fbpx

„Księża to mogliby już dać sobie spokój z tym wzywaniem ludzi do nawrócenia, a sami powinni się wziąć w garść i nawrócić. Niech w końcu przestaną innych upominać, a zrobią coś ze swoim życiem! Niech posłuchają tego, co mówi do nich Franciszek”... Kiedy to usłyszałem, momentalnie podniosło mi się ciśnienie, wziąłem głęboki oddech i chciałem coś powiedzieć. Jednak nie bardzo wiedziałem jak się zachować, bo oprócz Krzyśka (autora tych słów, studenta III roku informatyki) przysłuchiwali się temu jeszcze inni studenci, którzy sami podjęli temat. Siedziałem w studenckim pokoiku jak oniemiały. W końcu Kasia (studentka IV roku kosmetologii) powiedziała: „przestańcie już, bo ta rozmowa prowadzi donikąd. Księża księżmi, ale zdaje się że my też potrzebujemy nawrócenia”.  

Kasia wyciągnęła mnie z opresji. Zacięta dyskusja, a właściwie wypominanie księżom wszystkiego, co leżało tym młodym ludziom na sercu, przerodziła się w piękną rozmowę na temat nawrócenia. Kilkoma myślami z tego spotkania chcę się teraz podzielić! Nie będzie to więc systematyczny wykład o nawróceniu, ale parę niepoukładanych myśli duszpasterza akademickiego, które pojawiły się w mojej głowie na temat, którym rozpoczął swoje „pierwsze wystąpienie” Pan Jezus!

Zmiana myślenia
Było dla mnie dużym zaskoczeniem, kiedy po raz pierwszy usłyszałem na „jakimś” wielkopostnym kazaniu, będąc już klerykiem, że greckie słowo „metanoeite”, tłumaczone na język polski jako „nawracajcie się” powinno się tłumaczyć: „zmieńcie myślenie”. Jak to zmieńcie myślenie? Nie potrafiłem sobie tego w żaden sposób poukładać. Przecież jeśli robię coś złego, np. notorycznie kłamię, to co mam z tym zrobić? Wiem, że kłamię, że to jest złe, że tak nie powinienem robić. Jednak wiem też, że jestem tak słaby, że nie potrafię inaczej. Zawsze muszę coś dodać, coś zmyślić, coś przejaskrawić, coś dopowiedzieć. Powtarzałem sobie, że pójdę do spowiedzi, wyspowiadam się z kłamstwa i… od nowa, tzn. od nowa mogę kłamać. Co to znaczy, że mam zmienić myślenie? Po latach spowiadania się z mówienia nieprawdy, zobaczyłem, że ja nie tyle oszukuję ludzi, ale oszukuję siebie; zobaczyłem moją próżność i to, że chciałem być w centrum uwagi; zobaczyłem to, że chciałem, aby mnie podziwiono. Chciałem, aby widziano mnie jako człowieka, który ma zawsze coś do powiedzenia, któremu przydarzają się niezwykłe rzeczy. Zobaczyłem, że okłamuję samego siebie. Zrozumiałem, że kłamiąc, nawet w najbardziej błahych sprawach, oszukiwałem samego siebie. Kiedy zostawałem sam, bez ludzi, którym „opowiadałem bajki” stawałem przed sobą w całkowitej prawdzie i chciało mi się tylko płakać. Z czasem dotarło do mnie (zmiana myślenia), że przecież nie muszę nikomu udowadniać, kim ja to nie jestem! Zrozumiałem (zmiana myślenia), że nie muszę przed innymi być kimś wyjątkowym. Godząc się na to, żeby niczego w rozmowie z innymi nie dodawać, nie koloryzować, postanowiłem, że będę szczery, prawdomówny. Warto przyjrzeć się sobie i zobaczyć swoje myślenie, bo może się okazać, że naprawdę myślę „kiepsko”.

Boża perspektywa
Według ewangelisty Marka pierwszymi słowami Jezusa, były słowa: „Czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!”. Patrząc na tę wypowiedź Jezusa, bez głębszej analizy biblijnej tego fragmentu ewangelii, można powiedzieć, że zmiana myślenia (nawrócenie) ma polegać na tym, żeby żyć ze świadomością, że Królestwo Boże jest blisko, że Królestwo Boże jest pośród nas. To znaczy, żyć ze świadomością, że Jezus jest pośród nas. 

Możliwe, że jestem przyzwyczajony do jakichś zachowań, które są złe, jestem przywiązany do pewnych sposobów reagowania, odreagowania, których się wstydzę. Czuję, że coś jest nie tak. Jednak tłumaczę sobie: przecież nikt nie widzi, przecież to nikomu nie przeszkadza, ani nikomu nie szkodzi. A może warto pomyśleć, że Jezus jest przy mnie? On jest przy mnie wtedy, kiedy robię coś bardzo dobrego, pięknego. Ale On jest też przy mnie wtedy, gdy grzeszę. Nie idzie tu o to, aby się Go bać! Jezus nie chce byśmy się Go bali. Idzie o to, aby pozwolić Jezusowi na to, aby to On podpowiadał nam co jest dobre i piękne, co szlachetne i godne uwagi, aby On pomagał nam w dobrych wyborach. Ze względu na Jezusa, który jest przy mnie chcę się inaczej zachowywać. Ze względu na Jezusa nie będę sięgał po przysłowiowy kieliszek; ze względu na Jezusa nie będę oglądał pornografii; ze względu na Jezusa nie będę przeklinał. Taki sposób myślenia sprawia, że odnajduję najgłębszą motywację do zmiany postępowania. 

W Bożej perspektywie chodzi o to, aby ze względu na Jezusa inaczej żyć, aby się zmieniać. Potocznie mówiąc: ze względu na Jezusa chcę się nawracać! Ten sposób myślenia, sprawia, że wszystko staje się inne. Mało tego, uznając Jezusa Panem i Bogiem mojego życia, wiem, że to On pomoże mi się zmienić, to z Nim spróbuję powalczyć z tym, co mnie przytłacza i pognębia. Przecież Jezusowi zależy na mnie! To On ma moc i siłę. Przecież sam powiedział: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28). Wierząc, że Pan Jezus jest prawdziwym Bogiem mogę mieć pewność, że właśnie On mi pomoże zmienić to, czego sam nie potrafię zmienić. 

Zaproszenie
Aby to wyjaśnić, posłużę się prostym przykładem. Otrzymać zaproszenie to zaszczyt, a nie jakiś wielki ciężar. Trzymać w ręku zaproszenie na jakieś spotkanie, to naprawdę cieszy i bardzo wiele mówi. Co takiego? A choćby to, że dla tego, kto mnie zaprasza, jestem ważny; on chce bym w tym szczególnym dniu był razem z nim. Być zaproszonym to naprawdę zaszczyt. Doświadczenie pokazuje jednak, że niektórzy zaproszenie rozumieją zupełnie inaczej. Zdaje się, że naprawdę błędnie. Przykład: dostajemy od znajomych zaproszenie na ślub. Nie jesteśmy przyjaciółmi, ale wiele lat się znamy, znają się nasi rodzice, łączy nas wspólna praca i zainteresowania. Okazuje się, że zamiast radości i wdzięczności za zaproszenie, pojawiają się myśli: „Może oni oczekują od nas czegoś szczególnego? Może nie warto wchodzić z nimi w bliższe relacji, bo i my będziemy musieli kiedyś ich zaprosić”. No cóż, takie jest życie. Okazuje się, że również wezwanie do nawrócenia, zaproszenie do zmiany myślenia, można odczytywać jako coś co ma podwójne dno, jako coś strasznego, jako atak na siebie, na swoją wolność. Nic bardziej błędnego.

Żywa wieź z Bogiem 
Zaproszenie do nawrócenia, zaproszenie do zmiany myślenia, polegające na tym, aby uwierzyć, że Bóg jest blisko, że On chce mojego dobra, jest zaproszeniem do żywej relacji z Nim. Warto uzmysłowić sobie, że modlitwą, którą tysiące księży, osób konsekrowanych i wielu świeckich rozpoczyna każdy dzień, jest Psalm 95. Przysłuchując się tej modlitwie i uznając, że jest to modlitwa całego Kościoła, widać, że jesteśmy zaproszeni, aby przychodzić do Boga („przystąpmy z dziękczynieniem przed Jego oblicze”), aby z podniesioną głową być przed Nim („radośnie śpiewajmy Mu pieśni”), aby wyznawać wiarę, że On jest Stwórcą całego świata, a my jesteśmy Jego własnością („zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył; albowiem On jest naszym Bogiem, a my ludem jego pastwiska”). 

Przyjmując przez wiarę, a także rozumem, że Kościół tak właśnie się modli, uznajemy jako wierzący, że jesteśmy zaproszeni do osobistej, żywej więzi z Bogiem. Dość popularnym, znanym i często cytowanym w różnych katolickich gremiach psalmem, jest Psalm 127, w którym widać jasno, że wszelkie dobro pochodzi od Boga: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą… Oto synowie są darem Pana, a owoc łona nagrodą…”. Widząc, że żywa więź z Bogiem jest czymś pięknym, jest czymś, co przynosi szczęście i dobro, warto pójść za zaproszeniem do nawrócenia i odpowiedzieć nań z ochoczym sercem. Bez ociągania! Życie jest za krótkie, aby dłużej czekać!

Wezwanie do pokuty
Poza sakramentem pokuty i pojednania, słowo „pokuta” praktycznie jest nieużywane. Mało tego, dość często kojarzy się ono ze stanem emocjonalnym osoby. Można tu wymienić: umartwienie, ból, rezygnacja, smutek, cierpienie. Owszem postawa pokutna zakłada umartwienie, rezygnację, itd., ale ogromnie ważnym jest powód dla którego tak się czuję, tak coś przeżywam. Otóż w nawróceniu główną, jeśli nie jedyną, motywacją postawy pokutnej jest moja relacja z Bogiem, a właściwie relacja, którą odrzucam, którą lekceważę, o którą nie dbam. Ze względu na to, że zawiodłem Boga; ze względu na to, że zlekceważyłem Jego przykazania; ze względu na miłość, którą objawił przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, chce mi się płakać, boli mnie serce. Bóg tyle dla mnie zrobił, a ja tego nie przyjąłem. Bóg mnie zbawił, a ja owoce zbawienia roztrwoniłem. Widząc to uznaję moją winę (w trakcie Msze mówimy: „moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”). 

Dopiero uznając swoją winę jestem gotowy do podjęcia pracy nad sobą. Ktoś może powiedzieć, że nawrócenie i łzy pokutne są łaską. Tak, to jest prawda, ale nie można czekać, aż przyjdzie ona nie wiadomo kiedy. Bóg pozwolił nam się już z Nim spotkać i dał się poznać. Możliwe, że w tym miejscu (myślę o braku uznania winy), tkwi przysłowiowy szkopuł, który sprawia, że w moim życiu  nic się nie dzieje, nie wzrastam. Warto się temu przyjrzeć.

Niekończący się proces! 
Pamiętam, jak mając dziewiętnaście lat usłyszałem, po raz pierwszy głęboko w sercu, że Bóg mnie kocha, że nie muszę na Jego miłość zasługiwać. Kiedy prawda o Bożej miłości wypełniła moje serce, zobaczyłem wszystkie moje grzechy. Zobaczyłem, że jestem grzesznikiem. Tego nikt nie musiał mi mówić! Od tego czasu minęło ponad dwadzieścia lat, a ja ciągle jestem grzesznikiem. Ratunkiem dla mnie jest Jezus. On mnie podnosi, On daje mi nadzieję, On nie tyle czeka na mnie, ale nieustannie idzie w moją stronę, wypatrując mojego powrotu. 

Człowiek nawrócony, to człowiek, który niestety dalej popełnia grzechy, natomiast wie i chce z pomocą Bożą powstawać ze swoich upadków i zaczynać od nowa. Im dłużej jest się we wspólnocie, tym więcej swoich słabości człowiek widzi. Patrząc na wielkich świętych, należy uznać, że nawrócenie jest procesem, który nie ma końca, tzn. jesteśmy „skazani”, w znaczeniu zaproszeni do tego, aby kochać Boga, a kiedy upadamy, zaraz do Niego powracać. Czy nie jest to podobne do relacji małżeńskiej? Małżonkowie naprawdę siebie kochają, a  jednocześnie bardzo siebie ranią. Wiele razy słyszałem, że tylko ludzie, którzy siebie bardzo kochają, bardzo też siebie ranią. Zależy im na sobie, są sobie bliscy. Codzienność jednak daje wiele okazji do zranień, ale daje też wiele możliwości, aby na nowo zbliżyć się do siebie, aby sobie przebaczyć. 

Sekretem szczęścia małżeńskiego, powiedzieli mi kiedyś moi przyjaciele, będący prawie dwadzieścia lat małżeństwem, jest nieustanne przebaczanie sobie. Coś w tym jest. Czy nie jest też podobnie w relacji z Bogiem, który jest miłością? Chcąc dojrzewać w miłości należy uznać, że nie zmienię swojego życia raz na zawsze. Decydując się na życie z Bogiem, uznając swoją grzeszność, muszę zgodzić się z tym, że codzienność jest dla mnie sposobnością do okazywania Mu mojej miłości, a także do proszenia Go o wybaczenie. Papież Franciszek prosto napisał: „Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem nam; to nas męczy proszenie Go o miłosierdzie” (EG 3).

Radość z powrotu
Ci, którzy doświadczyli w swoim życiu przebaczenia ze strony kogoś bliskiego (męża, żony, szefa w pracy, itd.), wiedzą jaka to wielka ulga. Usłyszeć: „przebaczam ci”, to wielka radość, która daje możliwość zbliżenia się do drugiej osoby, a także stwarza okazję do tego, aby się zrewanżować, tzn. okazać zaufanie i życzliwość temu, kto mi przebaczył. Jeśli tak jest w życiu codziennym, to czemu nie mogłoby tak być w mojej relacji z Bogiem. Ta relacja też jest przecież codzienna, też jest życiowa. Zranienia są wpisane w nasze życie. Raz ja kogoś ranię, innym razem ktoś mnie rani. Tak już jest. Czy między uczniami Jezusa (na kartach ewangelii) nie było nieporozumień? Czy apostołowie byli zawsze we wszystkim zgodni?

Moja serdeczna więź z Bogiem konfrontowana jest z moją małością, egoizmem i słabościami. Jeśli następuje zerwanie tej więzi, to tylko i wyłącznie z mojego powodu. Nadzieją jest to, że Bóg się ode mnie nie odwraca. Święty Paweł zapewnia o tym, że nic i nikt nie może mnie odłączyć od miłości Boga, która jest w Panu Jezusie (por. Rz 8, 38-39). Mając świadomość, że żaden grzech, żadna niewierność nie sprawi, że Bóg się ode mnie odwróci, wiem, że mogę zawsze do Niego przyjść, wiem, że On mnie przygarnie, że okaże mi swoje wielkie miłosierdzie. Jeśli tak jest, to dlaczego nawrócenie kojarzy się ze smutkiem, wstydem i bólem? A może nasze myślenie na ten temat jest nieprawdziwe? 

Pewnego dnia przy spowiedzi (ja się spowiadałem), usłyszałem od spowiednika: „a co teraz będziesz robił”? Byłem trochę zakłopotany, bo się spieszyłem na jakieś spotkanie. A on powiedział: „zanim wyjdziesz z kościoła, uklęknij na chwilkę i uciesz się tym, że Pan dał Ci nowe serce”! Uciesz się przebaczeniem! Nawracając się mam jeden z największych powodów do radości i za to chwała Panu, bo to Jego zasługa!

Z pewnością coś pominąłem w tym rozważaniu, ale nie było moim celem to, aby napisać studium na temat nawrócenia, ale podzielić się tym, co Pan Jezus pozwala mi rozumieć, i czym próbuję żyć. Na koniec przywołam słowa papieża Franciszka; słowa, którymi rozpoczął Evangelii Gaudium: „Radość Ewangelii napełnia serca oraz całe życie tych, którzy spotykają się z Jezusem. Ci, którzy pozwalają, żeby ich zbawił, zostają wyzwoleni od grzechu, od smutku, od wewnętrznej pustki, od izolacji. Z Jezusem Chrystusem rodzi się zawsze i odradza radość" (EG 1). Można śmiało powiedzieć, że wezwanie do nawrócenia jest zaproszeniem do radości! 

 

Autor: ks. Eugeniusz Ploch
Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym 2015 

 

Twoje konto w Bibliotece Formacji

Nie masz aktywnych subskrypcji

Dostępne subskrypcje

Dostęp do 10 filmów formacyjnych przygotowanych dla uczestników Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego.
Średni czas trwania jednego filmu to ok. 1h 10min.

Dostęp (odczyt) do materiałów formacyjnych przygotowanych na potrzeby Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego. W skład materiałów wchodzi Wstęp do SUW (jak dobrze przeżyć seminarium) oraz rozważania na każdy dzień (10 tyg,) dostosowane do konferencji wideo.

Biblioteka formacji
To tytułowe zdanie stało się hasłem reklamowym naszej poradni małżeńskiej. Któregoś dnia jedna z osób przechodzących koło samochodu, na którego...
„Przeto oddani posługiwaniu zleconemu nam przez miłosierdzie, nie upadamy na duchu” (2 Kor 4,1) Pewnego wieczoru w Londynie dwóch mężczyzn...
Ewangelie i Listy Apostolskie uczą, że braterskie napominanie w relacjach między chrześcijanami jest czymś właściwym, a nawet w większości...
I - otwartość na Ducha Świętego , tzn. pozwolić Mu się pochwycić i prowadzić (kryterium, które jest zasadnicze do rozeznawania, na ile jestem...
Utrzymująca się w Polsce wysoka liczba powołań do kapłaństwa - za łaską Bożą - sprawia, że Kościół w naszym kraju dysponuje stosukowo dużą liczbą...
Newsy
Dzisiaj w Częstochowie miało miejsce spotkanie zespołu inicjującego powstanie Krajowych Służb Komunii CHARIS (CNSC). Spotkaniu przewodniczył bp...
W Lublinie odbyły się pierwsze Ogólnopolskie Warsztaty Projekt Woda Żywa . Celem warsztatów było przygotowanie wspólnot Odnowy do prowadzenia...
W piątek i w sobotę 19-20 czerwca 2020r. w Borzęcinie Dużym odbyło się spotkanie Krajowego Zespołu Koordynatorów (KZK) Katolickiej Odnowy w Duchu...
Aktualizacja (zapisy na seminarium bedą odbywać się przez Bibliotekę formacji) Zapraszamy serdecznie do postawienia kolejnego kroku wiary, jakim...
Drodzy Pasterze, Liderzy i członkowie wspólnot Katolickiej Odnowy w Duchu Świętym w Polsce! Przeżywany przez nas czas jest inny niż dotąd. W naszych...