fbpx

Z ks. Wiesławem Błaszczakiem SAC, psychologiem, wykładowcą, dyrektorem Ośrodka Terapeutyczno-Szkoleniowego OTS w Lublinie, rozmawia Agnieszka Strzępka.

Agnieszka Strzępka: Zacznijmy od podstaw. Jak poprawnie rozumieć pojęcia: „seksualność” i „płciowość”?

Ks. Wiesław Błaszczak: W pewnym momencie próbowano utożsamić te dwa pojęcia. Określają one jednak różne rzeczywistości. Płciowość jest częścią natury człowieka – kobietą lub mężczyzną jest się od chwili poczęcia, natomiast seksualność, popęd seksualny czy akt seksualny – jest to pewna sfera przeżywania i zachowania, która aktualizuje się w określonych momentach życia. Próbowano mówić, że każde ludzkie zachowanie jest seksualne. Kościół jednak to rozróżnia mówiąc, że każde zachowanie jest płciowe, ale nie każde jest seksualne.

 

Jak więc rozmawiać o płciowości?

Kierując się logiką Biblii. Jeśli Bóg stwarza człowieka mężczyzną i kobietą, to znaczy, że męskość i kobiecość mają w sobie coś, co się uzupełnia, tworzy pełnię relacji międzyludzkich oraz jest konieczne do istnienia człowieka i pełni objawienia Boga w człowieku stworzonym na Jego obraz i podobieństwo. Nie jest więc możliwe nie przeżywanie swojej męskości czy kobiecości, bo to jest część naszej natury. Można natomiast żyć nie podejmując aktów seksualnych. To jest kolejne rozeznanie Kościoła, który daje propozycję celibatu, czy też czystości dla Królestwa Niebieskiego, którą realizują osoby konsekrowane. Kościół traktuje to nie jako ucieczkę od seksualności, ale pewną formę bycia ze swoją płciowością, życia bez podejmowania aktów seksualnych.

Kobiety i mężczyźni inaczej przeżywają swoją płciowość i seksualność. Jakie są podstawowe różnice?

Różnice w przeżywaniu płciowości i seksualności u kobiet i u mężczyzn, są wręcz dramatycznie widoczne w sytuacji tzw. wolnych związków. Po pierwsze mężczyzna do osiągnięcia pełnej satysfakcji seksualnej nie potrzebuje czułości, kobieta – tak. Przy tym dla kobiety, czułość jest możliwa w bliskiej relacji, a ta z kolei prowadzi do przywiązania, stałości, wierności. W wolnym związku – niejednokrotnie wbrew deklaracjom – kobieta będzie więc nieświadomie utrwalać związek nawet kosztem siebie, ponieważ jego rozpad jest dla niej trudny. Mężczyźnie łatwiej zakończyć związek i rozpocząć nowy; jest mu bowiem o wiele łatwiej zmieniać partnerki, niż kobiecie partnerów.

Idąc dalej – efektem aktu seksualnego bywa poczęte życie. Zwłaszcza w wolnych związkach ludzie bronią się przed poczęciem stosując antykoncepcję. Warto pamiętać, że zdecydowanie większe konsekwencje antykoncepcji ponosi kobieta. Jeśli dziecko zostanie poczęte, kobieta przeżywa wszystko to, co wiąże się z ciążą, porodem i wychowywaniem dziecka. Jeśli dochodzi do tragedii aborcji, głównie kobieta ponosi jej konsekwencje. Wprowadzana przez różne religie monogamia oraz stałość związków ma więc przede wszystkim chronić kobietę.

Różnice, o których mówiłem nie wynikają z kultury, lecz natury człowieka. One są podstawą wzmacnianych przez kulturę takich różnic jak to, że: kobiety bardziej dążą do stałości, a mężczyźni do zmiany; kobiety są bardziej konkretne, a mężczyznom bliżej do świata idei; kobiety są bardziej emocjonalne, a mężczyźni bardziej racjonalni.

Jakie perspektywy w przeżywaniu płciowości i seksualności znajdujemy w Ewangelii?

Dobre pytanie, do którego warto podchodzić z zaciekawieniem i pragnieniem odkrywania tajemnicy. Wierzę, że przed nami jeszcze bardzo odległa perspektywa. Nasze uwarunkowania kulturowe nie pozwalają nam dostrzegać takiego poziomu dojrzałości, jaki ukazał Jezus. Nie chcę więc odpowiadać na to pytanie konkretnie. W zamian proponuję medytację następującej sceny. Do Chrystusa podchodzi kobieta, pochyla się nad jego stopami, całuje je, oblewa łzami i wyciera własnymi włosami. Ta scena może nasuwać bardzo erotyczne skojarzenia. Zastanawiam się, ilu mężczyzn i ile kobiet byłoby w stanie przeżyć takie zdarzenie bez odniesień seksualnych. Jezus i kobieta przeżyli to spotkanie wyrażając swoją płciowość i jednocześnie nie angażując się seksualnie. Staję przed tą sceną, patrząc na nią z perspektywy człowieka XXI w., z pytaniem, jak to było możliwe? Ilu z nam współczesnych byłoby w stanie przeżyć to spotkanie bez uwodzenia czy wykorzystania drugiej osoby? Jak wielka musiała być dojrzałość Jezusa i do jak wielkiej dojrzałości prowadził tę kobietę.

Czy i jak jesteśmy zdeterminowani przez nasze ciało?

Każdy człowiek ma w sobie silne popędy. Podstawowe to: seksualny (eros) i śmierci – agresji (thanatos). Te popędy uruchamiają się w nas zazwyczaj bez udziału naszej woli, pod wpływem bodźców, na które jesteśmy narażeni, albo na które się eksponujemy. Popędy te są bardzo silne, stąd pierwszy wniosek: trzeba uważać, na jakie bodźce się eksponujemy, bo można uruchomić w sobie siłę, nad którą będzie trudno zapanować. Z drugiej strony siła tych popędów pozwala na to by się bronić, realizować różnego rodzaju wyzwania, tworzyć związki, przekazywać życie. Popęd seksualny jest więc życiodajną siłą.

Bywa, że osoby będące w grupach religijnych, wypierają się swojej seksualności, albo starają się ją zagłuszyć przy pomocy różnych praktyk religijnych i ascetycznych. Jak zdrowo przeżywać swoją seksualność?

Jak już powiedziałem, popęd seksualny to wielka siła, której można się przestraszyć i jestem przekonany, że świat niejednokrotnie się jej przestraszył. Na przełomie XIX i XX w. starano się bronić przed siłą seksualności, by nie dać się jej ponieść. Ascetyczna praktyka Kościoła, koncentrowała się na opanowywaniu popędów, co mogło przechodzić w ich tłumienie. Kiedy dziś słyszę, że są osoby, które nigdy nie miały i nie mają problemów ze sferą seksualną, obawiam się, że ich głównym problemem jest silne tłumienie własnej seksualności. Tłumienie, a nie opanowywanie. Tłumienie od opanowania różni się tym, że jest procesem nieświadomym. Tłumiąca swą seksualność osoba może nie dostrzegać erotycznego kontekstu związku, który buduje, np. z kierownikiem duchowym. Niektórzy nieświadomie unikają płci przeciwnej, bojąc się, że rozbudzi ona ich seksualność. Jeśli w ten sposób jest realizowana czystość, to jako podstawę ma ona lęk i ucieczkę.

W kulturze szereg zjawisk dzieje się na zasadzie wahadła. Jeśli coś jest mocno tłumione lub zabraniane, kultura po pewnym czasie dokona radykalnego zwrotu. Nic dziwnego, że dziś sfera seksualna jest sztucznie podsycana, że współcześnie istnieje obsesja na punkcie ciała i seksu, skoro wcześniej przeżyliśmy okres tłumienia tej sfery. Seksualizacja kultury, którą widzimy w mediach i na ulicach, nie jest konieczna do normalnego funkcjonowania człowieka, ale ludziom się wmawia, że rozbudzony popęd seksualny jest czymś normalnym. Po ruchu wahadła od skrajności w skrajność, jest jednak szansa na rozwój w kierunku większej dojrzałości. W tym kontekście warto wspomnieć o Janie Pawle II, o którym się mówi, że poprzez teologię ciała zapoczątkował drugą rewolucję seksualną. Warto sięgnąć po jego środowe katechezy, których głoszenie rozpoczął 30 lat temu. Papież mówi nie tyle o obronie przed zniewalającym działaniem popędów, co o płciowości i seksualności, jako darach i o tym jak z tych darów najpełniej czerpać.

Zdarza się, że ktoś mówi, że Bóg go uzdrowił z seksualności, jakby była ona chorobą. Jaka powinna być formacja we wspólnotach, by do własnej seksualności i płciowości podchodzić z miłością?

Warto wczytywać się w Boży zamysł wyrażający się w tym, że: „mężczyzną i niewiastą stworzył ich”. Warto też studiować teologię Jana Pawła II, chociaż studiowanie to niełatwe. Kolejny krok to poszukiwanie rzetelnej wiedzy na temat ludzkiej płciowości i seksualności, wiedzy dostosowanej do wieku i poziomu rozwoju osób poznających to zagadnienie. Sfera seksualna jest dziedziną, w której wyraża się szereg ludzkich trudności, np. problem masturbacji może być objawem lęku przed nawiązaniem relacji z osobą przeciwnej płci, lub napięcia związanego z niezaspokojoną potrzebą bliskości. Tłumiony i nieuporządkowany popęd seksualny mężczyzny może objawiać się agresją w stosunku do kobiet. 

Ważne, aby umieć odróżnić grzech od objawów pewnych problemów. Grzech w sferze seksualnej to akt podejmowany świadomie i dobrowolnie – mogę, ale nie muszę. Czym innym jest czyn podejmowany z silnym elementem przymusu – nie chcę tego robić, wstydzę się tego, postanawiam tego nie robić, a ciągle mi się to przydarza. W takim wypadku warto postawić sobie pytanie, czy nie jest to objaw jakiegoś nieuporządkowania w sferze emocjonalnej, a może grzech odnoszący się do innej sfery życia. Takie rozeznanie ma wpływ na przebieg sakramentu pojednania. Czasami czymś naturalnym staje się rozważenie korzystania z pomocy psychologicznej.

Byłbym bardzo ostrożny przy rozeznawaniu cudownej interwencji Boga w rozwiązywaniu naszych problemów. Łatwo pomylić Bożą łaskę, od poszukiwania drogi na skróty. W różnego rodzaju sytuacjach stawiam sobie pytanie, na ile udział np. w modlitwie wstawienniczej stworzył przestrzeń działania łaski, a na ile przyczynił się do zepchnięcia problemu w sferę nieświadomości.

Jak się w tym nie pogubić?

Seksualność trzeba czytać w kontekście płciowości. Natura ludzka jest skomplikowana, trzeba więc się jej nieustannie uczyć. A jeśli już na błędach, lepiej w tym przypadku na cudzych, niż na własnych. Człowiek dojrzały jest w stanie sobie radzić ze sferą seksualną. Po pierwsze nie wystawia się na bodźce, które go niepotrzebnie rozbudzają, a po drugie – nawet, jeśli jego seksualność zostaje nadmiernie rozbudzona, potrafi ją opanować.

Seksualność może być niebezpieczna. Kto może się uzależnić od „chorej miłości” i seksu? Jak to się objawia?

W uzależnieniach jest element przymusu. Wewnętrzny przymus w podejmowaniu aktów seksualnych, tworzeniu i trwaniu w określonych związkach to pierwszy poważny sygnał potencjalnego uzależnienia. Dalej ważne jest rozumienie dynamiki działania osoby uzależnionej. Najpierw naraża się ona na przeżywanie nadmiernego napięcia, po czym dąży do jego rozładowania w szkodliwy dla niej i otoczenia sposób. Jeśli reakcją, np. na lęk, jest podjęcie aktu seksualnego i jest to przymusowe, to mamy wskazanie na uzależnienie. Kolejny wskaźnik uzależnienia to zaniedbywanie z powodu przymusowych czynności, czyli np. aktów seksualnych, codziennych czynności takich jak: troska o zdrowie, relacje z innymi, pracę.

Jak wygląda sprawa współuzależnionych w małżeństwie, jeśli jedno z małżonków jest uzależnione np. od pornografii, masturbacji?

Kiedy uzależniony jest mąż, kobieta na pewno czuje się poniżona i gorsza jako kobieta, bo „przegrywa” z kobietą wirtualną. To ją upokarza i niszczy. Niestety, niekiedy wybiera to, za cenę bycia z mężem. Czasem uwikłanie w chory związek prowadzi do sytuacji paradoksalnej: z jednej strony doświadczenie zła, bólu, upokorzenia, a z drugiej uporczywe trwanie i wręcz obrona przed zmianą. Dlaczego? Dlatego, że aktualne cierpienie jest już znane, i okazuje się, że można w nim funkcjonować. W dodatku osoba współuzależniona nieświadomie zaczyna postrzegać świat jako pełen bólu i cierpienia. Wyrwanie się z chorego związku jawi się w tym kontekście jako zamiana jednego bólu na inny, z tym, że nieznany. I tak współuzależniony wybiera tragiczne trwanie w przestrzeni znanego sobie cierpienia. Uzależnienie jest więc konkretnym uwikłaniem w ból i cierpienie.

Kiedy następuje moment świadomości tkwienia w uzależnieniu?

Pomocnym bywa świat wartości i refleksja na ile możemy żyć tym, do czego jesteśmy przekonani. Pomaga porównanie jakości życia sprzed związku z jakością życia w związku, oraz pytanie dlaczego trwamy w tym, co ewidentnie nam szkodzi? Innym prowadzącym do zmiany czynnikiem, jest doświadczenie wyniszczenia w sferze fizycznej, emocjonalnej, społecznej. Mówiąc wprost, chodzi tu o utratę pracy, pieniędzy, bliskich relacji, chorobę. Z uzależnienia wyrywa fizyczny lub psychiczny ból. Zreflektowany ból sprawia, że ludzie sami zaczynają szukać pomocy.

Jak można pomóc?

Po pierwsze nie chronić przed konsekwencjami uzależnienia. Trzeba jednak przy tym pamiętać, że jeśli stawiamy wymagania z miłości i troski, to jest szansa na pozytywną zmianę, ale jeśli z zemsty – prowokuje to tylko agresję i popycha osobę uzależnioną do głębszego uzależnienia. Niestety, niekiedy nie da się pomóc inaczej, jak tylko poprzez separację. Z toksycznych związków trzeba po prostu odejść. Kościół, jak wiemy, dopuszcza separacje małżonków.

Jak radzić sobie z seksualnością w stanie samotności niechcianej?

W każdym zdrowym człowieku jest pragnienie czerpania z tego, co jakie daje bliskość i akt seksualny dwojga osób. W sytuacji samotności niechcianej, ważne jest przeżycie poczucia głębokiej niesprawiedliwości. Dojrzały wybór celibatu czy czystości w życiu konsekrowanym także jest okupiony cierpieniem, ale w stanie samotności niechcianej, ludziom trudniej jest zrozumieć „dlaczego?”. Trzeba więc to poczucie niesprawiedliwości zobaczyć w szerszym kontekście, że niesprawiedliwość nie dotyka tylko mnie, ale świat jest pełen różnych niesprawiedliwości, których doświadcza wielu ludzi. Nie chodzi tu o tanie pocieszenie, że inni mają gorzej. Chodzi o to, że świat po grzechu jest wypełniony obszarami cierpienia i niesprawiedliwości, z której ostatecznie może nas wyzwolić tylko Bóg. To On pomaga w akceptacji tego, czego nie da się zmienić oraz w zmianie tego, co zmienić można. Drugi wymiar – to doświadczenie niespełnienia jako kobieta czy mężczyzna. Wiele osób szuka substytutu spełnienia w aktywności społecznej czy religijnej. Jednak substytut rozczarowuje, ponieważ pozostaje tylko substytutem. U osób żyjących bez związku, mogą się pojawiać także trudności czy zaburzenia seksualne przechodzące w silne doświadczenie odrzucenia, dążenie do izolacji. Warto pamiętać, że niektóre przyczyny, które spowodowały niemożność wejścia w relację i założenia rodziny, można przepracować, co może zaowocować wejściem w zdrowy związek.

Jak o problemach z dziedziny seksualności mówić podczas spowiedzi?

W sakramencie pojednania bardzo ważne jest poczucie bezpieczeństwa. Jeśli doświadczenia osobiste zaowocowały obrazem Boga, który zagraża, spowiedź z grzechów czy trudności w sferze seksualnej, bywa bardzo trudna. Ważne, aby mówiąc w czasie spowiedzi o grzechach, nie wyrywać ich z kontekstu. Pewne trudności w spowiedzi mogą być bowiem związane z trudnościami w sferze wiary. Stąd też, tym lepiej będziemy czerpali z pomocy Boga w rozwiązaniu problemów seksualnych, im głębiej będziemy w Niego wierzyć i starać się Go poznać.

Zarówno spowiednik, jak i penitent powinni pamiętać, że uwalnianie się od grzechu jest procesem – nie dokonuje się w jednej chwili. Nikt nie może być pewien, że jeśli sobie obieca, że nie popełni jakiegoś grzechu, to na pewno nigdy więcej tego nie zrobi. Jeśli określone grzechy powtarzają się, warto zadbać o stałego spowiednika, który pozna kontekst i wskaże proces wychodzenia z grzechu. Np. u osób doświadczających kompulsywnego samogwałtu dochodzi do agresji względem siebie, więc trzeba przepracować korzenie tego działania z psychologiem, a kapłan ma podczas spowiedzi raczej towarzyszyć w procesie wychodzenia z grzechu i wspierać osobę w dobrym. Inne grzechy związane ze sferą seksualną mogą być objawem poglądu na życie czy lęku przed czymś, stąd potrzeba rozeznania – grzech, czy objaw. Z pewnych trudności wychodzi się stopniowo, ale są i takie, które trzeba po prostu przeciąć. Niekiedy nie da się zakończyć toksycznego związku, konkubinatu, czy zdrady metodą „małych kroków”.

Czy, skoro jesteśmy tak uwarunkowani, to trudno popełnić grzech ciężki w sferze seksualnej?

Jako spowiednik mogę powiedzieć, że spora część grzechów przeciw szóstemu przykazaniu, to wierzchołek góry lodowej – problem zazwyczaj tkwi o wiele głębiej. Czasem boli mnie, że to, co dokonuje się w konfesjonale, przypomina zamiatanie problemu pod dywan. Wiele rozmów rozpoczętych podczas spowiedzi należałoby kontynuować poza nią prosząc o pomoc kapłana, psychologa, terapeutę, przyjaciela. Warto o to zadbać, aby cieszyć się własną płciowością i seksualnością, aby w tych i poprzez te sfery doświadczać rozwoju i duchowego wzrostu. 

Biblioteka formacji
„Nieustannie stykamy się, jeśli nie poprzez doniesienia mediów, to we własnych kontaktach, z kryzysem wspólnoty. W pewnym momencie osoba uświadamia...
Napełnienie Duchem Świętym i doświadczenie żywej, radosnej wspólnoty chrześcijańskiej, jakie staje się udziałem wielu osób w grupach i wspólnotach...
Od czego zacząć? Czy od przypomnienia i ogólnego rozważania, że w drugiej połowie XX wieku i aż po dzień dzisiejszy, nastał kryzys w przystępowaniu...
Jednym ze środków rozwoju życia duchowego są sakramenty. Przez nie - przy pomocy znaków - widoczna staje się niewidzialna łaska, która spływa na...
Z o. Robertem Bujakiem SJ, rozmawia Agnieszka Strzępka. Agnieszka Strzępka: Po co człowiekowi spowiedź? Dlaczego may się spowiadać? o. Robert Bujak...
Newsy
Drodzy Liderzy, Animatorzy, członkowie grup modlitewnych i wspólnot Katolickiej Odnowy w Duchu Świętym! W związku z rozprzestrzenianiem się pandemii...
Nowa wizja funkcjonowania i współpracy Krajowego Zespołu Koordynatorów Katolickiej Odnowy w Duchu Świętym (KZK), przedstawienie bp Andrzeja...
"Duch Jezabel nie działa nigdy sam. Nie chce być łatwo rozpoznany, dlatego „współpracuje” z duchem podziału. Jeśli w jakiejś wspólnocie kościelnej...
„Narodziny Jezusa nie zapewniają uspokajającego ciepła w kominku, ale boski dreszcz, który wstrząsa historią. Boże Narodzenie to zwycięstwo pokory...
Zmarł Bp Bronisław Dembowski, wieloletni i wypróbowany Przyjaciel Wspólnot Odnowy w Duchu Świętym, delegat KEP dla Odnowy oraz świa dek powstającej...