora (pozwalająca wykonywać misję w postawie nieużytecznego sługi) oraz miłość (przynaglająca do troski o zbawienie braci i sióstr).

Wg o. Jima McManusa (Uzdrowienie w Duchu Świętym, Kraków 1997), w tego rodzaju modlitwie o uwolnienie skuteczne może być następujące postępowanie:

- modlitwa uwielbienia;

- modlitwa, by Chrystus ochraniał wszystkich, którzy biorą udział w posłudze;

- modlitwa związania (zanim nakażemy złemu duchowi, by odszedł, najpierw wypowiedzmy formułę związania np.: Wszelki zły duchu, związuję cię w imię Jezusa Chrystusa. Związanie ma charakter duchowy i powoduje ograniczenie działania złego ducha w danej osobie);

- nakazanie złemu duchowi by odszedł (tę część modlitwy powinien prowadzić kapłan!). Przy odmawianiu tego nakazu pozostała część zespołu modlącego się ma uwielbiać Pana Jezusa.

- wezwanie Ducha Świętego, by na nowo napełnił omadlanego człowieka

- dziękczynienie Bogu za dar wolności (lub prośba o miłosierdzie i opiekę, jeżeli do uwolnienia jeszcze nie doszło i trzeba sprawować egzorcyzm uroczysty).

„Małe wspólnoty prowadzące modlitwę o uwolnienie mają szansę pięknie rozwijać się wraz z posługą kapłańską i w zależności od niej, a nie w oddzieleniu, co mogłoby prowadzić do wielu wypaczeń, często nawet nieświadomych, związanych z manipulacją szatana. Z tego powodu najbardziej charakterystyczną cechą grup prowadzących modlitwę o uwolnienie, obok świętości życia poszczególnych jej członków winno być posłuszeństwo Kościołowi, wyrażające się w akceptacji posługi przez proboszcza, a w niektórych przypadkach nawet ordynariusza miejsca. Ta ostatnia akceptacja wydaje się być wymagana w sytuacji prowadzenia modlitwy na szerszą skalę, w ramach diecezji i odkrytego charyzmatu. W ten sposób wierni, zaangażowani w posługę uwalniania, stają się uczestnikami posłannictwa Najwyższego Kapłana i świadkami wiary, ujawniającej się w konkretnym działaniu duszpasterskim w jedności Kościoła, co stanowi dodatkowy atrybut mocy dla takiej posługi.”

6. Modlitwa ochrony

Bardzo ważna w walce ze złym duchem jest codzienna modlitwa ochrony nas samych, naszych bliskich, naszej pracy, wspólnoty, zdrowia i mienia. Zły duch godzi we wszystko, by nas pozbawić zaufania do Boga i zniszczyć Jego życie w nas. To jest prawdziwa walka o śmierć lub życie, prawdziwe życie – życie wieczne. Najskuteczniejszą modlitwą ochrony jest udział w codziennej Eucharystii. Wtedy Jezus, który jest dla nas pokarmem przez swoje Słowo i Komunię św. modli się do Ojca w nas i walczy za nas. Kościół podaje na codzienne zmagania tzw. modlitwy egzorcyzmu prostego, które mogą stosować wszyscy wierni. W naszej duchowej walce trzeba o nich pamiętać i często się nimi modlić. Wielką moc mają modlitwy, w czasie których wzywamy Imienia Jezus, jak: Litania do Imienia Jezus, Litania do Krwi Chrystusa, Litania Loretańska, Różaniec, czy modlitwa do św. Michała Archanioła.

Konieczne jest, byśmy otaczali modlitwą ochrony wszystkie autorytety w Kościele, Ojca Świętego, biskupów i kapłanów. Zły duch dopuszcza na nich atak, bo wie, ile zależy od ich świadectwa i świętości. Otaczajmy modlitewną troską koordynatorów i liderów wspólnot, animatorów małych grup i diakonii. Oni również toczą ogromną duchową walkę. Zły duch chce zniszczyć nie tylko pojedyncze osoby, ale i narody, dlatego trzeba modlić się za Polskę. Jezus powiedział: Ufajcie Jam zwyciężył świat (J 16,33). Podnieśmy wysoko sztandar Jego zwycięstwa! 

Św. Piotr zwraca uwagę na istniejące realnie zagrożenie człowieka od strony złego ducha, przeciwnika ludzkiego zbawienia, który jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć (1P 5, 8). Sobór Watykański II stwierdza natomiast, że „w ciągu całej historii ludzkiej toczy się ciężka walka przeciw mocom ciemności, która trwać będzie do ostatniego dnia, według słowa Pana” (GS 37). Grzech pierworodny spowodował, że „jest wewnętrznie rozdarty. Z tego powodu życie ludzi, jednostkowe i zbiorowe, przedstawia się jako dramatyczna walka między dobrem i złem, światłem i ciemnością, a człowiek odkrywa, że jest niezdolny zwalczać skutecznie o własnych siłach napaści zła” (GS 13).

Największym zagrożeniem dla człowieka jest nie tylko zło samo w sobie, ale także jego zakamuflowane formy, które we współczesnej cywilizacji przedstawiane są często jako pozorne dobro, co sprawia, że łatwo wślizgują się do serc i umysłów ludzi. I tak w imię niczym nie ograniczonej wolności lansuje się swawolę, tolerancją można wytłumaczyć postawy uchodzące dotychczas za gorszące i będące w opozycji do naturalnego porządku ustanowionego przez Stwórcę, a za prawdę uważa się to, co wg subiektywnej opinii jednostki uchodzi za prawdziwe, promując tym samym relatywizm moralny i etyczny.

Szatan przedstawia się jako anioł światłości, by w ten sposób niszczyć, zwodzić i oszukiwać człowieka, prowadząc go ku wiecznej zagładzie. Jednym z największych sukcesów diabła jest to, że wielu ludzi, również tych, którzy deklarują na co dzień swoją przynależność do Kościoła, w niego nie wierzy. W tym kontekście niebezpiecznym staje się trywializowanie osoby złego ducha, pomijanie faktu jego realności i możliwości szkodzenia człowiekowi lub niewiara w jego rzeczywistą obecność. Jako narzędzie obrony przed mocami ciemności, św. Paweł stawia wiarę jako tarczę, dzięki której można zgasić wszystkie pociski Złego (por. Ef 6, 16). Św. Piotr natomiast wzywa do czujności i trzeźwego myślenia wobec panoszących się ataków mocy ciemności (por. 1 P 5, 8).

Kościół troszczy się o zbawienie ludzi, a kontynuując misję Chrystusa, staje w obronie zagrożonych różnymi formami zła poprzez szerzenie Królestwa Bożego, niesienie nadziei i moralnego wsparcia oraz pomocy osobom bezradnym w obliczu agresji księcia „tego świata”. Odpowiedzią Ducha Świętego na zjawisko demonizmu jest powstawanie coraz liczniejszych, charyzmatycznych grup modlitewnych. Kościół, odczytując znaki czasu, coraz bardziej odkrywa znaczenie elementu charyzmatycznego, przyjmując „z wdzięcznością i ku pociesze” te dary, które Duch Święty wzbudza w Mistycznym Ciele Chrystusa (por. LG 12).

Religijny i wierzący

Człowiek, ze swej natury istota cielesno-duchowa, nie może poprzestać tylko na zaspokajaniu potrzeb ciała i prymitywnych instynktów. Potrzeba otwierania się na świat duchowy jest wpisana w ludzką naturę i człowiek nie może jej wyeliminować. Pierwiastek duchowy w człowieku powoduje, że jest on z natury swej bytem religijnym. Dlatego w jego życiu hierarchia wartości nie może być obojętna wobec religii (por. KKK 28, 44; PDV 37). Przez religię można rozumieć relację człowieka do tego co duchowe, związane z kultem, mające źródło w głębi ludzkiej natury. Tak więc, człowiek ze swej natury jest istotą religijną, natomiast z łaski - wierzącą, dlatego pozbawiając się łaski wiary (np. jako konsekwencji jej odrzucenia), nie jest pozbawiony „duchowej potencji” świadczącej o jego religijności, która z kolei przynależy do ludzkiej natury. Ta naturalna religijność koncentruje człowieka i odnosi w swojej relacji do tego, co pozaziemskie, mistyczne, transcendentalne.

Współczesny człowiek korzystając z olbrzymich możliwości, jakie niosą za sobą nowe technologie, potrafi w wielu dziedzinach przekraczać siebie, często jednak w sprawach duchowych jest bezradny lub ograniczony. Ta bezsilność powodowana jest tym, że w wielu przypadkach nie odczuwa potrzeby kontaktu z Bogiem, lub zatracił umiejętność właściwego rozeznawania rzeczywistości duchowych. Taki stan rzeczy doprowadza do ulegania wpływom błędnych ideologii, czy fałszywym duchowościom. Konsekwencją tego może być uwikłanie się w pokusę samowystarczalności, skoncentrowanie własnej egzystencji głównie na sferze materialnej, fascynacja cielesnością i doczesnością. Wspomniane czynniki implikują przyjęcie życiowych postaw i przekonań będących dalekimi od tego, co duchowe i nadprzyrodzone. Taki człowiek, ulegając presji przyziemności i własnej interesowności, traci wrażliwość duchową i możliwość właściwego rozeznawania pomiędzy dobrem a złem, prawdą a fałszem. Z czasem poddaje się wpływom fałszywych duchowości i pseudomistyki, za którymi nierzadko kryją się podstępne działania złych duchów.

Potrzeba komunikowania się i nawiązywania relacji ze światem nadprzyrodzonym nie zawsze idzie w parze z umiejętnością rozeznawania tego, na jaką rzeczywistość człowiek się otwiera. Dlatego istnieje ogromna potrzeba ukazywania fałszywych dróg i zagrożeń oraz niebezpiecznych praktyk, które w konsekwencji mogą prowadzić do duchowego zniewolenia.

Źródła zniewolenia

Mistrzowie życia duchowego wskazują cztery podstawowe źródła zniewolenia, którymi są: grzech, pożądliwość cielesna człowieka, świat ze swoimi pokusami i filozofią antychrześcijańską oraz szatan, wróg tego, co przynależy się Bogu.

Natura ludzka, choć sama w sobie dobra, została skażona poprzez grzech pierworodny, w konsekwencji czego człowiek jest bardziej skłonny do wyboru zła, niż dobra. Jan Paweł II, nawiązując do św. Augustyna, który grzech pierworodny określa jako „miłość siebie aż do negacji Boga”, wskazuje, że miłość własna, popchnęła pierwszych rodziców ku pierwotnemu nieposłuszeństwu, które dało początek rozszerzaniu się grzechu w całych dziejach człowieka. Grzech, jako akt wolności człowieka, jest nieposłuszeństwem wobec Boga. Jan Paweł II wskazuje, że „wyłączenie Boga, zerwanie z Bogiem, nieposłuszeństwo wobec Boga: w ciągu ludzkiej historii było zawsze i jest grzechem, - przejawiając się w różnych formach - który może dojść aż do zaprzeczenia Boga i Jego istnienia; jest to zjawisko ateizmu” (RP 14). Pod ludzką warstwą grzechu działają czynniki, które stawiają człowieka poza nim samym, na pograniczu, gdzie ludzka świadomość, wola i wrażliwość stykają się z siłami ciemności, które wg św. Pawła działają w świecie i niemal go opanowują (por. Rz 7, 7-25; Ef 2, 2; RP 14).

Człowiek w swoim życiu dostrzega, że podlega różnym pragnieniom, uczuciom, że towarzyszą mu różne skłonności i ulega cielesnym pożądliwościom. Te siły i tendencje mają wpływ na jego zachowanie i działanie. Staje się terenem walki i zmagań. Oto, czego was uczę - mówi św. Paweł - postępujcie wg Ducha a nie spełniajcie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało i nie ma między nimi zgody (Ga 5, 16-17). Rodzi się konieczność podejmowania decyzji działania pod wpływem jednej siły, gdyż działanie pod wpływem obu sił, przez dłuższy czas jest niemożliwe, ponieważ ze swej natury są to siły ze sobą sprzeczne.

Istotnym źródłem wszelkich zniewoleń jest szatan, który tak może manipulować naszą wolnością, że zostaje ona wciągnięta w bunt przeciw Stwórcy, a przez to będzie zniewolona jego działaniem. Zły duch jest bytem stworzonym, duchowym, realnym, inteligentnym, który „działa w świecie przez nienawiść do Boga i Jego Królestwa w Jezusie Chrystusie, a jego działanie powoduje wielkie szkody - natury duchowej a pośrednio nawet natury fizycznej - dla każdego człowieka i dla społeczeństwa” (KKK 395). Paweł VI stwierdza, że „diabeł jest źródłem nieszczęścia człowieka i jest nieprzyjacielem numer jeden, niedoścignionym kusicielem. Wiemy zatem, że ten byt ciemny i przerażający istnieje naprawdę, że ze zdradzieckim podstępem działa dalej. Jest ukrytym nieprzyjacielem, siewcą błędów i nieszczęść w ludzkiej historii”. W terminologii biblijnej uważany jest za ojca kłamstwa i tak go określa Chrystus (por. J 8, 44-45). „Jest on podstępnym niszczycielem harmonii moralnej człowieka, istotą przewrotną, ukrytym uwodzicielem, który umie do nas przeniknąć poprzez zmysły, wyobraźnię, pożądliwości, złudne myślenie czy nieuporządkowane kontakty społeczne, wpływa na nasze działanie starając się doprowadzić do odstępstwa. Na tyle jest szkodliwy, na ile upodabnia się do naszej struktury fizycznej czy psychicznej lub naszych instynktownych czy ukrytych dążeń”.

Negatywny wpływ złego ducha sprawia, że poglądy wielu ludzi stają się niepewne, zaciemnione, a ludzka ciekawość rzeczywistości nadprzyrodzonych może prowadzić do zgubnych konsekwencji i otwarcia duchowych furtek dla niego. Dlatego, jeśli ktoś nie czuwa nad sobą z moralnym rygorem, wystawia się na wpływ tajemnicy bezbożności, do której nawiązuje św. Paweł (2Tes 2, 3-12).

Zniewolenie duchowe może być konsekwencją świadomego wyboru człowieka przez zawarcie kontraktu z diabłem poprzez pakt (np. w sektach satanistycznych) lub z powodu alienującego wydania się na łup grzechu (np. dewiacje seksualne, narkotyki, zaangażowanie w demoralizujące praktyki sekt czy subkultur). Może też być konsekwencją relacji z operatorami okultystycznymi. Znawcy tematu wskazują także m.in. fakt zniewoleń duchowych na skutek prób koncentracji umysłowej w celu podwyższenia swoich zdolności, które są praktykowane za pomocą medytacji transcendentalnych lub praktykowania jogi. Przestrzegają również przed negatywnym wpływem doświadczenia alienacji psychicznej, dokonującej się przez przyjmowanie narkotyków, nadużywanie alkoholu czy przedawkowanie leków.

Innym niebezpiecznym mechanizmem, który jest wykorzystywany przez demony, jest pogoń za niczym nieograniczoną wolnością, w imię której człowiek dąży do uniezależnienia się od zasad moralnych i norm etycznych, co w konsekwencji prowadzi do przyjmowania postawy akceptacji wszelkiego zła. Ideolodzy tak rozumianej tolerancji wypracowali nawet psychologiczną teorię egotyzmu, która głosi, że nerwice są następstwem tłumienia w sobie popędów oraz nie zaspokajania pożądań. Doktryna ta, ukierunkowana głównie na młodzież, stara się wmówić, że „wolność” bez granic jest czymś najlepszym.

New Age

Do podstawowych zagrożeń życia duchowego należy New Age. Wg dokumentów Kościoła, „nie jest ruchem religijnym; nie jest także tym, co zazwyczaj rozumie się przez pojęcie „kultu” i „sekty”. Przenikając kultury i będąc obecny w zjawiskach takich, jak: muzyka, kino, seminaria, grupy dyskusyjne, ćwiczenia duchowe, terapie i inne liczne działania i wydarzenia jest o wiele bardziej rozpowszechniony i nieformalny. New Age generalnie jest kontynuacją tradycji gnostyckich, wiele czerpie z religii orientalnych, współczesnych nauk szczegółowych i pseudonaukowych hipotez. Rozwija się od ok. 30 lat, a bezpośrednim źródłem tej ideologii jest XIX-wieczna teozofia i antropozofia. New Age bazuje na synkretyzmie religijnym, a wiarę w osobowego Boga „zaraża” pogańską filozofią, zakorzenioną w przesądach, spirytyzmie i magii. Chrystusa uważa jedynie za jednego z wielu mędrców, a przyjmuje istnienie odległego, nieokreślonego, bezosobowego boga, utożsamianego z energią kosmiczną; każdy zaś człowiek posiada trochę tej boskiej energii, lecz musi ją w sobie uwolnić dzięki jodze lub innym technikom.

Ruch New Age miał doprowadzić do zmiany sposobu myślenia ludzi od myślenia logicznego do opartego na doświadczeniach mistycznych. Chodziło o przeniesienie punktu ciężkości skoncentrowanego na obiektywnym sposobie myślenia, na subiektywny sposób doświadczenia. W konsekwencji wartość i znaczenie prawdy, normowane jest i ustalane przez konkretnego człowieka, nie zaś z obiektywnej racji jej istnienia. Takie rozumowanie deprecjonujące obiektywizm, prowadzi do wykluczenia odpowiedzialności za innych ludzi, wykraczają oni bowiem poza subiektywne „interesy” jednostki. New Age zamazuje odrębność Boga i człowieka, co powoduje, że człowiek traci status stworzenia i grzesznika, a takie pojęcia jak: łaska, asceza, pokuta, zbawienie, grzech nie mają sensu. Poza tym, już na poziomie światopoglądu podważa podstawowe prawdy chrześcijańskie, modlitwa zostaje zastąpiona techniką, a grupy modlitewne - jak je określają zwolennicy ruchu - są grupami medytacyjnymi czy mediumicznymi.

Mediumizm

Jest to jedna z podstawowych technik New Age, polega na wchodzeniu w odmienne stany świadomości, które mają doprowadzić umysł do złączenia się z kosmosem lub duchami, które w nim są. Próbując zrozumieć New Age trzeba pamiętać, że największe niebezpieczeństwo, jakie niesie ono ze sobą, polega na bałwochwalczym kulcie. New Age głosi, że jeśli zjednoczy się przeciwieństwa, to osiągnie się pełnię doskonałości (holizm). Ta idea New Age „jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ zamazuje różnice pomiędzy dobrem i złem, niweluje zasadniczą przepaść pomiędzy Bogiem i szatanem. Ponadto sumienie człowieka musi umiejętnie oddzielać dobro od zła, tymczasem New Age głosi, że nie ma rozróżnień, że są one czymś błędnym, pozostałością stanu nieoświecenia, wyrazem niższej świadomości”. Taki punkt widzenia powoduje, że dobro i zło jest poza zasięgiem wyboru. Człowiek wiec będzie wybierał zło, nie wiedząc lub nie chcąc wiedzieć, że jego wybór jest grzechem. Swoje wartościowanie będzie opierał nie na prawdzie obiektywnej, która jest kryterium dobra, ale na tym, na ile dokonany wybór dostarcza mu przyjemności. Jeżeli dojdą do tego techniki wspierane środkami odurzającymi, to wtedy jakiekolwiek rozróżnienie jest niemal nieosiągalne. Tymczasem nauka Kościoła wskazuje na konieczność oddzielania dobra od zła w celu osiągnięcia świętości oraz problem współczesnego człowieka - utratę poczucia grzechu (por. RP 18).

Ideolodzy New Age często doświadczenie mediumiczne, czyli wyjście duszy poza ciało, nazywają doświadczeniem mistycznym, tymczasem nie ma ono z mistyką nic wspólnego. Doświadczenie mistyczne na gruncie chrześcijańskim dotyczy tylko Boga Osobowego i Transcendentnego. Doświadczenie mediumiczne odnosi się do wymiaru naturalistyczno-spirytystycznego i może otwierać na złe duchy. W chrześcijaństwie doświadczenie duchowe czy mistyczne zawsze odnosi się do Objawienia i poddawane jest obiektywnym kryteriom rozeznawania, zgodnych z nauką Kościoła. Kryteria te są lustrem dla doświadczeń mistycznych, subiektywnych ze swej natury.

Ludzie nie znający dobrze teologii chrześcijańskiej lub orędzia wiary, słysząc imię Chrystusa w koncepcjach New Age, dają się zwieść i myślą, że chodzi o tę samą osobę, którą opisują Ewangelie. Tymczasem New Age nie interesuje się Bogiem. Jezus z Nazaretu jest dla nich tylko człowiekiem na równi z Buddą, Zaratustrą czy Konfucjuszem. Jest to tylko przykład synkretyzmu religijnego, który dowolnie i w sposób nieuprawniony czerpie różne elementy z wielu religijnych tradycji i znajduje w nich wygodny dla siebie wspólny mianownik. Często ta wykładnia mija się z prawdą i tradycją chrześcijańską. Oczywiście w chrześcijaństwie też możemy mówić o „obrazie Boga” w nas, ale jest on jak „zarodek”, który musi się rozwinąć. Bóg może ponadto w nas przebywać (J 14, 23), ale nie jest to „bóg wewnętrzny” na sposób naturalnej konieczności. Człowiek osiąga przebóstwienie (theosis) przez aktywne szukanie i dążenie do Boga, przez łaskę Bożą i aktywną współpracę z nią w pełnej wolności. W New Age nie ma mowy ani o łasce, ani o wolności, co jest zasadniczą różnicą.

Bałwochwalstwo

Przyjęcie koncepcji Boga, jaką głosi New Age, jest niebezpieczne nie tylko od strony światopoglądowej, ale też kultycznej. Grozi idolatrią, a dokładniej autoidolatrią - samoubóstwieniem. Nie ma większego grzechu niż bałwochwalstwo, jest to wina najcięższa z możliwych, gdyż w tym przypadku człowiek czyni się Bogiem. W sensie duchowym jest to coś strasznego i już w tym momencie człowiek wchodzi w ciemne, demoniczne obszary działania. Demonologia uczy, że demony nie biorą się „znikąd”, przychodzą, gdy mają do czego przyjść, a tym co je zwabia zawsze jest grzech (zwłaszcza grzech idolatrii). Pismo Święte domaga się od człowieka, by nie wierzył innym bogom (bożkom) poza Bogiem i nie oddawał czci innym bóstwom poza Jedynym Bogiem, przypominając o odrzuceniu „bożków ze srebra i złota, uczynionych rękami ludzkimi”, które „mają usta, ale nie mówią, oczy mają, ale nie widzą” (por. Ps 115, 4-5). Bóg natomiast jest „Bogiem żywym”, który daje życie i działa w historii.

Bałwochwalstwo nie dotyczy tylko fałszywych kultów pogańskich. Pozostaje stałą pokusą wiary. Bałwochwalcą jest ten, kto „niezniszczalne pojęcie Boga odnosi do wszystkiego, tylko nie do Boga” (por. KKK 2112-2114). Dlatego techniki inicjacyjne i doświadczenia z „aniołami światłości” mogą doprowadzić do całkowitego zniewolenia człowieka, do opętania. Diabeł często może przejawiać się w pozytywnym świetle, o czym przestrzega św. Paweł (2 Kor 11, 14), a potwierdza św. Ignacy Loyola w swoich Ćwiczeniach Duchownych, przestrzegając przed złudzeniami stwarzanymi przez „anioła światłości”, dlatego chrześcijanin powinien być świadomy tego, że diabeł może przyjąć pozytywną, świetlaną, mistyczną postać przewodnika. New Age nie bierze pod uwagę tego niebezpieczeństwa na gruncie praktycznym, gdyż jego pseudoteologiczne teorie wykluczają taką możliwość.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że prekursorką New Age była osoba, która pałała nienawiścią do Kościoła, zwłaszcza tradycyjnego, katolickiego i prawosławnego, i która wyrażała się o nim jak najgorzej. Była ona wyznawczynią kultu Lucyfera, który dla niej był panem kosmosu i dobrym duchem. Dlatego New Age na płaszczyźnie kultu wyraża się w różnorakich praktykach okultystycznych, które bardzo często otwierają człowieka na działanie złych duchów, dlatego należy przyjrzeć się bliżej najbardziej powszechnym formom okultyzmu, będącym nie bez znaczenia dla życia duchowego.

Okultyzm

Leksykon duchowości katolickiej ujmuje okultyzm (łac. ocultus - tajemny zakryty) w dwóch znaczeniach: ścisłym - jako określenie praktyki nauk tajemnych (okultystycznych), w którym zakłada wiarę w istnienie takich nauk, charakteryzując okultyzm jako zmieszanie sfery naturalnej i nadnaturalnej, lokując go pomiędzy nauką a religią, jako szczyt nauki i najwyższa religia oraz w znaczeniu szerszym, w którym okultyzm rozumiany jest jako zbiorowa nazwa kultów i praktyk religijnych związanych z „tajemniczą stroną nadnaturalności”. Do nich zalicza się spirytyzm, teozofię, magię, czary i wróżbiarstwo, a niektórzy włączają tu nawet buddyzm tantryczny i satanizm.

Spirytyzm

Spirytyzm jest jedną z najbardziej powszechnych form okultyzmu. Jest to zespół wierzeń i praktyk opartych na założeniu, że istnieje łączność między medium (osobą której przekazywane są orędzia), a duchem, który je wysyła. Praktyki spirytystyczne znane są od niepamiętnych czasów. Biblia wyraźnie ich zakazuje (por. Lb 19, 31; 20, 6. 27; Pwt 18, 11; 1 Sm 28, 3-5), potępiali je Ojcowie Kościoła i sobory, uznając je za zwodnicze dzieło szatana. Zarówno Kościół katolicki jak inne Kościoły chrześcijańskie jednoznacznie przeciwstawiają się temu zjawisku, ponieważ jest ono całkowicie sprzeczne z chrześcijaństwem. Jednak zachwyt i pociąg do spirytyzmu wskazuje na to, że gdy gaśnie nadzieja na zmartwychwstanie, ludzie są gotowi chwycić się każdej nadziei na przetrwanie. Poza tym, ciekawość świata zmarłych zamyka oczy i serce na zakaz Boży dotyczący tej okultystycznej dziedziny wiedzy. Zmarli kontemplują Oblicze Boga lub też trwają na drodze oczyszczenia i zagłębiają się w uszczęśliwiającej miłości. Pismo Święte mówi, że dusze zmarłych należą do Boga (por. Mdr 3, 1), dlatego człowiek nie może mieć nad nimi władzy. Tymczasem są duchy, które podszywają się pod zmarłych, żeby nas zniewolić. Znamiennym jest również fakt, że współcześni psychologowie odradzają praktykowanie spirytyzmu i okultyzmu, bo statystyki pokazują, że wielu pacjentów szpitali psychiatrycznych, to właśnie adepci tego typu praktyk. Praktyki spirytystyczne, podejmowane nawet dla zabawy, czy dla przeżycia stanów emocjonalnych, nierzadko prowadzą do opętania demonicznego, a zawsze do stanów dręczenia szatańskiego, zranień psychicznych i niszczenia życia religijnego.

Astrologia

Inną formą okultyzmu, powiązaną ze złym duchem i cieszącą się powodzeniem, jest astrologia. Media zalewają nas programami promującymi astrologię jako sposób na beztroskie życie, czego skutkiem jest renesans różnych form wróżbiarstwa. Popularność horoskopów i przepowiedni jest tak ogromna, że prawie każda gazeta ma swój stały kącik astrologiczny. Mimo, że Katechizm Kościoła Katolickiego przestrzega przed angażowaniem się w astrologię (por. KKK 2115-2117), wielu praktykujących katolików, nie widząc nic złego w czytaniu horoskopów, zastanawia się czy nie jest to przesadna ostrożność. Lekceważenie zagrożenia może wynikać z niejednoznacznej terminologii. Na przestrzeni dziejów astrologia zmieniała swoje oblicze, a współcześnie jest zbiorem niespójnych wierzeń, nie mających pokrycia w nauce. W miarę rozwoju nauki astrologia utraciła swój prymat na rzecz astronomii. Wkrótce ta nowa dyscyplina wiedzy doprowadziła całkowitej do kompromitacji twierdzeń astrologii, jednak zwolennicy horoskopów przetrwali, zamykając się w fikcyjnym świecie legend i mitów, wobec którego metody naukowej weryfikacji okazały się niewystarczające. Do podstawowych tez współczesnej astrologii należy stwierdzenie, że „między konstelacjami gwiezdnymi, a zjawiskami na kuli ziemskiej istnieją pewne związki, które można jednocześnie formułować i rejestrować”.

Przeciw astrologii występuje współczesna nauka. Znany astronom, G. de Vaucouleurs, nazywa astrologię „przednaukową teorią, ściśle związaną z przesądem” o „wyimaginowanym oddziaływaniu” Kosmosu, przeznaczoną dla wielu ograniczonych umysłów. Astronomowie zarzucają mapom nieba, sporządzonym nawet przez renomowanych astrologów, duże odstępstwa do rzeczywistego układu ciał niebieskich. Oskarżają ich o dyletantyzm. Poza tym system zodiakalny, mający rzekomo wpływ na losy świata i ludzi, opiera się głównie na pięciu znanych w starożytności planetach. Rodzi się więc pytanie: czy odkrycie kolejnych planet nie miało wpływu na układ zodiakalny i na to, co z niego wynika? Ukazanie powyższych sprzeczności jest zaledwie zasygnalizowaniem wielu niczym nie potwierdzonych założeń astrologicznych i tez nie mających nic wspólnego z nauką. Światopogląd astrologii pojmuje bóstwo jako cały Kosmos z wszelkimi jego siłami i możliwościami, dla którego gwiazdy, ziemia i człowiek oraz siły kosmiczne stanowią całość, ściśle ze sobą związaną i wzajemnie na siebie oddziaływującą. Gwiazdy posiadają władzę kreowania wydarzeń i charakterów ludzkich, są im przypisane cechy osobowe i boskie. Tak panteistycznie rozumiany bóg niewiele ma wspólnego ze Stwórcą.

 „Przepowiednie astrologiczne są próbą manipulacji bez żadnego naukowego uzasadnienia”. Niektórzy jednak twierdzą, że przepowiednie astrologiczne się sprawdzają. Oczywiście, zasadniczą rolę mogła tu odegrać sugestia skłaniająca słuchacza do podświadomego działania na rzecz samospełnienia przepowiedni. Gdyby jednak wykluczyć sugestię i zaplanowane szalbierstwo, pozostaną trzy możliwe hipotezy wyjaśniające sukcesy astrologa: przypadkowa zgodność, wgląd w nasze losy dzięki naturalnym zdolnościom paranormalnym ludzkiego umysłu oraz działanie duchów (por. Dz 16, 16). Niebezpieczeństwo związane z aktywnością złych duchów powinno skłonić ludzi wierzących do zachowania ostrożności wszędzie tam, gdzie eksperymentuje się z odmiennymi stanami świadomości. Oczywiście jasnowidzenia nie można postrzegać wyłącznie przez pryzmat kontaktów z siłami nieczystymi. Badania nad wyjaśnieniem istoty tego zjawiska nadal trwają. Niemniej jednak, w pewnych okolicznościach zdolności jasnowidzenia mogą być skutkiem ingerencji demonicznej. Jak twierdzą osoby, które przeżyły głębokie nawrócenie, jego rezultatem był całkowity zanik uprzednich zdolności paranormalnych, w tym również jasnowidzenia.

Inne

Wśród innych przyczyn zniewoleń duchowych należy wspomnieć o różnorodnych wschodnich technikach medytacji takich, jak: joga, reiki, zen, czy też o praktykach z zakresu tzw. medycyny niekonwencjonalnej, do których zaliczyć można m.in. hipnozę, akupunkturę, apresurę czy inne sposoby leczenia wykraczające poza naukową interpretację.

Przedstawione powyżej przyczyny zniewoleń duchowych, wskazują na potrzebę czujności oraz korzystanie z odpowiednich środków wobec zagrażającego zła, które jest nie tylko metafizycznym brakiem dobra, ale bytem duchowym, osobowym, zbuntowanym przeciw Jedynemu Bogu i realnie zagrażającym zbawieniu człowieka.

Modlitwa o uwolnienie budzi wiele emocji. Dotyka bowiem kwestii istnienia i realnego oddziaływania złego ducha na życie ludzi oraz możliwości przeciwstawiania się temu oddziaływaniu. W grupach Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej doświadczenie tego specyficznego rodzaju modlitwy pojawiło się bardzo wcześnie, jako szczególna forma modlitwy wstawienniczej. Była ona reakcją na konkretne doświadczenie. Podczas modlitwy wstawienniczej napotykano na oznaki oddziaływania złego ducha, a osoby proszące o modlitwę uświadamiały sobie przeróżne sytuacje, przez które szatan mógł wedrzeć się w ich życie.

Szatan istnieje, lecz jest pokonany

Realność szatana, duchowej istoty stworzonej, zbuntowanej przeciw Bogu, przeciwnika Boga i człowieka, wyraźnie ukazuje Pismo św. Zmaganie się ze złym duchem w znaczący sposób określa całą publiczną działalność Jezusa i to do tego stopnia, że św. Łukasz w Dziejach Apostolskich przytacza wypowiedź św. Piotra o Jezusie, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła (Dz 10,38). Natomiast św. Jan stwierdził jeszcze dobitniej: Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła (1J 3,8). Jezus rzeczywiście odniósł zwycięstwo nad złym duchem, zainaugurowane na Górze Kuszenia, a dopełnione na Kalwarii i w zmartwychwstaniu. Uczestnikami tego zwycięstwa Chrystus uczynił swoich uczniów, a posyłając ich do głoszenia Ewangelii, wyposażył ich we władzę wypędzania złych duchów dręczących ludzi (por. Mk 16. 15-18).

To szczególnie obdarowanie trwało nieprzerwanie w Kościele, chociaż w jego historii nie zawsze jednakowo uświadamiano sobie zagrożenie ze strony złego ducha oraz rzeczywiste działanie Chrystusa, jako zwycięscy szatana. Po okresie apostolskim ta wiara i praktyka były żywe w czasach ojców pustyni i w początkach życia monastycznego. Przejawiały się w życiu wielu świętych, którzy nie tylko doświadczali ataków ze strony złego ducha, lecz skutecznie mu się przeciwstawiali postem i modlitwą w imię Jezusa. Wg świadectw Ojców Kościoła do połowy III w. każdy obdarzony charyzmatem chrześcijanin mógł modlić się o uwolnienie osób opętanych. Po tym okresie kształtuje się w Kościele urząd egzorcysty, któremu zostaje zarezerwowana taka modlitwa. Po Soborze Trydenckim istniały wprawdzie tak zwane niższe święcenia egzorcysty, ale nie zezwalano już na publiczne sprawowanie władzy z nich wynikającej (por. Encyklopedia Katolicka KUL, t. 4, 734).

W II poł. XX w. pojawiały się prądy teologiczne kwestionujące istnienie szatana. Jednak po Soborze Watykańskim II papież Paweł VI przypomniał wyraźnie, że „ten, kto nie uznaje istnienia tej przerażającej rzeczywistości, wychodzi poza ramy biblijnego i kościelnego nauczania.” Ojciec Święty starał się uwrażliwić Kościół na istnienie szatana i stąd płynące realne zagrożenie dla wierzących. Nauczał, że szatan „jest podstępną i zdradziecką istotą zastawiającą pułapki, zmierzając do zachwiania moralną równowagą człowieka. On jest perfidnym i przebiegłym czarodziejem, Potrafi znaleźć otwarte drzwi, Szuka niestrudzenie przestrzeni, furtki wykorzystując całą swoją inteligencję przez które wchodzi: przez zmysły, fantazję, pożądanie, które dzisiaj nazywają bodźcem, czyż nie? Znajduje otwarte drzwi w utopijnej logice i nieuporządkowanych stosunkach społecznych: przez złe towarzystwo, złe widzenie świata”. W żaden sposób nie wolno zatem lekceważyć istnienia złego ducha i działania w świecie. Jednak, z drugiej strony, należy się wystrzegać wszelkie przesady i przypisywania mu nadmiernych możliwości. Nie można odnosić do jego bezpośredniego wpływu wszelkich spotykających nas trudności i przeciwności. Prowadziłoby to do kwestionowania ludzkiej wolności i odpowiedzialności oraz do swoistej psychozy, która jest zaprzeczeniem orędzia chrześcijańskiego – Dobrej Nowiny Chrystusowego zwycięstwa.

W ostatnich dziesięcioleciach można zauważyć w Kościele powrót do poważnego traktowania istnienia i działania złego ducha, a co za tym idzie odrodzenie kościelnej posługi egzorcysty oraz modlitwy o uwolnienie. Niewątpliwie jest to związane z agresywnym rozprzestrzenianiem się różnych form okultyzmu, przez które - nawet nieświadomie - bardzo łatwo otworzyć się na złego.

Modlitewna broń przeciw złemu duchowi

W życiu chrześcijańskim możemy bronić się przed złym duchem korzystając w wierze z takich duchowych pomocy jak znak krzyża, woda święcona, wezwanie imienia Jezus, modlitwa „Ojcze nasz”, w której prosimy: „zbaw nas ode złego”. Natomiast w szczególnych sytuacjach może okazać się konieczna modlitwa egzorcyzmu. Mianem egzorcyzmu w ścisłym znaczeniu określa się obrzęd liturgiczny, poprzez który biskup lub uprawniony przez niego kapłan, dokonuje „wyjęcia” osoby, miejsca lub rzeczy spod wpływu złego ducha. Konieczne jest przy tym stosowanie zatwierdzonej przez Kościół formuły liturgicznej. W odniesieniu do osób taką modlitwę podejmuje się wówczas, gdy rozpoznano stan opętania, czyli owładnięcia ludzkiej woli przez demona. Nie jest to sytuacja występująca często.

Czym innym jest podejmowana w Odnowie modlitwa o uwolnienie. Jest ona szczególną formą modlitwy wstawienniczej i posługi miłosierdzia chrześcijańskiego, przez którą przychodzi się z pomocą duchową osobie odczuwającej oznaki niepokojenia czy dręczenia przez złego ducha. Nie wymaga ona święceń ani szczególnych uprawnień. Mogą ją zatem podejmować wierzący chrześcijanie, także świeccy. Podczas takiej modlitwy obecność kapłana nie jest wprawdzie konieczna, ale jest bardzo wskazana ze względu na łaskę sakramentu święceń i możliwość posługi sakramentalnej, np. sakramentem pokuty. Kapłan, a zwłaszcza egzorcysta, jest potrzebny także dlatego, że w trakcie modlitwy o uwolnienie, może ujawnić się działanie złego ducha wymagające modlitwy egzorcyzmu.

Modlitwa o uwolnienie wymaga od posługujących odpowiednich predyspozycji i przygotowania. Potrzebne jest przede wszystkim podejście zrównoważone, pełne wiary i pokoju, wolne od nadmiernych emocji, nastawienia na sensacje i nadzwyczajności. Chodzi o kształtowanie dojrzałości emocjonalnej i duchowej, o zdolność kierowania się mądrością Bożą, o wrażliwość na natchnienia Ducha Świętego. To właśnie Paraklet uzdalnia do podejmowania takiej modlitwy udzielając charyzmatów, m.in.: rozeznawania duchów, proroctwa, słowa poznania, wiary. O posiadaniu takich predyspozycji nikt nie może decydować sam. Konieczne jest rozeznanie i potwierdzenie przez wspólnotę i kapłana. Dla świeckich podejmujących taką posługę wskazana jest także pewna forma delegowania przez kapłana Osobiste zainteresowanie problematyką zniewoleń i chęć pomagania innym nie wystarczą.

Niebezpieczni są różnego rodzaju „samozwańczy egzorcyści” czy osoby praktykujące rzekome praktyk uwalniania od złych duchów, które robią to po kryjomu i nie zachowują zasad wspólnoty kościelnej. Złemu duchowi nie można przeciwstawić się za pomocą obrzędów magicznych, zaklęć, itp., a posługi uwalniania nie można praktykować na zasadzie „chałupnictwa”.

Wyposażenie do walki

Przygotowaniem do posługi modlitwą o uwolnienie jest w pewnym sensie cała, systematyczna formacja chrześcijańska, na którą składa się troska o pogłębienie nauki wiary, lektura teologiczna i duchowa, kształtowanie wrażliwości sumienia, prowadzenie życia zgodnego z wiarą, troska o pogłębienie osobistej relacji z Chrystusem i zaangażowanie w życie Kościoła. Ważna jest w tym także formacja charyzmatyczna z pielęgnowaniem wrażliwości na działanie Ducha Świętego, ufnym przyjmowaniem charyzmatów i posługą nimi we wspólnocie oraz stała postawa nawrócenia. Natomiast w przygotowaniu bezpośrednim należy zwrócić uwagę na praktykowanie różnych form postu, osobistej modlitwy, a szczególnie na uczestnictwo w Eucharystii i adoracji Najświętszego Sakramentu.

Dla osób posługujących modlitwą o uwolnienie ważna jest troska o osobistą świętość, czyli życie w łasce uświęcającej. Bóg, w swojej dobroci i miłosierdziu może posłużyć się modlitwą każdego człowieka, nawet bardzo grzesznego. Jednak podejmujący modlitwę o uwolnienie powinni nieustannie troszczyć się o pogłębienie i oczyszczenie więzi z Bogiem, a przeciwstawiać się wszelkim przejawom grzechu, który tę więź osłabia i niszczy. Jest to konieczne, aby modlący się sam nie stał się łatwym celem dla szatańskich napaści.

Jeśli od kapłanów sprawujących egzorcyzmy wymaga się stałej troski o czystość sumienia i wolność od grzechu ciężkiego, to można analogiczne wymogi postawić osobom posługującym modlitwą o uwolnienie. Posługa modlitwy o uwolnienie, podejmowana przez świeckich, jest przestrzenią walki duchowej. Byłoby zatem bardzo lekkomyślne podejmowanie walki bez ochrony łaski uświęcającej. Lekceważenie przeciwnika może być powodem poważnej szkody. W posłudze modlitwy o uwolnienie chodzi o to, by modlący się byli całkowicie, duszą, sercem i umysłem oddani Panu, bo tylko w Jego imieniu i w Jego mocy jest nasze zwycięstwo.

Przeszkodą w podejmowaniu modlitwy o uwolnienie jest postawa pychy, zadufania w sobie i wynoszenia się nad innych. Zamyka ona człowieka w fałszywym poczuciu samowystarczalności, a może nawet rodzić chęć manipulowania Bogiem i używania Go do osiągania własnych celów. Trudno się spodziewać, aby w takim stanie ducha i umysłu można było nieść pomoc duchową innym.

Potrzeba uwolnienia

Modlitwa o uwolnienie może być podejmowana nie tylko w sytuacjach dręczenia przez złego ducha, lecz także w doświadczeniu pewnego zablokowania na drodze wzrostu duchowego, oporu przed wyborem dobra, gdy pojawiają się uporczywe trudności w zmaganiu z pokusą, w walce z grzechem i słabością, w prowadzeniu życie Bożego, czy przebaczaniu. Szczególna potrzeba może być wówczas, gdy ktoś, świadomie lub nawet nieświadomie, wchodził w kontakt z działaniem złego ducha poprzez praktykowanie magii, astrologii (horoskopy), wróżbiarstwa, okultyzmu, spirytyzmu, gdy posługiwał się amuletami, talizmanami, angażował się w sekty i religie niechrześcijańskie, itp.

Jednak odzyskanie wolności, uwolnienie od lęku, poczucia udręczenia, smutku, itp. nie jest jedynym celem modlitwy. Chodzi o coś więcej, o pomoc w pogłębianiu relacji z Bogiem oraz w odkryciu i nazwaniu przeszkód w tej relacji i ich usunięciu mocą łaski Bożej. Samo odzyskanie spokoju i dobrego samopoczucia nie wystarczy dla stwierdzenia, że modlitwa przezwyciężyła działanie złego. Prawdziwym owocem modlitwy powinno być odzyskanie wolności służenia Bogu i pełnienia Jego woli, podejmowania decyzji zgodnych ze Słowem Bożym. Modlitwa o uwolnienie podejmowana jest przez wspólnotę w jedności Kościoła Chrystusowego i w jego wierze. Także ostateczna ocena owoców modlitwy należy do Kościoła, który przez swoje Magisterium autentycznie interpretuje Objawienie i dokonuje rozeznania.

Zmaganie się ze złym duchem przez modlitwę o uwolnienie jest radykalną formą udziału w walce duchowej. Trzeba przy tym pamiętać, że uwolnienie to proces, w którym modlitwa może stanowić bardzo ważny moment. Jednak autentyczna modlitwa chrześcijańska nie ma w sobie nic z magicznego automatyzmu. Domaga się ona osobistego zaangażowania w prowadzenie życia skoncentrowanego na Bogu, życia w łasce uświęcającej.

Jedną z istotnych trudności w modlitwie o uwolnienie, jak i w posłudze księży egzorcystów, stanowi odróżnienie działań złego ducha od zaburzeń psychicznych. Potrzeba zachowania szczególnej ostrożności w modlitwie o uwolnienie nad osobami niestabilnymi psychicznie czy zdradzającymi symptomy zaburzeń psychicznych. W takich wypadkach potrzebne jest wsparcie, konsultacja psychologa lub psychiatry, który łączy kompetencje zawodowe z żywą wiarą. Chodzi o to, aby silne przeżycia emocjonalne nie zaszkodziły osobie, za którą się modlimy.

Modlitwa o uwolnienie a sakramenty

Nie można również traktować modlitwy o uwolnienie w oderwaniu od całości życia chrześcijańskiego, a szczególnie od życia sakramentalnego. Bowiem zwyczajną drogą uwolnienia jest droga sakramentalna, której nie wolno nigdy pomijać, ani sądzić, jakoby modlitwa charyzmatyczna o uwolnienie mogła posiadać większą skuteczność niż sakramenty lub zastąpić je. Droga życia sakramentalnego jest całkowicie niezbędna. Przyjmowane z wiarą sakramenty, zwłaszcza sakrament pokuty i pojednania oraz Eucharystii, dają całkowitą pewność zbawczego działania Chrystusa, która opiera się na Jego słowie i wierności. Modlitwa o uwolnienie może stanowić bardzo cenną pomoc w owocnym przyjęciu łaski sakramentalnej. Powinna ona wspomagać ożywienie i pogłębienie praktyki sakramentów.

Należy przy tym pamiętać, że sakrament pokuty i pojednania skutecznie uwolnienia od grzechu i prowadzi do pojednania człowieka z Bogiem. Natomiast modlitwa o uwolnienie odnosi się do konsekwencji i zniszczeń, jakich grzech (zwłaszcza grzech bałwochwalstwa) dokonuje w człowieku. Chodzi przede wszystkich o utratę duchowej ochrony przed złem i duchowe uzależnienie się od złego ducha.

Modlitwa o uwolnienie nie jest w życiu duchowym drogą na skróty i nie może zastępować wysiłku osobistego nawrócenia. Nie można też jej nadużywać i traktować jako środek na wszystkie trudności i doświadczenia. Chociaż każdy wierzący doświadcza ataków ze strony złego ducha, to najczęściej są to rożnego rodzaju pokusy, którym przeciwstawiamy się zwyczajnymi środkami łaski Bożej. Nie każdy zatem potrzebuje modlitwy o uwolnienie i nie jest to modlitwa dla wszystkich, na każda okazję! Trzeba o tym pamiętać zwłaszcza w kontekście spotkań charyzmatycznych, podczas których nauczający posługują się nieraz uogólnieniami. Może to rodzić niezdrową atmosferę „owczego pędu” do modlitwy o uwolnienie.

Posługa modlitwy o uwolnienie wprowadza w przestrzeń bardzo intymną. Dotyka trudnych i nieraz dramatycznych sytuacji życia ludzkiego. Dlatego domaga się delikatności i dyskrecji. Modlących się obowiązuje dochowanie tajemnicy! Nic z tego, o czym mówi się podczas modlitwy, nie może być wynoszone na zewnątrz. Osobą prosząca o modlitwę musi czuć się bezpiecznie, by zdobyć się na szczerość potrzebną do przeciwstawiania się duchowi kłamstwa. Należy wystrzegać się szukania sensacji i zbędnego rozgłosu! W żadnym wypadku nie można opowiadać, że ktoś, za kogo się modlono jest opętany czy dręczony przez złego ducha. Uwaga ta dotyczy osób podejmujących modlitwę, jak i osoby, za którą się modlono.

Duch Boży wydaje się uwrażliwiać grupy Odnowy na potrzeby wielu ludzi, którzy w ten czy inny sposób uwikłali się w oddziaływanie szatana i potrzebują pomocy. Duch Święty udziela swoich darów i uzdalnia ufających Mu do pełnej wiary i mocy modlitwy połączonej z posługa charyzmatami. Pobudza zatem do pokornego i ufnego podejmowania posługi modlitwy o uwolnienie, a by w ten sposób głosić to, co wypowiadamy śpiewem: Jezus zwyciężył, to wykonało się. Szatan pokonany, Jezus złamał śmierci moc. Jezus jest Panem, o alleluja!

Biblioteka formacji
„Nieustannie stykamy się, jeśli nie poprzez doniesienia mediów, to we własnych kontaktach, z kryzysem wspólnoty. W pewnym momencie osoba uświadamia...
Napełnienie Duchem Świętym i doświadczenie żywej, radosnej wspólnoty chrześcijańskiej, jakie staje się udziałem wielu osób w grupach i wspólnotach...
Od czego zacząć? Czy od przypomnienia i ogólnego rozważania, że w drugiej połowie XX wieku i aż po dzień dzisiejszy, nastał kryzys w przystępowaniu...
Jednym ze środków rozwoju życia duchowego są sakramenty. Przez nie - przy pomocy znaków - widoczna staje się niewidzialna łaska, która spływa na...
Z o. Robertem Bujakiem SJ, rozmawia Agnieszka Strzępka. Agnieszka Strzępka: Po co człowiekowi spowiedź? Dlaczego may się spowiadać? o. Robert Bujak...
Newsy
Drodzy Liderzy, Animatorzy, członkowie grup modlitewnych i wspólnot Katolickiej Odnowy w Duchu Świętym! W związku z rozprzestrzenianiem się pandemii...
Nowa wizja funkcjonowania i współpracy Krajowego Zespołu Koordynatorów Katolickiej Odnowy w Duchu Świętym (KZK), przedstawienie bp Andrzeja...
"Duch Jezabel nie działa nigdy sam. Nie chce być łatwo rozpoznany, dlatego „współpracuje” z duchem podziału. Jeśli w jakiejś wspólnocie kościelnej...
„Narodziny Jezusa nie zapewniają uspokajającego ciepła w kominku, ale boski dreszcz, który wstrząsa historią. Boże Narodzenie to zwycięstwo pokory...
Zmarł Bp Bronisław Dembowski, wieloletni i wypróbowany Przyjaciel Wspólnot Odnowy w Duchu Świętym, delegat KEP dla Odnowy oraz świa dek powstającej...