fbpx


Jednym ze środków rozwoju życia duchowego są sakramenty. Przez nie - przy pomocy znaków - widoczna staje się niewidzialna łaska, która spływa na człowieka, prowadzi go do uświęcenia i coraz ściślejszej łączności z Bogiem. W naszych rozważaniach zastanówmy się, jakie kroki trzeba poczynić, aby dobrze przeżyć sakrament pokuty i pojednania.

 

Wstęp 

Przez źle wykorzystaną wolność oddalam się od Boga. Tak, jak niesforne dziecko, mimo zakazu oddala się od rodziców, a za chwilę słychać jego płacz. Ojciec nie pozostawia mnie jednak bez pomocy, ale daje możliwość powrotu do pierwotnej gorliwości. Tylko czy ja chcę na tę miłość odpowiedzieć swoją miłością? Czy chcę dobrze przeżyć spotkanie z Bogiem miłosierdzia w sakramencie pokuty, dzięki któremu odnawiam swoją godność? Nie mogę zlekceważyć tak ważnego spotkania, które ma mnie doprowadzić do nawrócenia, a więc zmiany dotychczasowego sposobu myślenia, wartościowania i postępowania. Mam więc przed sobą konkretne zadanie: spojrzeć w swoje sumienie - „moralne oko człowieka”, powywracać do góry nogami moje nierealne myślenie o spowiedzi, które zakorzeniło się pewnie i niełatwo je zmienić. Spróbujmy spojrzeć, jak żyjąc w realiach liberalnego świata można doświadczyć spokoju sumienia. O jaki spokój chodzi? Czy o spokój związany z jasnym rozróżnieniem dobra i zła, czy może o coś innego?

Krok 1 -  rachunek sumienia

Boże, to ja, taki zwyczajny, codzienny, zabiegany. Czyżby Pan o mnie zapomniał? Nic bardziej mylnego. To ja uświadamiam sobie, że pora skończyć z egoizmem, cwaniactwem, drogą na skróty, starymi przyzwyczajeniami, chodzeniem po utartych koleinach. Łaska Boża chce w moim życiu zaznaczyć swoją obecność przez porządek i świeżość spojrzenia. Moje życie, żeby było owocne, domaga się określonej dyscypliny. Kalkulator jest tu zbyteczny. Przydać się może najpierw stwierdzenie: jestem grzesznikiem, więc potrzebuję Bożego miłosierdzia, potem Pismo Święte, wezwanie Ducha Świętego, uruchomienie pamięci i wrażliwości; przyda się podpowiedź w postaci pytań, opartych na Dekalogu, Kazaniu na Górze, nauczaniu św. Pawła czy darach lub owocach Ducha Świętego.

Warto dać sobie czas i nie robić rachunku pośpiesznie, w kolejce przed spowiedzią. Może w wieczornej ciszy w domu, albo w czasie adoracji przed Najświętszym Sakramentem? Nawet, jeśli od poprzedniej spowiedzi minęło więcej niż powinno, albo w konfesjonale nie zasiądzie budzący sympatię ksiądz… Mimo to każdy kapłan jest przedstawicielem wspólnoty Kościoła i stara się dostrzegać, że „każda dusza to inny świat”. Warto schować do kieszeni własne ambicje, może jakieś zranienia w konfesjonale z przeszłości, choć na to potrzeba nieraz dużo czasu, i podjąć próbę zmierzenia się z prawdą o miłości do Boga, bliźniego i siebie samego. Rachunek sumienia nieraz dokona w moim wnętrzu ogromnego przewrotu, bo pokaże, co trzeba oddać Bogu, gdzie posprzątać, jak żyć. Ale przede wszystkim obnaży, jaki obraz Boga noszę w sercu.

Zastanawiam się przy okazji rachunku sumienia, dlaczego tak wiele osób go lekceważy. Jeszcze dzieci do I Komunii św. starają się z przejęciem przygotować, a im spowiadający się dorasta, tym ginie w nim potrzeba uczciwego spojrzenia na swoje życie. Powodów takiego stanu rzeczy jest pewnie wiele, a wśród nich ten bardzo istotny - „utrata poczucia grzechu” i brak należytej formacji sumienia. Możemy mieć wtedy do czynienia z sumieniem szerokim („nikogo nie okradłem, nikogo nie zabiłem – nie mam grzechów), wąskim i skrupulanckim (dostrzeganie grzechu w każdym działaniu), faryzejskim (sumienie zakłamane), wątpliwym, bądź błędnym (sumienie, które nie potrafi sklasyfikować czynu). Trudno jest wtedy dostrzec w swoim życiu grzech. Łatwiej określić to jako pomyłkę, przeoczenie, niedopatrzenie i sugerować linię „obrony koniecznej”: nic nie wiem, niczego nie widziałem, niczego nie słyszałem. Czy to wystarczy?

Krok 2 - żal za grzechy

Zrobienie rachunku sumienia z mojej aktualnej sytuacji życiowej to postawienie pierwszego kroku. Teraz pojawia się coś innego, sprawa żalu za grzechy. Tylko jak tu żałować, skoro „było tak przyjemnie”? W jednej z anegdot problem kradzieży jabłek okazał się bardzo błahy, ważniejsze było to, że zainteresowanego złapano. Często taką mentalność spotykam też w podejściu do grzechu. Żal jest wtedy, kiedy ktoś złapie, zobaczy, ale zdarza się też, że złapany na gorącym uczynku i tak się próbuje tłumaczyć: to nie ja.

Dlaczego nie wrócić do swojego błota, do którego zdążyłem się już przyzwyczaić? Przecież tam było przyjemnie. Czy może smakować zepsute jabłko? Nie znam nikogo, kto by się zachwycał smakiem takiego owocu. Jak więc można zachwycać się „zepsutym owocem” miłości? Jakoś spazmatyczny płacz – pokazowy żal - też nie robi na mnie większego wrażenia. Czy zbyt łatwo się nie usprawiedliwiamy z naszego grzesznego postępowania zamiast za nie żałować? Czy żal nie spłynął z naszych serc wraz z prądem nowoczesności? Kiedy komuś zadaję ból, to po prostu boli. Żadne środki znieczulające nie pomogą. Jest mi głupio, jest mi źle. Tak chyba wypada się zachować, żeby głupio nie wypaść w oczach innych. A i u Jezusa może się coś zyska. Kiedyś to nawet mówili o pokorze. A dziś? Serce Jezusa doznaje bólu, kiedy mój konkretny grzech powoduje zerwanie nici miłości. Nie żałuję, żeby poprawić sobie samopoczucie – do tego wystarczą doznania estetyczne w salonie piękności czy sklepie z modnymi ciuchami. Nie lękam się, że Bóg mnie potępi. Tu chodzi o coś innego. Żałuję, bo przez to, co nabroiłem, obraziłem swojego Boga i zawiodłem Jego miłość. To nie tylko płytkie emocje czy tandetna pokazówka – to postanowienie woli. Pragnę przeprosić Boga za bałagan w moim życiu. Jeśli nie żałuję, nie postanawiam zmiany życia, nie robię miejsca na Bożą łaskę. I jak mam ugościć w sercu Boga? Nie muszę się przez Jezusem usprawiedliwić, to On przychodzi po to, by mnie usprawiedliwić, jako mój Orędownik u Ojca. Nie potrzebuję przed Nim grać, zakładać maski, robić z siebie kogoś, kim nie jestem.

Krok 3  - mocne postanowienie poprawy

„Zabiorę się i wrócę do mojego ojca” postanowił syn marnotrawny. A ja? Znowu zatrzymuję się na sobie i swoich odczuciach. „Ciągle zaczynam od nowa, choć czasem w drodze upadam”. Mam przecież poprawić swoje zachowanie. Będę lepszy, zmienię się. To już postanowione. Ale przecież te ogólniki i banały znam już od lat. Lepszy? To znaczy jaki? Co lepszego, albo co lepiej mogę robić w moim życiu? Przydałyby się w tym miejscu jakieś konkrety, żeby nie skończyło się tylko na dobrych chęciach, jak to zwykle bywa. Bez konkretów trudno myśleć i mówić o tym, że cokolwiek się zmieni po odejściu od spowiedzi. Choć targają mną wątpliwości, bo przecież nie wiem, jak długo wytrzymam, to jednak podejmuję decyzję: zrobię to ze względu na miłość do Boga. Jeśli moja miłość osłabła, jest okazja ją wzmocnić. Nie chcę przewidywać i kombinować: co by było, gdyby… Samo przewidywanie jest w tym momencie złudne, bo nie wiem, co będzie. Postanawiam w tym momencie zmianę mojego nastawienia, pragnę z pomocą łaski spowiedzi walczyć o miłość. Przez swoją decyzję otwieram swoje serce dla Boga, zapraszam Go do wejścia i zamieszkania w nim. Z Jego pomocą podejmę pracę nad likwidacją życiowych zawirowań, zacznę pewniej stawiać kroki w stronę nieba i nie będę wciąż oglądał się za siebie, grzebiąc się bez końca w swojej przeszłości. Przecież dla Boga „nie ma nic niemożliwego”. Pora się nawrócić. Nie jest to proste. Wystarczy zaufać. Czy to takie trudne? Św. Augustyn, kiedy podjął decyzję o nawróceniu, wciąż miał przed sobą „dawne rządze”, które odciągały go od Boga i szeptały: „poczekaj, jeszcze nie teraz. Masz jeszcze czas”. Pomimo tych słodkich podszeptów Święty z Hippony podjął radykalną decyzję zerwania z grzechem. U mnie nie zawsze będzie to łatwe i tak radykalne. Zdarzy się, że jakieś przyzwyczajenia będą podpowiadać, żeby nie tak od razu, może jeszcze poczekać. Pytanie tylko: na co czekać i do kiedy?

Krok 4 - spowiedź szczera

Bóg zna mnie po imieniu, a Jego miłosierdzie może zmienić moje nawet najbardziej pogmatwane życie, wyprostować pokręcone ścieżki. Jest tylko jeden warunek: moją oślą upartość muszę zamienić w zaufanie i pozwolę się poprowadzić Temu, który zna drogę, bo sam jest drogą. Nieraz – oprócz kratek konfesjonału – odległość do spowiedzi powiększa lęk, wstyd, zdenerwowanie. A przecież to takie ludzkie odruchy. W dodatku szczerość staje się coraz „mniej na czasie”, trzeba coś zakręcić, zakombinować, coś przemycić, bo tak robią inni. Nieraz zdarza się, że ktoś mówi: ja i tak wszystkiego nie powiem, bo i po co. Stop! - nie w spowiedzi. Tu nie ma miejsca na takie zachowania. Jest natomiast miejsce na szczerość i prawdę, która prowadzi do przebaczenia mocą Ducha Świętego. Jak za dotknięciem Bożego „delete”, w otchłań miłosierdzia spadają wszystkie grzechy. Potrzeba tu mojej szczerości, zwłaszcza w grzechach ciężkich, co do rodzaju, ilości i okoliczności popełnienia grzechu. W wielu wypadkach dostrzegam tu trudność w przekroczeniu psychologicznej bariery lęku o siebie, wstydu, czy oczekiwanie na reakcję spowiednika. Często zdarza się, że własny strach zakrywa ktoś pośpiechem, cichym szeptaniem „niewygodnych grzechów”, „owijaniem w bawełnę”, czy używaniem pięknych słów na określenie grzesznej rzeczywistości. Z takiego wyznania powstaje królestwo eufemizmów, zwanych nowomową: zamiast „kradzieży” pojawia się „spryt”, „zdradę” zastępuje „niepowodzenie”, a „kłamstwo” przekształca się w „inną prawdę”. Wtedy na usta ciśnie się pytanie: na ile moje wyznanie jest kompletne i ważne? Czy w tym, co powiedziałem spowiednikowi nie brakuje jakiejś istotnej rzeczy, która nie została wypowiedziana z lęku, żeby sobie czegoś ksiądz o mnie nie pomyślał, a która ma posłużyć kapłanowi do udzielenia ważnego rozgrzeszenia? Jeśli zapomnę grzech ciężki, przy następnej spowiedzi trzeba o nim wspomnieć. Jeśli wyznam wszystko szczerze, – kapłana wiąże sakramentalna tajemnica spowiedzi, co do której wyjawienia nie ma okoliczności łagodzących – to w sercu pojawia się nie tylko ulga, poczucie „nowego narodzenia”, ale i wdzięczność za otrzymany dar przebaczenia.

Jest jeszcze jedna ważna sprawa, której przeoczyć się nie da: nie ma co dziwić się, jeśli usłyszę od kapłana: „dziś nie mogę udzielić rozgrzeszenia” (np. życie w związku cywilnym z przeszkodą) lub „trzeba to rozgrzeszenie odłożyć, aż grzeszna sytuacja ulegnie zmianie” (np. dwoje ludzi żyjących w konkubinacie zawrze sakramentalny związek małżeński). To po prostu znak, że trzeba wykorzystać wszystkie możliwości, żeby na serio powalczyć o swoje życie z Bogiem. A warto.

Krok 5 – zadośćuczynienie

Spowiedź nie kończy się w momencie rozgrzeszenia. Nie wystarczy otrzymać ważne rozgrzeszenie. Pozostaje jeszcze naprawienie krzywd wobec Boga i człowieka. Mój grzech dokonał się we wspólnocie i dokonał pomniejszenia świętości Kościoła. Dlatego mam dołożyć starań, by do tego skarbca dołożyć coś, co pozwoli na nowo zajaśnieć we mnie blaskowi prawdy i miłości. Chociaż i tak to moje „naprawienie krzywd” będzie często niewspółmierne z popełnionym grzechem. Czyż więc nie świadczy to wielkość Bożego miłosierdzia, które jest lekarstwem na wszystkie bolączki świata?

Moje zadośćuczynienie ma dokonać się w imię miłość i sprawiedliwości. Może trzeba pokonać siebie i przeprosić, coś oddać, odwołać nieprawdziwą informację, złożyć coś na cel charytatywny, popracować na rzecz jakiejś wspólnoty, a może zamówić Mszę św., bo w inny sposób nie jesteśmy w stanie wynagrodzić komuś, kogo nie ma już wśród nas? Obserwuję, że dość łatwo odchodzimy od zadośćuczynienia, które ma stawać się też postawą życiową, a nie tylko pojedynczym aktem. Postawą, która nauczy mnie prawdziwej pokory oraz przekraczania dumy i honoru, i pomoże na nowo wybierać opcję „mój Bóg” jako coś normalnego. A na koniec: nie bijmy rekordów czasowych pomiędzy jedną a drugą spowiedzią!

Zakończenie

Pośród wielkiego cierpienia, jakie niesie ze sobą grzech i zerwanie komunii ze Zbawicielem, mogę doświadczyć radości, jako owocu spotkania z Bogiem w sakramencie pokuty i pojednania. Jednak wiele zależy ode mnie samego i od mojej dyspozycji, czyli także przygotowania i podejścia. Kapłan jest po to, by mi pomóc. 

Pewnie można by w tym miejscu wymieniać wiele „zalet” sakramentu pokuty, wśród których najważniejsze miejsce zajmuje przebaczenie grzechów oraz dar łaski i siła do pomnażania dobra. Istnieje też od strony ludzkiej wiele „ale”, które stanowią przeszkodę na drodze do spotkania. Zaniedbanie lub zmniejszenie mojego kontaktu z sakramentem pokuty prowadzi do pozbawienia podstawowego i normalnego źródła życia. Dlatego warto patrzeć na to, w jaki sposób przeżywam na co dzień moje życie łaski, jak często mam kontakt z sakramentami. To pozwoli mi odcinać z mojej kwitnącej codzienności suche i niepotrzebne gałęzie. Nie tylko dlatego, żebym miał tak zwany „święty spokój” Ponoć tonący trzyma się przysłowiowej brzytwy. Jest to jednak dość ryzykowna sprawa, bo może zakończyć się niepowodzeniem. Dla mnie, jako chrześcijanina, ratunkiem jest Boże miłosierdzie: „Kto miłosierdziu Bożemu zaufa, wesprze go Pan Bóg i modlitw wysłucha”.

Autor: ks. Leszek Smoliński 
Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym nr 2(101) 2009

Twoje konto w Bibliotece Formacji

Nie masz aktywnych subskrypcji

Dostępne subskrypcje

Dostęp do 10 filmów formacyjnych przygotowanych dla uczestników Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego.
Średni czas trwania jednego filmu to ok. 1h 10min.

Dostęp (odczyt) do materiałów formacyjnych przygotowanych na potrzeby Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego. W skład materiałów wchodzi Wstęp do SUW (jak dobrze przeżyć seminarium) oraz rozważania na każdy dzień (10 tyg,) dostosowane do konferencji wideo.

Biblioteka formacji
„Nieustannie stykamy się, jeśli nie poprzez doniesienia mediów, to we własnych kontaktach, z kryzysem wspólnoty. W pewnym momencie osoba uświadamia...
Napełnienie Duchem Świętym i doświadczenie żywej, radosnej wspólnoty chrześcijańskiej, jakie staje się udziałem wielu osób w grupach i wspólnotach...
Od czego zacząć? Czy od przypomnienia i ogólnego rozważania, że w drugiej połowie XX wieku i aż po dzień dzisiejszy, nastał kryzys w przystępowaniu...
Jednym ze środków rozwoju życia duchowego są sakramenty. Przez nie - przy pomocy znaków - widoczna staje się niewidzialna łaska, która spływa na...
Z o. Robertem Bujakiem SJ, rozmawia Agnieszka Strzępka. Agnieszka Strzępka: Po co człowiekowi spowiedź? Dlaczego may się spowiadać? o. Robert Bujak...
Newsy
W piątek i w sobotę 19-20 czerwca 2020r. w Borzęcinie Dużym odbyło się spotkanie Krajowego Zespołu Koordynatorów (KZK) Katolickiej Odnowy w Duchu...
Aktualizacja (zapisy na seminarium bedą odbywać się przez Bibliotekę formacji) Zapraszamy serdecznie do postawienia kolejnego kroku wiary, jakim...
Drodzy Pasterze, Liderzy i członkowie wspólnot Katolickiej Odnowy w Duchu Świętym w Polsce! Przeżywany przez nas czas jest inny niż dotąd. W naszych...
Drodzy Liderzy, Animatorzy, członkowie grup modlitewnych i wspólnot Katolickiej Odnowy w Duchu Świętym! W związku z rozprzestrzenianiem się pandemii...
Nowa wizja funkcjonowania i współpracy Krajowego Zespołu Koordynatorów Katolickiej Odnowy w Duchu Świętym (KZK), przedstawienie bp Andrzeja...