Co oznacza być wzorem dla kogoś? Zapewne to, że ten „ktoś” chce robić to co „wzór”, ubierać się jak „wzór”, naśladować go. Zanim człowiek odnajdzie swój sposób budowania relacji z ludźmi, przygląda się tym, którzy go otaczają. Najpierw są to rodzice, rodzeństwo. Potem spotyka rówieśników. Styka się z osobami, które zaczynają mu imponować, które chciałby naśladować. I zaczyna to robić. Na różne sposoby upodabnia się do nich. W życiu duchowym jest podobnie. Szukamy osób, które pokazałyby jak poznać Boga, jak Go pokochać, jak stać się Jego dzieckiem. Pierwszym, którego mamy naśladować jest Jezus Chrystus - Syn Boży, który w najpełniejszy sposób ukazał kim jest Bóg. Czasami jednak droga do poznania Boga, do zbudowania z Nim osobistej relacji wiedzie przez poznawanie życia świętych, a wśród nich życia Tej, którą nazywamy Matką Najświętszą – Maryi. Dobrze jest popatrzeć jak Matka Boża uczy podążania za Bogiem. Ona ma być dla nas - jak zaznacza papież Benedykt XVI - przykładem i inspiracją. Ona – Pierwsza Chrześcijanka pokazuje, jak być prawdziwie chrześcijaninem.

Chrześcijanin to przecież ten, który żyje w Duchu Świętym. Można śmiało powiedzieć, że tylko ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi (Rz 8,140. To dzięki łasce chrztu św. człowiek zostaje ogarnięty Duchem Świętym i wtedy zostaje zapoczątkowane życie Boże. Mogą się w tym miejscu rodzić pytania: Co zatem znaczy „żyć w Duchu Świętym”? Jakie warunki stworzyć, aby Duch Święty mógł działać? Pierwszym warunkiem jest zrobienie miejsca w sercu dla Niego, a zatem zadbanie o to, by serce było czyste, wolne od grzechu i wszystkiego, co jest przeciwne Bogu. Nieodzowne jest też otwarcie na obecność i działanie Bożego Ducha w nas. I wreszcie potrzebna jest współpraca, zaangażowanie woli w relację z Duchem Świętym. Maryja realizowała te trzy warunki w sposób najdoskonalszy. 

Czystość serca

W życiu Maryi ta czystość zrealizowała się w pierwszym rzędzie przez dar Niepokalanego Poczęcia –niezwykłej łaski działania Ducha Świętego, oznaczającej wolność od grzechu pierworodnego połączonej z pełnią łaski, jak również przez dodaną przez Nią, również z pomocą Ducha, całkowitą bezgrzeszność. Warto tu zaznaczyć, że czystość duszy nie była dla Maryi czymś, co „spadło z nieba”, ale widać, że musiała Ona współpracować z Bogiem. To, że była zachowana od grzechu pierworodnego ze względu na przyszłe zasługi Jej Syna (por. KKK 508) nie oznaczało, iż, nie była narażona na pokusy szatana. Można tu przywołać historię Pierwszych Rodziców. Oni byli stworzeni przez Boga jako czyści i nieskalani. A jednak w obliczu pokusy – poszli za podszeptem złego ducha. Maryja doświadczała pokus jak każdy z nas, ale żadnej z nich nie uległa. Nie można zatem powiedzieć – jakiż to wzór, Jej było łatwiej.

Jaki stąd wniosek dla nas? Choć nie jesteśmy niepokalanie poczęci, jednak przez chrzest św. zostaliśmy uwolnieni od grzechu pierworodnego i napełnieni łaską. Zostaliśmy zanurzeni w Mękę i Śmierć Jezusa Chrystusa, aby razem z Nim powstać do nowego życia. Czystość serca została nam dana. Inna rzecz, co człowiek robi z tym darem. Kto z nas może powiedzieć: „nigdy nie popełniłem żadnego grzechu”? Co zatem oznacza naśladowanie Maryi w dbaniu o czystość serca? Ks. Marian Piątkowski zauważa, że „nasze podobieństwo do Maryi w bezgrzeszności, to zdecydowana walka z grzechem śmiertelnym, by żyć w stanie łaski uświęcającej, oraz z grzechami powszednimi i złymi skłonnościami”. Kościół daje narzędzia, które pomagają przygotować miejsce dla Ducha Świętego, aby mógł w nas zamieszkać, jak zamieszkał w Matce Bożej. Są nimi sakramenty. Szczególnie te dane „na co dzień”, a więc Eucharystii oraz Pokuty i Pojednania. Również modlitwa osobista i wspólnotowa pozwala Bogu oczyszczać serce człowieka i otwierać je coraz szerzej na Jego obecność.

Otwarcie na Ducha Świętego

Drugim elementem potrzebnym, by prawdziwie żyć Duchem Świętym jest otwarcie serca. W życiu Maryi owa otwartość zaczyna realizować się już przy Zwiastowaniu, kiedy wyraża Ona swoją zgodę na Boże plany i całkowicie oddaje się Bogu, by mogło dokonać się Wcielenie. Jak zaznacza Następca św. Piotra, Benedykt XVI „to Duch Święty dał jej siłę i odwagę do dania odpowiedzi na Boże wezwanie. To Duch Święty był Tym, który ją wspomógł w zrozumieniu wielkiej tajemnicy, która zaczynała się przez nią wypełniać. To wreszcie Duch Święty otoczył ją swoją miłością i uczynił ją zdolną do poczęcia w swoim łonie Syna Bożego”. Maryja pozostaje przez całe swoje życie otwarta na działanie Ducha Świętego i w Nim zanurzona, nieustannie wskazuje na swojego Syna. Widać to z kiedy spieszy do krewnej Elżbiety, aby jej pomóc. Także na weselu w Kanie pierwsza zauważa brak i mówi: uczyńcie wszystko, cokolwiek mój Syn wam powie (por. J 2,5). Również w Wieczerniku, czuwa z uczniami i uczy ich, jak otwierać się na Moc z Wysoka.

Każdy człowiek doświadcza takich momentów w swoim życiu, kiedy Bóg przychodzi z propozycją udziału w historii zbawienia, pójścia za Jego wolą. Oznacza to niejednokrotnie pozostawienie swoich wizji na życie, rezygnacji z własnych planów. Do tego potrzebne jest zaufanie Bogu i wiara w to, że Bóg widzi lepiej i chce zapewnić człowiekowi przyszłość jakiej on oczekuje (por. Jr 29,11). W takich chwilach Maryja staje jako Nauczycielka. Wszak Ona doświadczyła rozterek podczas rozmowy z Aniołem przy Zwiastowaniu. Powiedziała „tak”, niejako całe swoje życie stawiając na Boga. Co więcej, w jakiś sposób również życie Józefa, Jej męża. Nie radziła się świata, ale pozostała otwarta na natchnienia Bożego Ducha. Trudne chwile przychodziły też w czasie życia ukrytego w Nazarecie, podczas publicznej działalności Jej Syna Jezusa, pod krzyżem. Przez to może jest człowiekowi bliższa i łatwiej do Niej zwracać się w modlitwie niż bezpośrednio do Ducha Świętego. Warto pamiętać, że otwartość na Boga domaga się „zrobienia czegoś” z łaską, która zostaje dana. Nie wystarczy bierne patrzenie, ale potrzebna jest zgoda człowieka i współpraca z Bogiem.

Współdziałanie z Duchem Świętym

W życiu Maryi możemy zobaczyć, jak pozwalała się prowadzić i współpracowała z Duchem Świętym, nie tylko przy Zwiastowaniu. Do końca swego ziemskiego życia w tajemniczy sposób była z Nim złączona. Nie przypadkowo jest nazywana Oblubienicą Ducha Świętego. Ta szczególna więź trwa także w niebie. I jak zauważył papież Benedykt XVI, „w życiu Maryi było wiele trudności, z którymi musiała się zmierzyć, a które były prostą konsekwencją „tak” wypowiedzianego Panu. Przechodząc różne próby, wspierana Duchem męstwa, pozostała jednak wierna swojej obietnicy. I za to została nagrodzona chwałą”.  Jest dla człowieka przykładem jak podążać ścieżkami Ducha. 

Duch Święty, przychodząc do człowieka przynosi łaskę i konkretne dary. Współpraca z Nim oznacza używanie tych darów, jakie człowiek od Niego otrzymał. Dla własnej świętości i dla budowania Kościoła. Trzeba wręcz troszczyć się o dary duchowe, jak zachęca św. Paweł. Maryja uczy, jak to robić. Ona, która sercem przyjmowała Słowo Boże i zachowywała, pokazuje jak korzystać z tego obdarowania w prostocie życia codziennego. Serafino Falvo podkreśla, że „podobnie i my powinniśmy zaakceptować z radością i wdzięcznością dary Ducha Świętego, nie odrzucać ich pod pretekstem fałszywej pokory, ale gdy je otrzymamy – posługiwać się nimi z prostotą serca, z ogromną pokorą i dystansem do samych siebie. Tak czyniła Maryja”. Łatwo zapomnieć, że współpraca z Duchem nie jest od święta, ale na co dzień. Życie w Duchu zapoczątkowane w chrzcie św. jest dynamiczne, domaga się nieustannej wrażliwości na natchnienia, tworzenia przestrzeni by móc usłyszeć głos Boga, rozpoznać , przyjąć i współdziałać z łaską.

Zamiast pointy

Trzeba zauważyć, że nieprzypadkowo, szczególnie w teologii prawosławnej, Maryja nazywana jest Niosącą Ducha. Oznacza to, że gdzie Ona jest obecna, tam też przychodzi Duch Święty. Warto w swoim codziennym życiu zwracać się do Niej. Wszak nieprzypadkowo pod krzyżem Jezus dał Ją za Matkę każdemu, kto będzie szedł Jego śladami. Warto patrzeć na Nią i zachwycić się tym, jak Ona odpowiedziała na Boże wezwanie i była wierna bez względu na konsekwencje. Patrzeć jak zareagowała chociażby na to, co usłyszała od Symeona o mieczu, który przeniknie Jej serce. Towarzysząc Jej w poszukiwaniu dwunastoletniego Jezusa warto zastanowić się, co mogła wtedy czuć. Nie sposób zapomnieć o Jej obecności pod krzyżem Jezusa i tym, jak patrzyła na śmierć Jedynaka. Ona była też, tam gdzie rodził się Kościół, czuwała z Apostołami i wołała o Ducha Świętego. Ona jest także dziś w Kościele, by uczyć swoje dzieci, jak współpracować z Bogiem. Jak prawdziwa Matka troszczy się ich o życie duchowe. I nie trzeba obawiać się, że Ona zasłoni Jezusa, zajmie miejsce Ducha Świętego. Ona zanurzona w Duchu Świętym wskazuje na Jezusa, który jedynie może doprowadzić do Ojca. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie: Jaka jest moja relacja z Maryją? i zwrócić się do Niej w modlitwie:

Błagam Cię, Najświętsza Panienko,

bym sam od tegoż Ducha, który sprawił, żeś porodziła Jezusa,

mógł przyjąć Jezusa.

Oby ma dusza przyjęła Jezusa przez tego Ducha, który sprawił,

że Twoje ciało poczęło tegoż Jezusa (…).

Obym ukochał Jezusa w tym Duchu,

w którym Ty sama adorujesz Go jako swego Pana

i kontemplujesz Go jako swego Syna”

(św. Ildefons z Toledo, zm. 667 r.)

 

W artykule wykorzystano fragmenty:

- M. Piątkowski: Duch Święty a Maryja – Boże Arcydzieło, [w]: Maryja Matką Odnowy w Duchu Świętym, J. Kozłowski (red.), Łódź 1999, ss. 87-100..
- Benedykt XVI:Rozważanie przed modlitwą Anioł Pański 20 lipca 2008, Światowy Dzień Młodzieży w Sydney.
- S. Falvo: Godzina Ducha Świętego, Łódź 2007 (szczególnie rozdział 9: Z Maryją w Wieczerniku, ss. 169-176). 

Kościół czci Maryję jako Matkę Bożą od prawie od początku swego istnienia. Kult maryjny posiada bogate dzieje i długą tradycję. Niejednokrotnie Maryję przedstawiano w sposób wybitnie wyidealizowany, jako niedościgły wzorzec cnót. Przesadne formy kultu niekiedy wywoływały spory i zgorszenie, szczególnie u naszych braci protestantów. Po Soborze Watykańskim II Papież Paweł VI zwrócił uwagę, że należy dokonać pewnej zdrowej reformy kultu maryjnego. Z tego powodu w 1974 roku opublikował adhortację apostolską Marialis cultus, w której zawarł kilka zasad i wskazówek, jak powinien być sprawowany i odnowiony kult Najświętszej Maryi Panny w Kościele. Jedna z tych dróg odnowy nazywana jest przez teologów drogą antropologiczną, to znaczy należy przybliżyć współczesnemu chrześcijaninowi Maryję jako wzór człowieka wierzącego.

W oddawaniu czci Najświętszej Dziewicy należy starannie zwrócić uwagę na osiągnięcia myśli, które są pewne i potwierdzone przez naukę o człowieku. Przyczyni się to bowiem do usunięcia jednej z przyczyn trudności napotykanych w oddawaniu czci Matce Pana, to znaczy różnicy pomiędzy niektórymi treściami tej czci a dzisiejszymi poglądami antropologicznymi i sytuacją psychologiczno-społeczną, gruntownie zmienioną, w jakiej żyją i działają ludzie naszych czasów. Dostrzega się bowiem, iż trudno jest włączyć obraz Dziewicy - jaki wyłania się z pewnego typu pobożnej literatury - w dzisiejsze warunki życia, a w szczególności w warunki życia kobiety: czy to we wspólnocie rodzinnej, w której prawa i postęp obyczajów słusznie przyznają jej równość z mężem i władzę w kierowaniu życiem rodzinnym; czy w dziedzinie politycznej, w której w wielu krajach zyskała możność włączania się w sprawy publiczne tak samo jak mężczyźni; czy w dziedzinie społecznej, gdzie rozwija ona swoją działalność na różnych stanowiskach, z każdym dniem coraz bardziej wychodząc poza wąską wspólnotę rodzinną; czy w dziedzinie nauki, gdzie daje się jej nowe możliwości badania naukowego i sukcesu intelektualnego. Następstwem tego u niektórych jest pewna niechęć do kultu oddawanego Dziewicy oraz trudność w wyborze Maryi Nazaretańskiej jako wzoru, ponieważ granice Jej życia - jak powiadają wydają się ciaśniejsze w porównaniu z rozległymi terenami działalności dzisiejszego człowieka. (MC 34)

Papież Paweł VI przypomina również, że Kościół stawiał Maryję za wzór nie dlatego, że życie jej było pełnie niezwykłych i bohaterskich czynów dokonanych w specjalnych okolicznościach społeczno-historycznych, ale dlatego, że w swoim zwyczajnym życiu przylgnęła całkowicie i z poczuciem odpowiedzialności do woli Bożej (Łk 1, 38). Maryja dała przykład, jak należy przyjmować Słowo Boże  i jak należy działać i służyć z miłością Bogu i człowiekowi. W tym Maryja jest pierwszą Uczennicą swego Syna (MC 35). Maryja uczy dzieci Boże jak słuchać Słowa, jak odpowiadać na nie modlitwa i jak można płodnie działać, zachowując swoje dziewicze serce oddane tylko jednemu Oblubieńcowi (MC 16-19). Jako uczennica Maryja jest wyjątkowa w swojej zwyczajności. Dobry uczeń zawsze jest otwarty na swojego mistrza, każde jego słowo zapisuje w swoim sercu i swoim umyśle i co najważniejsze, tak zdobytą wiedzę nieustannie potwierdza swoim postępowaniem. Przyjrzyjmy się, w jaki sposób Maryja spełnia wszystkie warunki bycia uczniem Chrystusa.

Maryja słucha Słowa

Od samego początku Maryja ukazuje się nam jako ta, która jest uważnie wsłuchana w Słowo Boże. Bez wiary wynikającej z dobrej znajomości Pisma św. Maryja nie byłaby w stanie przyjąć i zgodzić się na Tajemnicę Wcielenia. Scena Zwiastowania opisana przez św. Łukasza (Łk 1,26-38) jest umiejscowieniem Maryi w postawie doskonałego ucznia. Tajemnica Wcielenia jest najpełniejszym i najbardziej wzniosłym przejawem otwarcia się Maryi na Słowo Boże. W scenie Zwiastowania widzimy Maryję, która została zaproszona do dialogu ze Stwórcą. Stosownie do świadomości tego szczególnego zadania, Maryja czynnie i w wolny sposób zgadza się nie na jakąś przypadkową sprawę, lecz na wydarzenie wieków – Wcielenie Słowa stając się Bożą Rodzicielką (MC 37).

Maryja, reprezentując cały naród wybrany, jest ucieleśnieniem Nowego Izraela – w imieniu całego narodu przyjmuje obietnicę mesjańską. W ten sposób Bóg powraca, aby zamieszkać wśród swojego ludu w Maryi – córze nowego przymierza. Swoim „fiat” Maryja wypełnia akt wiary, nie tylko osobistej, ale także społecznej. Słowo „tak” Maryja wypowiada w imieniu nie tylko osobistym, lecz w imieniu całego Izraela, w imieniu całej ludzkości, która uwierzy w Jej Syna. To czego nie udało się zrealizować Izraelowi z powodu jego niedowiarstwa i nieposłuszeństwa, Maryja wypełnia swoją wiarą i posłuszeństwem. Jak stary Izrael miał początek w akcie wiary Abrahama, tak nowy Izrael ma swój początek w akcie wiary Maryi. Wiara wyrażona przez „tak” wobec Chrystusa niejednokrotnie zawiera w sobie bezradność i poddanie się nie zawsze zrozumiałej dla człowieka Bożej woli. Jedynym rozwiązaniem jest przyjęcie i zaakceptowanie wszystkiego, a następnie rozważanie tego w sercu. Taka jest postawa Maryi. Stając się Matką Boga odpowiedziała Jego wysłannikowi: „Oto ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według Twego słowa” (Łk 1,38). Maryja przyjęła Słowo z całym zaufaniem jako prawdę, mimo, ze wszystkie okoliczności zewnętrzne przemawiały przeciw temu.

Przyjęcie Słowa Bożego dla Maryi oznacza wejście na drogę naśladowania Jej Syna. Pozostaje z nim pomimo smutku, bezradności i niezrozumienia. Maryja poświadcza tym samym, że wiara to coś więcej niż ufne przyzwolenie serca. Nabiera ona pełnego wyrazu wówczas, gdy okazuje się wymagająca i gdy skłania nas do pozostania przy Chrystusie we wszystkich możliwych sytuacjach życiowych, z niezrozumieniem i cierpieniem włącznie. Poprzez swoje przylgnięcie i wsłuchanie się w Jezusa Maryja stała się niepowtarzalną współpracownicą Boga w dziele zbawienia. Pozostaje ona do dziś wyjątkowym i niezwykle cenionym świadkiem swojego Syna.

Wychowując swego Syna Maryja odbyła prawdziwą pielgrzymkę wiary, począwszy od Zwiastowania, przez Narodziny do Zmartwychwstania i Zesłania Ducha Świętego. Sama będąc opiekunką Jezusa stała się Jego wierną uczennicą. Jezus wychowywał swoją Matkę w oparciu o doświadczenie swego cnotliwego życia, według następujących reguł: miłości Boga i ludzi, pobożności, dobroduszności, dobroci, pokoju, pokory i cierpliwości, szacunku i posłuszeństwa wobec rodziców, postu modlitwy i dobrych uczynków. Chrystus Pan nauczał tego najpierw przez czyny potem przez swoje słowa. Maryja była więc od początku prawdziwą uczennicą swego Syna, prawdziwą Matką wiedzy i Córką nadziei, ponieważ nie patrzyła na Niego w sposób ludzki, jak na zwykłego człowieka, lecz służyła Mu z szacunkiem jako Synowi Bożemu i przyjmowała jego słowa jako słowa Boga.

W Nazarecie, mając stały kontakt z dorastającym Jezusem, starała się zgłębić Jego tajemnicę, chciała poznać i jednocześnie odkryć głębsze znaczenie Jego obecności. W postawie kontemplacji i adoracji wsłuchiwała się w każde słowo, w każdy gest swego Syna, a nade wszystko w sposób doskonały wypełniała objawione zamiary Boże. Idąc za Jezusem i słuchając Jego słowa, Maryja wzrastała w wierze. Obcując codziennie z niewypowiedzianą tajemnicą Boga, który stał się człowiekiem, sama jako pierwsza zalicza się do grona tych ubogich i „prostaczków”, o których Jezus mówił błogosławiąc Ojca za to, że „że zakrył te rzeczy przed mądrymi, a objawił je prostaczkom” (Mt 11,27). (Jan Paweł II, Encyklika Redemptoris Mater, nr 17)

Maryja odpowiada na Słowo

W życiu Maryi usłyszane Słowo Boże spontanicznie przemienia się w czyn. Po Zwiastowaniu widzimy jak Maryja pośpiesznie udaje z pomocą do swojej krewnej Elżbiety (Łk 1,41-45). Potem ukazuje się nam w momencie narodzenia, gdy już jako Boża Rodzicielka, w rozradowaniu okazuje pasterzom i magom swojego pierworodnego Syna. W świątyni Jerozolimskiej złożywszy dar ubogich, usłyszała od Symeona, że Jezus będzie znakiem sprzeciwu, a jej duszę przeniknie miecz, aby wyszły na jaw zamysły serc wielu (Łk 2, 34-35). Następnie po raz kolejny spotykamy Maryję w świątyni, gdy po skończonych uroczystościach Święta Paschy odnajduje zagubione i z bólem szukane Dziecię Jezus, zajęte tym, co było Jego Ojca (KK 57).

Św. Jan ukazuje Maryję się na początku działalności publicznej swojego Syna. Na weselu w Kanie Galilejskiej zaznacza Ona swoją obecność w sposób bardzo wymowny. Przejęta litością nad zaniepokojonymi małżonkom spowodowała swym wstawiennictwem początek znaków Jezusa Mesjasza. Od tej chwili Błogosławiona Dziewica, podobnie jak inni uczniowie idzie w pielgrzymce wiary. Jednak jest od nich doskonalsza i swoje zjednoczenie z Synem utrzymała wiernie aż po Krzyż (KK 58).

W sposób wolny i odważny poświęciła się miłości Boga. Nie poddawała się biernie sprawom i kolejom losu. Nie była również kobietą ulegającą jakiejś wyobcowującej religijności. Przeciwnie odważnie obwieściła, że Bóg jest obrońcą ludzi słabych i uciskanych, i że składa z tronu mocarzy świata (Łk 1, 51-53). Maryja jako dzielna niewiasta doświadczyła ubóstwa i cierpień, pośpiesznej ucieczki do i wygnania (Mt 2,13-23), a co najważniejsze za jej przyczyną w społeczności apostolskiej zrodziła się wiara w Boską godność Jezusa. Na górze Kalwarii swoje macierzyńskie posłannictwo, mocą umiłowanego Syna, Maryja rozciągnęła na wszystkich ludzi. Wczytując się w karty Ewangelii, możemy łatwo zauważyć, że Ona z wielka pokorą, ale i odwagą wypełniała naukę Swego Syna Jezusa Chrystusa. Niepokalana Dziewica jawi się nam jako wzór doskonałego ucznia Chrystusowego; ucznia, który jest rzecznikiem sprawiedliwości wyzwalającej uciśnionych i miłości przychodzącej z pomocą potrzebującym, a zwłaszcza jest czynnym świadkiem miłości budującej Chrystusa w duszach ludzkich.

Maryja z uczennicy powołana na nauczycielkę pozostaje nią już na wieki. W szkole Maryi Kościół nadal uczy się: radykalizmu, dziewiczej zgody, bezwarunkowego przyjęcia woli Bożej, kontemplacyjnego wymiaru życia, macierzyńskiej bezinteresowności, promieniującej miłości, hojnej służby, a nade wszystko słuchania i rozważania Słowa Bożego. W tej szkole Kościół otwarty na działanie Ducha Świętego podąża za wzorem i przykładem swej Nauczycielki, a tym samym staje się ekspertem w zakresie nadziei, miłości i wiernej służby. 

Zakończenie

Przez całe swoje życie Maryja wypełnia słowa wypowiedziane przy Zwiastowaniu, ze jest służebnicą Pańską. Maryja żyła w nieustannej bliskości Boga. Związek ten wynikał nie tylko z jej Bożego macierzyństwa ale także z jej wsłuchania się w Słowo Boże. Taki związek z Bogiem przynosi Jezus każdemu, kto chce z uczniowską gorliwością wypełnić Jego słowa, a porównuje do tych więzów, które łączyły Go Matką: „bo kto pełni wolę Ojca Mego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostra i matką” (Mt 12,50). W Maryi – pierwszej uczennicy swego syna, zawarty jest również imperatyw, konieczność jej naśladowania przez Kościół. Lud Boży w pełni będzie urzeczywistniał siebie, gdy będzie jak Maryja – pełną ufności uczennicą Pańską. Kto chce w pełni należeć do Chrystusa, powinien odwzorowywać w sobie postawę Maryi. W maryjności Kościoła  szczególny akcent pada na Maryję, która jest wzorem wiary i posłuszeństwa.

Jezus powiedział: „Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa” (por. Mt 18,3). Myślę, że to zdanie daje nam klucz do pobożności Maryjnej. Jeśli będziemy dziećmi, wtedy będziemy potrzebować Matki. Możemy być bardzo mądrzy i wykwalifikowani, obdarzeni akademickimi stopniami, możemy iść za Chrystusem w heroiczny sposób, aby stać się świętymi, a przecież ciągle potrzebujemy Matki. Ponieważ pierwszą kwalifikacją chrześcijanina nie są stopnie akademickie, czy heroiczna cnota, ale jego dziecięctwo, a więc potrzebuje Matki. Stać się jako dziecko jest wezwaniem dla wszystkich chrześcijan. Nie mamy lepszej matki niż Maryja. Bo i Jezus, nie mógłby znaleźć dla siebie lepszej matki niż Ta, którą znalazł dla Niego wszechmogący Bóg.

Chciałbym przedstawić Najświętszą Maryję Pannę jako wzór dla katolickiej Odnowy i dla całej Europy. (…) Nikt nie jest godzien tego, by stać w obecności Bożej. Maryja swoim hymnie uwielbienia Magnificat powiedziała: oto On wielkie rzeczy uczynił mi (por. Łk 1,49). Ona wiedziała, że to Bóg Ją wybrał i uczynił Jej wielkie rzeczy. (...) Jako chrześcijanie mamy być narzędziami pojednania jeden dla drugiego i aby móc to uczynić, musimy być gotowi powiedzieć tak Ojcu wszechmogącemu. I znów Maryja jest dla nas wzorem.

Pewnego dnia byłem poproszony, aby modlić się za człowieka, który miał guza w mózgu. Jego siostra powiedziała do mnie: „Ojcze, bądź ostrożny, gdy przyjdziesz do naszego domu”. Gdy wszedłem do jego pokoju i usiadłem obok jego łóżka, ale nawet na mnie nie spojrzał. Przemówiłem do niego, on nie odpowiedział. W końcu zapytałem go: „Czy ty się gniewasz?”. Nie otrzymałem odpowiedzi. „Czy gniewasz się na mnie?” - i znowu odpowiedzi nie było. Wtedy zapytałem: „Czy ty gniewasz się na Boga?”. Wówczas on wstrząsnął mocno głową. Zapytałem więc wtedy: „Dlaczego gniewasz się na Boga?”. Wtedy on odpowiedział: „A dlaczego On dał mi tę torturę?”. - „Któż ci powiedział, że to Bóg ci dał tę torturę?”– spytałem. I wtedy po raz pierwszy spojrzał mi prosto w twarz i powiedział: „A któż inny?”. Wtedy otworzyłem Pismo Święte na 14 rozdziale Ewangelii wg Mateusza i zacząłem czytać przypowieść, w której Jezus opowiedział takie zdarzenie: Pan dał dobre nasienie dla swojej służby, aby oni rozsiali je po polu. Lecz gdy ludzie spali, w nocy przyszedł jego przeciwnik i zasiał chwast. W kilka miesięcy później, zakłopotani słudzy przyszli do Pana i powiedzieli: „Panie, czyż nie dałeś nam dobrego nasienia? Skądże więc wzięła się ta zła roślina?” A Pan odpowiedział: „To przeciwnik, nieprzyjaciel mój to uczynił”. I tak wytłumaczyłem temu człowiekowi, że Bóg przejmuje się jego bólem. To nie On ukarał go, dając mu ten bolesny guz mózgu. Tłumaczyłem mu, że Bóg widząc jego sytuację, wysłał swojego Syna na krzyż. I gdy próbowałem mu więcej jeszcze tłumaczyć tajemnice Bożej miłości, zaczął płakać. Płakał z wielkiej ulgi. Po raz pierwszy w swojej długiej chorobie zrozumiał, że Ojciec go kocha i jest blisko przy nim. To, co jest najbardziej trudne dla człowieka, to nie zewnętrzny ból. Wszystkie problemy materialne świata zewnętrznego potrafimy jakoś znieść, ale niemożliwe do zniesienia jest poczucie wewnętrznej pustki, uczucie, że Bóg nas nie kocha. To poczucie bezsilności, znikąd pomocy, że tylko ja sam muszę sobie pomóc. Jak ten chory człowiek, jak słudzy z ewangelii, którzy zauważyli złe nasienie, są na świecie miliony ludzi, którzy są przerażeni tajemnicą otaczającego ich zła. Tak wielu jest ludzi wewnętrznie pustych, bo nie przyjęli i nie znają Dobrej Nowiny o miłości Boga. Między tymi smutnymi ludźmi mogą być również prawdziwie religijni mężczyźni i kobiety. Np. faryzeusze byli bardzo religijni, ale jednak nie rozumieli tajemnicy i także potrzebowali Dobrej Nowiny. Między młodymi ludźmi, jest wielu, którzy nie doświadczyli Dobrej Nowiny i są przestraszeni i zaniepokojeni tajemnicą zła w świecie. (…)

Papież Jan XXIII widział te wszystkie kłopoty i konfuzje świata, oraz, że również Kościół katolicki potrzebuje nowego wylania mocy Ducha Świętego. We wszystkich trudach i pracach Soboru Watykańskiego II dostrzegamy nowe Zielone Święta dla Kościoła. Kard. Leon-Joseph Suenens, jeden z budowniczych Soboru Watykańskiego II, świadczy, w jaki sposób łaska Zielonych Świąt ogarnia cały Kościół. Jest to przekonanie, że Bóg chce wylewać na nas moc Ducha Świętego. W Ewangelii o cudzie w Kanie Galilejskiej czytamy, jak Jezus dał nadobficie młodym wino. Oni nie potrzebowali tak dużo, ale to jest charakterystyczne dla Bożej łaski. Bóg daje „nadobficie”. I tak nawet w sposób całkowicie niezrozumiały, wylewa na nas swojego Ducha. Syn marnotrawny wracał do ojca, spodziewając się bardzo niewiele. Chciał być jedynie sługą, już nie synem, ponieważ myślał: Nie jestem godzien. I był zaskoczony nadobfitością ojcowskiej odpowiedzi. Ojciec wybiegł mu naprzeciw, aby go pozdrowić i ucałować; dał mu nową szatę, pierścień na rękę i zabił tłuste cielę. Podobnie najemnicy, którzy rozpoczęli pracę w ostatniej godzinie dnia, otrzymali znacznie więcej niż się spodziewali, bo całodzienną wypłatę. To jest również przykład Maryi, która została obdarzona nadobficie. Nie zastanawiać się nad swoją bezwartościowością, ale na pierwsze miejsce trzeba postawić szczodrobliwość Boga, przychodzić do Niego, otwierać drzwi Odkupicielowi, a wtedy otrzymamy od Niego znacznie więcej, niż się spodziewamy. I tylko wtedy, gdy to uczynimy, będziemy mogli iść do innych jako instrumenty - narzędzia zbawienia. Bo jeśli otrzymaliśmy tak obficie, to jesteśmy wezwani, aby dzielić się obficie. Jesteśmy wezwani do tego, by walczyć z tajemnica zła w dzisiejszym świecie. W podobny sposób jak Bóg walczy z tajemnica zła. A widzimy to w życiu Jezusa i Maryi. Oni nie pozwalali sobie na to, aby mieć jakieś przywileje. Jezus powiedział swoim uczniom: Jeśli ktoś cię zmusza, aby iść z nim jedną milę, idź dwie. Jeśli chce ci zabrać płaszcz, daj mu jeszcze i suknię. Jeśli ktoś uderzy ciebie w jeden policzek, nadstaw mu i drugi. Jeżeli brat twój cię obrazi, to choćby to zdarzyło się siedemdziesiąt siedem razy – masz mu przebaczyć. To jest jedyny sposób, aby zwalczać tajemnicę zła. To nie jest ludzka droga, ale droga, którą Pan pokazuje. Jezus powiedział, nie bierz przywilejów w żadnych okolicznościach, i ponieważ jestem szczodrobliwy w stosunku do was, wy macie być szczodrobliwi w stosunku do innych. Dlatego Maryja mówi do każdego z nas: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie (J 2,5).

Ofiarowując ruch Maryi, czyńmy to w tych dwóch aspektach: przyjmując nadobfitości Bożego daru, nie dlatego, że jesteśmy tego godni, ale dlatego, że On nas wybrał, oraz - po drugie – będąc gotowymi do dzielenia się tym, cośmy otrzymali. W ten sposób przez Maryje będziemy szli do Jezusa.

Tekst jest zapisem fragmentów konferencji, wygłoszonej w ramach I Ogólnopolskiego Kongresu Odnowy w Duchu Świętym, jaki odbył się w dn. 14-16 października 1983 r. na Jasnej Górze.