Początki Odnowy w Duchu Świętym w Polsce

Podstawowe Informacje
Typografia
  • Mniejsza Mała Średnia Duża Największa
  • Domyślnie Helvetica Segoe Georgia Times

           Moi drodzy, jeśli mówimy o historii Odnowy w Duchu Świętym w Polsce, to najpierw chciałbym Was zapytać – czy Wy wiecie co to jest Odnowa w Duchu Świętym? Ja przyznam szczerze, że im dłużej jestem w Odnowie, tym mniej wiem co to jest ta Odnowa. Bo jedyne słowo, które by mogło określić Odnowę, to jest różnorodność. To jest taka wielość różnych grup modlitewnych, wspólnot, w tym wspólnot życia i wspólnot zakonnych, różnorakich szkół ewangelizacji, rozgłośni telewizyjnych i radiowych, grup osób, które posługują jakimś jednym charyzmatem, a wreszcie jednostek, które nie są w żadnej grupie. Trudno więc sklasyfikować to poruszenie Ducha.

            Muszę przyznać, że z moich doświadczeń w Międzynarodowych Służbach Odnowy w Duchu Świętym widzę, że przyprawiało to o palpitację serca Stolicę Apostolską. Kochani, nas tam chcą traktować jako jeden z ruchów w Kościele, stąd zawsze pytali: „kto jest za to odpowiedzialny?”. A myśmy nie potrafili odpowiedzieć. „Kto jest założycielem?”. Jak słyszeli odpowiedź, że Duch Święty, to patrzyli na nas, jakby chcieli powiedzieć: “trochę pokory!”. A tymczasem Odnowę w Duchu Świętym łączy doświadczenie Boga, które nazywa się „chrzest w Duchu Świętym”, albo „wylanie Ducha Świętego”, albo „odnowienie w Duchu Świętym”.

            Gdy mam mówić o tym, co się działo czterdzieści lat temu, bo rok 1975 jest uznawany za początek Odnowy w Duchu Świętym w Polsce, to muszę powiedzieć, że ja tych czasów nie pamiętam. W roku 1975 mały Daruś szedł do pierwszej klasy, więc to co będę Wam opowiadać, to znam albo z opowieści innych ludzi, albo z książek. Ostatnio powstała taka książka, która mówi o początkach Odnowy w Duchu Świętym i ma tytuł: „Upili się młodym winem”.

            Rok 1975 niektórzy z Was pamiętają. Trochę dobrobytu, bo żyliśmy na “gierkowski kredyt”, ale powoli nasza ojczyzna wpadała w marazm. Generalnie, nie było już tak źle jak 20 lat wcześniej, ale nie był to wolny kraj. Tak samo było w Kościele, dawało się odczuć pewnego rodzaju znużenie. Przetrwaliśmy jako Kościół to, co działo się w czasach stalinowskich, ale jednocześnie widać było pewnego rodzaju oschłość. Niektórzy twierdzili, że brakuje powołań do kapłaństwa, czy do życia zakonnego. Było coś takiego, co byśmy nazwali małą stabilizacją, która w życiu Kościoła nie jest raczej niczym chlubnym, bo Apostołowie gdy dostali Ducha Świętego to nie myśleli o stabilizacji. Kościół ustabilizowany, to raczej śpiący Kościół. Coś takiego było w latach 70. W takiej sytuacji żyliśmy. Ale byli ludzie, którzy czekali na coś nadzwyczajnego, mieli duchową nadzieję. Wielu ludzi, z którymi rozmawiałem, a którzy pamiętają tamte czasy, mówili tak: „Jako młodzi oazowicze czuliśmy, że coś wisi w powietrzu, czekaliśmy na coś wielkiego. Na coś, czego do tej pory nie doświadczaliśmy”. A więc czekali, ale nikt nie potrafił za bardzo powiedzieć, na co konkretnie czekali. Nikt nie potrafił tego nazwać, choć różnymi drogami do Polski przenikały wiadomości o tym, że jest jakaś Odnowa w Duchu Świętym, która w Stanach Zjednoczonych przemieniała życie ludzi.

            Gdybyśmy mieli powiedzieć trochę o pionierach Odnowy w Duchu Świętym w Polsce, to byli to najczęściej ludzie młodzi - studenci i uczniowie szkół średnich. Oni czekali na jakieś działanie Boga, chociaż też nie potrafili tego nazwać. Byli też ludzie starsi i to najczęściej kapłani, których motywowały bardzo różne inspiracje. Ks. Franciszek Blachnicki postanowił otworzyć Ruch Światło-Życie na doświadczenie chrztu w Duchu Świętym. Zaczął o tym mówić konferencje oraz nauczać w czasie przygotowań do letniej oazy, która miała się odbyć w 1975 roku. Ten człowiek myślał w kategoriach duszpasterskich. Widział, że wypracowany już program formacji oazy znakomicie się sprawdza. Chciał jednak, żeby ludzie bardziej doświadczyli Boga. Na tym właśnie polega wartość Odnowy w Duchu Świętym. My byśmy nie byli do niczego potrzebni jako Odnowa, gdybyśmy nie dawali doświadczenia Boga. Wszystko inne już w Kościele było: formacja, duchowości różnego rodzaju sposoby, drogi pogłębiania swojej relacji z Bogiem. Ale żeby tak doświadczyć Boga najpierw... Tego nie było, albo było w małym zakresie. Chodziło więc o coś więcej, o coś głębszego.

            Drugim pionierem Odnowy w Duchu Świętym był ks. Marian Piątkowski. Niestety już u Pana od kilku lat. Był wykładowcą w seminarium, bardzo mądrym człowiekiem, zakochanym w Maryi. Kiedyś wpadło mu pod nogi dziecko na ulicy i krzyknęło do niego: „tak mało radości!” i on wtedy spostrzegł, że rzeczywiście jest bardzo poważnym teologiem, który nie ma w sobie za dużo radości. Zapragnął coś z tym zrobić. Ale sam o własnych siłach nie mógł, więc gdy w maju 1975 roku przeżywał swoje pierwsze wylanie Ducha Świętego w Rzymie po Kongresie Maryjnym i Mariologicznym, to pragnął, aby jego życie zostało przemienione. Chciał być radosnym chrześcijaninem i to się wydarzyło. Kierował się motywami prywatnymi.

            I wreszcie trzecia postać, o której chciałbym wspomnieć. To jest ksiądz, który nigdy nie był w Odnowie, profesor z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, ks. Stanisław Nagy, którego później Jan Paweł II uczynił kardynałem. Ksiądz Nagy organizował na KUL-u co roku Tydzień Eklezjologiczny. Przyjeżdżało na to wydarzenie wielu ludzi z rożnych zgromadzeń zakonnych, księży, teologów, którzy chcieli się dowiedzieć czegoś więcej o życiu współczesnego Kościoła. Ksiądz Nagy postanowił w 1975 roku zorganizować spotkanie na temat Odnowy w Duchu Świętym i działania Ducha Świętego w Kościele. Zaprosił na nie swojego znajomego z Francji, dominikanina ojca de Monleon. On, oprócz tego, że był teologiem, był również człowiekiem, który przeżył już chrzest w Duchu Świętym i modlił się za innych. Z jego przyjazdem wiązały się modlitwy o wylanie Ducha Świętego za pojedynczych ludzi. Ale nie stałoby się to, gdyby nie ks. Nagy, teolog, mający naukowe podejście do życia.

            Musimy jednakże pamiętać, że nie tylko księża byli u początków Odnowy w Polsce. Była cała rzesza osób świeckich. Nie sposób ich tutaj wymieniać. Ale wspomnę choćby o Stasi Demskiej (wówczas nazywała się Kurzeja), która inspirowała ks.Blachnickiego, aby zainteresował się Odnową oraz pisała pierwsze listy do ICO (Międzynarodowe Biuro Charyzmatyczne, poprzednik ICCRS) w Brukseli. Dzięki tym kontaktom w 1976 r.do Polski przyjechali dwaj Amerykanie i w październiku przeprowadzili w Lublinie piewsze większe spotkanie modlitewne, upraszając w trakcie jego trwania zstąpienia Ducha Świętego na zgromadzonych i to nastąpiło.

            Patrząc na tych trzech księży, widzimy osoby, które się co prawda znały, ale które nie kontaktowały się ze sobą, gdy zbliżały się pierwsze przejawy charyzmatyczne w Polsce. W trakcie pierwszego wylania Ducha Świętego w Stanach Zjednoczonych na początku XX w., też “wybuchło” ono w kilku miejscach naraz, niezależnie od siebie i można powiedzieć, że w Polsce mieliśmy dokładnie z tym samym do czynienia. To przekonuje nas o prawdzie, że to nie człowiek jest założycielem Odnowy. Człowiek by tego nie dał rady wymyśleć i zorganizować w taki misterny i precyzyjny sposób.

Teraz wypadałoby powiedzieć, czym charakteryzowało się to pierwsze odnowienie w Duchu Świętym w naszym kraju. Gdy pierwsi Polacy doświadczyli chrztu w Duchu Świętym, to cechował ich głód modlitwy uwielbienia. Ludzie mogli się modlić i modlić, i szkoda im było czasu na robienie czegokolwiek innego. Macie tak samo? Ile godzin dziennie się modlicie? Cztery godziny? Czy pół godziny? Siedem godzin? Uważajcie! Gdy modlicie się za dużo to jest to niebezpiecznie, bo w większości jesteśmy ludźmi świeckimi i jak będziemy się tylko modlić to zaniedbamy nasze obowiązki codzienne. A tego robić nie należy, aby dawać dobre świadectwo. Zresztą wiele osób z początków Odnowy Charyzmatycznej w Polsce wybrało życie w całości poświęcone Bogu – zakonne lub kapłańskie. Na tak silne doświadczenie Boga i chęć przebywania z Nim i służenia Mu odpowiedzieli oddaniem całego swojego życia w bardzo konkretny sposób.

            Po drugie, ci ludzie, którzy doświadczyli chrztu w Duchu Świętym, przeżywali bardzo często nieodpartą chęć dzielenia się tym doświadczeniem. To młodzi ludzie i nietrudno im było wsiąść do pociągu i jechać do innej części Polski, aby opowiedzieć o swoim doświadczeniu, albo modlić się za innych o wylanie Ducha Świętego. Czy my jesteśmy gotowi jechać na drugi koniec Polski, żeby komuś opowiedzieć o tym co doświadczamy? Jeżeli jest w nas takie pragnienie, to dobrze, ponieważ my najczęściej mamy kłopot z mówieniem o tym, czego doświadczyliśmy od Boga naszym najbliższym. Nie musimy szczególnie daleko jeździć, aby być apostołami.

            Następna rzecz charakterystyczna: to było bardzo mocne doświadczenie, którego nie dało się zapomnieć. To nie było tak, że dzisiaj jestem emocjonalnie rozentuzjazmowany, a na drugi dzień, albo za 5 miesięcy albo za 5 lat już nie wiem i nie pamiętam o tym, co się wydarzyło. To “trzyma” niektórych ludzi do dzisiaj. To jest bardzo żywe doświadczenie. Chcecie czegoś takiego doświadczyć? Ja bardzo chcę i to jest nadzieja dla nas na dzisiaj, że Pan wypełni nasze pragnienie.

Bardzo często była widoczna na twarzach tych ludzi radość. Jesteście radosnymi ludźmi? Radość, pokój serca, dla niektórych to była gotowość do przebaczenia komuś, przemiana myślenia o swojej rzeczywistości codziennej. Ale były też dary nadzwyczajne, takie jak np. modlitwa w językach.

            Dodam, że trzy rzeczy towarzyszyły ludziom i były pomocne w latach 70. w nowym doświadczaniu Boga. Po pierwsze, była to muzyka. Muzyka jest niezwykle ważna dla Odnowy także dziś, ponieważ pomaga ludziom otworzyć się na modlitwie. Drugim elementem były kontakty ekumeniczne. Ks. Franciszek Blachnicki szczególnie lubił je rozwijać,choćnie wszystkim się to wówczas podobało. I trzecia rzecz, to kontakty międzynarodowe. Do Polski przyjchali ludzie chcący modlić się za innych o wylanie Ducha Świętego. Wspomniany już ojciec de Monleon, zanim przyjechał do Lublina, modlił się za inne osoby w różnych miastach Polski. To były pojedyncze modlitwy. Dzisiaj świat żyje szybciej, więc musimy szybciej to robić. Tak jak choćby dziś, gdy zgromadziło się nas kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

            Jakie były owoce tego pierwszego doświadczenia wylania Ducha Świętego? Przede wszystkim powstawały pierwsze grupy modlitewne. To były małe grupki, ale ludzie pragnęli się ze sobą modlić. Nikomu nie przeszkadzało fakt, że należą do jakiejś nielicznej grupki,niejednokrotnie spotykającej się w domu prywatnym. Nie liczyli na to, że będzie się działo coś niezwykłego. Po prostu była w nich chęć wspólnotowej modlitwy oraz chęć zarażania innych swoim doświadczeniem. Na koniec warto wspomnieć o pomyśle jednoczenia się.Chodziło o to, aby poznać się nawzajem, wymienić doświadczeniami i robić coś wspólnego. Z tego pragnienia powstał między innymi pierwszy Zespół Koordynatorów Odnowy w Duchu Świętym, który współcześnie m.in. organizuje takie czuwanie jak dzisiaj. Gdy patrzymy, ilu nas tutaj jest to już mamy, za co Panu dziękować. A tych dzieł jest dużo więcej i jeszcze o tym usłyszymy. Chwała Panu!

 

Autor: Darek Jeziorny
Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym 2015